świąteczne zamieszanie

- Padam z nóg. Ledwo żyję! – Żaliła się Malinowska do właścicielki osiedlowego Sklepiku.

- Co się dzieje, pani Heniu? – zapytała Aniela, która pomagała nowej przyjaciółce w prowadzeniu biznesu.

- Ah, pani Anielko kochana. Niech się pani cieszy, że nie musi pani już tego wszystkiego ogarniać. Od tygodnia nie robię nic innego tylko sprzątam, myje okna, wymyślam menu na nadchodzące święta. Dwa dni przed świętami zaczynam gonić po sklepach i stoję w kilometrowych kolejkach. Przecież w niedzielę sklepy zamknięte. Następne dwa dni to gotowanie. Co tam gotowanie, ja jeszcze w międzyczasie muszę być ochroniarzem! Gdybym tylko choć na chwilę odwróciła wzrok to by się Stary do kiełbasy dorwał. A musi pani wiedzieć, że ja wszystko sama przygotowywuję. A jaaaak. Boczuś, wędlinki, biała, 3 babki, dwa mazurki, sernik, ze 4 rodzaje sałatek a do tego chlebuś. Zakwas na żurek dwa tygodnie wcześniej wstawiam. Mój mąż to z 8 żołądków ma. I ja to sama, samiuteńka przygotować muszę. A nie daj panie jak teściowa z wizytacją przedświąteczną zajedzie. Wtedy to dopiero cuda się dzieją. Nie mam pojęcia jak ta kobieta to robi. Już od progu nim buty ściągnie, zaciąga powietrze w nozdrza i wykrzykuje:

- Oho, boczek nie ma odpowiedniej ilości majeranku ,w Mazurku babie i serniku wyczuwam zakalca. A kto to widział żeby żurek na takiej kiełbasie gotować? Mój Tadzinek, synuś kochaniutki, malusieńki nie zje byle czego. – jeszcze coś tam gada, ale ja już jej nie słucham. Każdy kto Tadka zna wie, że do małych to on nie należy, a poza tym on zje wszystko byleby było tego dużo i pod wódkę pasowało. To jeszcze nie wszystko. Naoglądała się teściówka tych durnych programów w telewizji i test białej rękawiczki przeprowadza. Oczywiście muszę przy tym wysłuchać kolejnej porcji bzdur i wyrazów zachwytu dla Magdalenki spod 8. Gdyby mnie Tadziu nie poznał to była by teraz Mamusią pani Doktór a nie zwykłej księgowej. Cała sytuacja trwa z godzinę. Wypije kawę, poględzi pomarudzi, naje się tych „paskudnych” rzeczy poczym pójdzie narzekać jaką to ma okropną synową. Eeeeeeh, a  tak w ogóle to niech sobie pani wyobrazi Anielo kochana, że nigdzie nie mogę znaleźć porządnego koszyczka do święcenia. W tamtym roku rączka odpadła od mojego i muszę poszukać nowego. Małego przecie nie kupie. Musi się dużo zmieścić, żeby się sąsiadom pokazać. Znów pokaz mody będzie i koszyczkowych dóbr. Wiadomo, że każdy, każdemu do środka zagląda! Trzecią pożyczkę już wzięłam żeby na nic mi nie zabrakło. Co prawda w tym roku sami święta spędzamy, ale nigdy nie wiadomo czy kto niezapowiedziany nie przylezie.

- To teściowej nie będzie? – zapytała Dorota, kasując kolejny koszyk zakupów.

- Naszczęście nie. W tym roku postanowili z teściem polecieć w ciepłe kraje, by nie musieć się niczym przejmować. Niby zmęczona jest po tylu latach życia. Niech leci, będzie spokój.

Córka Doroty stała nieopodal i przysłuchiwała się rozmowie, składając jakieś ulotki. W pewnym momencie nie wytrzymała i podeszła do Heni.

- To w takim razie kto to wszystko zje? Tyle pani kupuje i gotuje, a jak coś zostanie to co pani z tym zrobi?

- Jak to co? Połowę zamrożę a resztę wyrzucę.

- To może dołączy pani do naszej świątecznej zbiórki? To pomysł babci Anieli. W świąteczny poniedziałek zaraz po mszy ustawimy stoły na naszym osiedlu. Każdy kto może niech przyniesie coś do jedzenia. Nikt wtedy nie będzie głodny a i samotne osoby będą mogły zasiąść z kimś do stołu. Niech w ten świąteczny czas nikt nie będzie sam. Poza tym o to chodzi w tych świętach. By się dzielić nie tylko dobrą nowiną, że Pan Jezus Zmartwychwstał ale też iść w ślady pana Jezusa i podzielić się jedzeniem. Bo czasami przez tą gonitwę świąteczną zapominamy, o co w tym wszystkim chodzi. Możemy na panią liczyć?

- Jasne! Będę na pewno! Wesołych Świąt i do zobaczenia w poniedziałek.

 

Kochani życzę Wam i sobie tego, byśmy mieli choć chwilę czasu na zadumę, refleksję i radość. Świętujmy zatem! Smacznego jajka, mokrego dyngusa i Miłości!

 

Kasia.

politycznie niepoprawna

- Czegoś tu nie rozumiem. – powiedziała Aniela do Doroty patrząc w telewizor. – Dożyliśmy czasów, w których superbohaterką nazywamy kobietę, która chwali się tym, że usunęła ciążę, jednocześnie walcząc o to by nie kupowano żywych karpi, bo trzeba je zabić. Lepiej kupić mrożoną rybę. Tylko, że ten płat, który teraz leży zamrożony i poćwiartowany na tacce też był kiedyś szczęśliwą rybką. Mam rozumieć, że życie zwierząt jest teraz ważniejsze, bo jest już wykształconą formą życia? Nie zrozum mnie źle, są sytuacje w życiu, że nie da się udźwignąć pewnych tematów. Nie wiem czy dałabym radę wychowywać dziecko, które zostało poczęte przez gwałt. Albo czy umiałabym wybrać kogo życie ważniejsze. Moje czy tego bardzo chorego dziecka, które noszę pod sercem. Mnie już takie problemy nie dotyczą. Chciałabym byś ty miała wybór. Ale na litość Boską nie wtedy gdy nie chce ci się przemeblowywać mieszkania, bo nowy członek rodziny to za dużo. Rodzina to podstawa! Spójrz na mnie. Jestem już stara i samotna bez brata czy siostry. Ehhh. A to co się wyprawia z podobizną Jezusa? Przed chwilą widziałam jak jakiś człowiek odebrał nagrodę. Pan Jezus przybity do penisa? Czy ten świat oszalał? Dorotko wytłumacz mi co się dzieje!? Właśnie sobie przypomniałam, dlaczego od tylu lat nie mam telewizora i odkąd nie ma Włodzia, staram się unikać ludzi.

- Pani Anielo kochana, proszę nie myśleć, że wszyscy się z tym utożsamiają. Ja też nie mogę się z tym pogodzić. Boję się tego w jakim świecie przyjdzie żyć naszym dzieciom skoro nie ma już świętości. Rozumiem, że nie każdy musi wierzyć w Boga, ale czy trzeba akurat w taki sposób pokazywać swoje zdanie? Niech pani zauważy, że tylko z naszym stwórcą tak sobie pogrywają. Innych wiar się boją? Teraz lepiej nie mówić głośno w co się wierzy i jakie ideały nam przyświecają. Ostatnio zostałam wyzwana od Pisiorów zakutych łbów. To, że mam inne poglądy to nie znaczy, że trzeba odrazu obrażać. Z każdej partii można coś wynieść dobrego. Najlepiej jakby połączyć to w jeden złoty środek. A tak to nie jest łatwo wyrazić swoje zdanie publicznie, bo zaraz zaczyna się robić nieprzyjemnie. Dialog międzyludzki upada. Teraz lepiej jest kogoś zakrzyczeć, zmanipulować, czy po prostu wyzwać od tumanów za swój osobisty pogląd. Jest mnóstwo spraw, z którymi się nie zgadzam, staram się przy tym nie narzucać swojej woli tylko dążę do dyskusji. Szkoda, że czasami brak mi na to sił. Może i ja wyrzucę telewizor na śmietnik albo zostanę Prezydentową?

- Kochana w twoim przypadku pozbycie się telewiozra nic nie zmieni, bo nadal rozmawiasz z ludźmi. Ja się odcięłam całkowicie. Myślałam, że powrót do „cywilizacji” będzie prostszy. Niestety nie jest. Jedynie nadzieja w dzieciach. Starajmy się by wyrośli na mądrych ludzi. Będę się zbierała do Władzia na cmentarz. Wiesz co, lepiej nie będę mu wspominała czego się dziś dowiedziałam. Poproszę jedynie o to by wraz z Aaronkiem mieli was w opiece. Ciekawe czy ich jeszcze kiedyś zobaczę? Wierzysz w życie pozagrobowe, dziecko?

- Wierzę i to bardzo, zwłaszcza wtedy, gdy mam migrenę. Ale to już opowieść na inną okazję, teraz zabieram się za obiad, bo Julianna zaraz wróci ze szkoły. Proszę pozdrowić swoich chłopaków.

kwiatowa wróżka

- Wiedźma, czarownica, baba jagaa!- krzyczały dzieciaki za idącą kobietą, ubraną na czarno. Co rano powtarzała się ta sama historia. Niby już się przyzwyczaiła do tego jak witają ją te małe skrzaty, ale gdzieś w głębi serca czuła smutek. Tylko jedna dziewczynka z całej tej hałastry nigdy nie powiedziała na nią złego słowa. Nie pamięta już jak ma na imię. Wie tylko, że to córka właścicielki Sklepiku. Panna jakaśtam.

- Zmykajcie stąd! Do szkoły nicponie i żebym was tu więcej nie widziała! – zakrzyknęła Dorota. – przepraszam za nich Pani Anielo i jak co roku zapraszamy na święta. Będzie nam bardzo miło jak pani do nas dołączy.

Kobieta tylko popatrzyła w stronę swojej wybawczyni i jak codzień bez słowa odeszła w stronę cmentarza.

- Mamusieńku, dlaczego te dzieciaki tak ją traktują? To nie jest miłe. Myślisz, że jest jej przykro i dlatego jest taka naburmuszona i zła?

- Kiedyś pani Aniela nie była taka. Miała męża i wiodła szczęśliwe życie. Niestety z 9 lat temu Pan Włodziu umarł. Nie ma dnia by Aniela nie poszła na jego grób, siedzi tam parę godzin po czym wraca do domu. Jej przyjaciółki z dawnych lat rozjechały się po świecie. Z tego co wiem została całkiem sama, dlatego też co roku zapraszamy ją na święta. Szkoda, że nigdy nie przyjęła zaproszenia.

- A dzieci nie ma? – Zapytała panienka.

- Tego nikt nie wie. Starsi mieszkańcy pamiętający ją z młodych lat twierdzą, że jakieś dziecko było, ale niewiadomo co się z nim stało. Powiem ci córko, że kiedyś krążyły niesamowite plotki na ten temat. Jakoś nikt nigdy nie zapytał, wprost co się z nim stało. Wydaje mi się, że nie mały fakt odgrywa w tej historii to, że ten chłopiec widziany był u nich w czasie wojny. Zresztą to były inne czasy i nie tak łatwo dokopać się do źródła tej historii.

- Tak, pamiętam jak mi opowiadałaś o ukrywających się Żydach w naszej okolicy. Myślisz mamutku, że to był właśnie Żydowski chłopiec? Bo jak tak, to tym bardziej tej kobiecie należy się szacunek za uratowanie życia!

- Kochanie, jedyne co wiem to to, że zaraz spóźnisz się do szkoły. Uciekaj już. Dokończymy rozmowę później, zresztą i tak już powinnam otworzyć Sklepik. Obiecuję ci, że postaram się dowiedzieć czegoś więcej.

Dorota przez cały dzień podpytywała sąsiadów o Anielę, niestety niczego nowego się nie dowiedziała, a że wersje tego samego zdarzenia bardzo się od siebie różniły to nie chciała powielać plotek. W czasie, gdy matka z córką starały się dowiedzieć prawdy, Aniela znów samotnie spędziła popołudnie. Dość już miała tej przygnębiającej rutyny. Jak to dobrze, że wiosna zaczęła się w tym roku wcześniej. Mogła zostawać dłużej u swojego męża i przynosić mu jego ukochane żonkile na grób. To on zaszczepił w niej pasję ogrodniczą. Cieszyła się z każdego nowego kwiatka, który nieśmiało przebijał się ponad ziemię. To z nimi rozmawiała każdego dnia. Nie miała zaufania do ludzi, denerwowało ją ich plotkarstwo i gonitwa za dobrami doczesnymi. Nie znosiła, gdy ktoś zaczepiał ją na ulicy. Przybrała maskę starej zrzędliwej baby, tylko po to by zostawili ją w spokoju. Tylko ta Dorota nie chciała się odczepić. Trudno, może kiedyś się jej znudzi to ciągłe zapraszanie jej na święta. I co niby miałaby z nimi robić? Z Bogiem miała niewyjaśnione sprawy, czuła do niego przeogromny żal za zabranie Włodeczka. Tak się nie robi kochającemu małżeństwu! Najpierw powołał do siebie Aarona. Jej kruszynkę, tak bardzo kochała tego chłopca…

Zasiadła w swoim ulubionym bujanym fotelu, przymknęła oczy i przeniosła się w czasie.

To było jeszcze przed tym jak na Kazimierzu powstało getto. Lubili z Włodziem chodzić na spacery nad Wisłę od strony Starowiślnej. Ona z bukietem tulipanów, w czerwonej sukience w maki, on w marynarce i znoszonych spodniach. Co parę kroków zatrzymywali się by spojrzeć sobie w oczy, nie mogli uwierzyć w szczęście, jakie ich spotkało. Odnaleźć swoją drugą połówkę w świecie ogarniętym wojną i chaosem, nie każdemu się to zdarza! Starali się nie patrzeć na słupy informacyjne oblepione nowymi zaostrzeniami w stosunku do Żydów. Niedługo po tym, gdy dotarli pod Wawel zauważyli młodą dziewczynę stojącą tuż przy brzegu Wisły. Wyglądała jakby chciała wrzucić do niej pakunek, który trzymała w ręce. Może nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że po jej policzkach spływały ogromne łzy a zawiniątko, które tak mocno trzymała nie zaczęło płakać. Aniela ile sił w nogach podbiegła do dziewczyny i całej siły przytuliła ją. Instynktownie czuła, że w tym momencie młoda matka tego potrzebuje.

–Dziecko, co ty chcesz zrobić? Spójrz na mnie! – Krzyczała, starając się jak najdelikatniej odebrać dziewczynie zawiniątko.

- Proszę, niech go pani zabierze. Błagam! Czekałam tu na panią. Ja nie dam rady żyć ze świadomością, że w każdej chwili mogą mnie zabrać jak to zrobili wczoraj z moją rodziną.- Dziewczyna miała szaleństwo w oczach. Widać, że trawiła ją wysoka gorączka – Za dużo już widziałam w swoim życiu, nie chce by Aaron cierpiał. Ja sobie poradzę, mam cyjanek! Ja już nie chcę żyć! Nie mam na to sił, nawet dla niego. Niech się nim pani zaopiekuje jak swoim, proszę. Na medalioniku, który ma owinięty w koło nóżki jest moje imię i nazwisko a pod koszulką na piersi zostawiłam mu zdjęcie naszej rodziny. Niech o mnie pamięta, ja pamiętać już nie mogę. Chcę do mamy! Maaamo, mamo już do ciebie idę! – ucałowała chłopca i pobiegła przed siebie wzywając nieżyjącą rodzicielkę. Aniela nie zastanawiała się ani minuty. Przytuliła chłopca, całując jego zmarznięte policzki.

- Włodziu, masz syna. – nic więcej nie udało się jej powiedzieć, bo wystrzał z karabinu przeszył powietrze. To Matka chłopca została zastrzelona przez żołnierza SS.

Tak jak dziewczyna prosiła obdarzyli chłopca prawdziwą miłością. Wścibskim sąsiadom nie pokazywali się długi czas na oczy. Później tylko wspomnieli o bratanku, który został u nich na jakiś czas. Za każdym razem wymyślając inną historię. Niestety mały był wątłego zdrowia i coraz ciężej było im zdobywać potrzebne lekarstwa. Tuż przed zakończeniem wojny chłopiec zmarł, pozostawiając przyszywanych rodziców w nieopisanym żalu. Małżeństwo jeszcze bardziej się ze sobą zżyło. Rozpacz po stracie ukochanego syna, była nie do zniesienia, ale na szczęście mieli siebie. Po wojnie udało im się odnaleźć ocalałą rodzinę biologicznej matki Aarona. Przez jakiś czas utrzymywali z nimi kontakt. Niestety po paru latach postanowili wrócić do Izraela.

Nagły dzwonek do drzwi wyrwał Anielę z letargu. Może to na skutek wspomnień i nagłej tęsknoty.. choć nigdy tego nie robiła postanowiła zobaczyć, kto stoi po drugiej stronie drzwi.. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła tę małą od Doroty. Stała z bukietem żonkilków, książką i jakimś obrazkiem.

- Dzień dobry, nie chciałam przeszkadzać. Pomyślałam po prostu, że przyda się pani jakieś towarzystwo. A pozatym mam ochotę na herbatę. Czy mogłaby mi pani zaparzyć? Mamy niestety nie ma w domu, a mi nie wolno samej nalewać gorącej wody do kubka. To jak?

Aniela nie mogła wyjść z szoku, nie wiedziała, co ją bardziej zaskoczyło, tupet tej małej czy to, że ktoś ją odwiedził.

- Wiesz młoda damo, że nie ładnie jest się tak wpraszać? – przybrała jedną ze swoich groźnych min i wściekle popatrzyła na intruza.

- W sumie to wiem, ale nie wolno też odmówić spragnionemu wody. Mama mnie uczy, że wodą i jedzeniem trzeba się podzielić nawet z największym wrogiem. Mówi też, że dobra herbata i książka jest najlepsza na wszystkie smutki świata. A pani zawsze ma takie smutne oczy. Ale ze mnie gapa, te kwiatki są dla pani. Przyniosłam też laurkę i opowiadania mojej mamy. Z chęcią pani poczytam.

- Jak ja dawno nie dostałam żadnego prezentu, no cóż skoro tak to zapraszam. Usiądź proszę w ogrodzie i poczekaj na mnie. – Skołowana starsza pani poprowadziła dziecko do ogrodu, uśmiechając się na na widok reakcji dziecka.

- OOO ludzie jak tu jest magicznie! Wiedziałam, że osoba o takich pięknych oczach musi być kimś wyjątkowym! Pani, jest kwiatową wróżką! – w tym momencie z oczu Anieli popłynęły łzy szczęścia.. Kwiatowa wróżka, właśnie tak mówił na nią Włodziu.

pudełko

- Córko, pamiętasz swój sen o Krainie Niespełnionych Marzeń? – zapytała mama zaparzając wieczorną herbatę.

- Oczywiście, że pamiętam. Od tamtej pory staram się nie skazywać żadnego mojego marzenia na smutny los szarego pudełka a i muszę ci powiedzieć mamusiu, że parę z nich nawet otworzyłam. A dlaczego o to pytasz? Czy coś się stało?

- Nie kochanie, nic się nie stało. Po prostu są takie dni, że czuję, iż życie ucieka mi między palcami. Z jednej strony chciałabym gdzieś pojechać, zrobić coś a może stworzyć dzieło. Zmienić całkowicie bieg zdarzeń. Odważyć się na wielki krok w życiu, a jak narazie nie mogę nawet zdecydować się na kolor włosów. Fioletowa farba cierpliwie czeka aż zdecyduję czy to ten kolor.

- To dlaczego nic z tych rzeczy nie zrobisz?

- Ach, nie tak łatwo to wyjaśnić. Chyba boję się porażki. Już tyle razy próbowałam coś zmienić. Żeby spełnić marzenie o wspięcie się na Kilimandżaro muszę być na to fizycznie gotowa. Ciągle znajduję wymówki i brak mi sił i chęci. Jeśli chodzi o książkę to staram się pisać. Czasami napiszę opowiadanie i je opublikuję, ale nie widząc zainteresowania to czuję, jakby ktoś podcinał mi skrzydła. Pamiętasz jak tłumaczyłam ci, że od przyznania się do winy gorsze jest tylko kłamstwo? Tak samo jest w tym przypadku od krytyki gorsza jest tylko obojętność. Z konstruktywnej krytyki można się tylko cieszyć, bo wiesz, że ktoś to czyta. Nie dla każdego stworzone jest pisanie, ale skąd mam o tym wiedzieć skoro nikt mi o tym nie mówi? Może powinna zastanowić mnie liczba polubień i komentarzy, ale z drugiej strony znam ludzi, którzy nie czują potrzeby zostawiania jakiegokolwiek znaku a później spotkani na ulicy gratulują talentu.

- Mamusiu, a powiedz mi szczerze, kogo zdanie najbardziej cię interesuje? Moje czy nieznajomych? Czasami mam wrażenie, że nie przejmujesz się moimi opiniami. Wiem, że jestem twoim dzieckiem, ale chcę też byś wiedziała, że zawsze będę z tobą szczera i obiektywna. Sama mi powtarzasz, żebym nie patrzyła na innych tylko robiła to co lubię. A ja kocham rysować, tańczyć i słuchać twoich opowiadań.

z pamiętnika Memphis cz.2

Mam do was żal.. Gdybym była jakimś innym zwierzęciem no nie wiem np. kuropatwą to pewnie bym się obraziła za to, że Gienek jednak miał więcej polubień. Naszczęście jestem najlepszą formą zwierzęcego bytu i dam wam jeszcze jedną szansę na kliknięcie wystającego kciuka. Wracając jednak do pamiętniczka.. ciągle słyszę, że to niby moja wina, że Kasiuńcia złamała nogę. Oświadczam, zatem, że jest to nieprawda! To Ona jest łamaga jakich mało. Kto to widział potknąć się zapinając smycz. Aaa no tak zapomniałam, że to niby ja ją wtedy pociągnełam.. yhyyyym, peeeeeewnie najlepiej zwalić winę na bezbronnego, malusieńkiego, tyci, tyci malusieńkiego psiuńcia. Sami na mnie spójrzcie. Czy te 20 kg , (noo dobra 30.. no dooobra ledwie 40, ale staram się trzymać dietę), mogłoby coś takiego zrobić? Także tego, mam nadzieję, że ta kwestia już jest wyjaśniona i już nigdy nie usłyszę tych bredni. Co tam jeszcze? A wiecie cooo? Gienek mi wczoraj powiedział, że ja jestem adoptowana. Nie mogę w to uwierzyć, no ok, może nie wyglądam jak on, ale to tylko dlatego, że on jest czarny, oh przepraszam kolorowy ( ta poprawność polityczna) długość sierści też ma tu niemałe znaczenie i to, że on kot a ja jednak z psowatych. Zauważyłam przecież, że Julcia też od nas odstaje, ale cały czas myślałam, że to ona jest podrzutkiem. Strasznie mi z tym źle i smutno. Kasia pokazywała mi zdjęcia moich braci i sióstr, wytłumaczyła to i owo.. ale skąd się biorą dzieci nie chciała powiedzieć. Za młoda jestem czy coś. Gieniuś w ogóle straszne rzeczy opowiada, czasami aż spać w nocy nie mogę i pcham się na górę do sypialni tylko, że tam wiecznie bramka na schodach zamknięta. A przecież wiadomo, że miłość jest wtedy jak można na łóżeczko. Wracając do tematu Gienkowych straszności, albo nie… Nie powiem wam, bo też się będziecie bać a już późno. Może w następnej części

z pamiętnika Memphis

Drogi pamiętniczku, wczoraj znalazłam zapiski mojego kota Gienia i wiesz co? On to mnie musi bardzo kochać. Sam się przyznał do tego, że specjalnie zrzuca mi kostki i inne żarełka żebym miała alergie. Nie bardzo wiem co to takiego ta alergia, ale napewno coś dobrego. W podzięce staram się go przytulać jak najczęściej. Nie moja wina, że jak ja go tulam to mu sierść wypada i zaczyna głośno miauczeć, pewnie nie potrafi inaczej wyrazić swoich uczuć. Ja nie mam z tym problemu. Kocham moją rodzinkę i ich przyjaciół, najbardziej lubię małe dzieci. Tylko nie wiem dlaczego ich rodzice pytają czy jadam ludzkie mięso i czy jestem już pojedzona. A fakt jest taki, że ciągle czuję głód i to nie tylko ten gastryczny ale i miłosny. Wczoraj na ten przykład w odwiedziny do mnie przyszło dwóch gości i babeczka. Nie mam niestety pamięci do imion, zresztą to nie jest ważne. Ważne jest natomiast to, że tak łatwo ich sobie podporządkować. Wystarczy, że zaszczekam parę razy i mogę robić z nimi co chcę. Bardzo lubię wtedy podgryzać znajomków i ich lizać. Niech moja ślina przypomina im o mnie. Dlatego też, jak przychodzą to zabieram im buty. Buty to w ogólne fajna rzecz. Jak rodzice wracają z pracy to im je podkradam i chowam, by nie mogli sobie już nigdzie iśc. Nooo chyba, że niechcący je rozedrę albo powyciągam sznurówki  to wtedy jest niemiło.  Chociaż jak byłam młodsza to wolałam bawić się pilotami, słuchawkami , padem do ps, oooo albo Julki miśkami. Tak fajnie oczka wypadają tym stworkom o wacie to już nie wspomnę. Chciałam ostatnio sprawdzić czy Gienio też ma takie fajowe wypełnienie w środku, ale Kaśka się rozdarła, że mu krzywdę robię. A przecież nie robiłam. Tylko sprawdzałam, jak coś to przecież by się go skleiło i po sprawie. O co tyle krzyku?

CDN..

Anioł

- Mamusiu, a co zrobić gdy jest mi smutno i źle? Gdy na przykład bardzo za tobą tęsknię albo się czymś martwię?– zapytała dziewczynka o pięknych długich włosach.
- Poproś wtedy swojego Anioła Stróża by objął cię swoimi skrzydłami, zamknij mocno oczy i otwórz serce. Gdy poczujesz zapach moich perfum i delikatne łaskotanie po policzku to wiedz, że On już jest przy Tobie. Czasami możesz go spotkać idąc po ulicy i znajdując drobne pieniążki. To znak, że właśnie się do ciebie uśmiecha. – powiedziała Mama mocno tuląc swoją córeczkę.
- Tylko, że czasami to nie działa. Staram się bardzo a łzy i tak napływają do oczu. Dlaczego tak się dzieje, czy wtedy go nie ma?
- Ależ oczywiście, że jest. Może akurat ma ręce pełne roboty, bo idąc zamyślona nie patrzysz pod nogi? On musi być twoimi oczami, uszami i ratować cię przed upadkiem. Pamiętasz jak kiedyś patrzyłyśmy w niebo szukając w chmurach różnych kształtów? A czy przypadkiem nie widziałaś tam Anielskich skrzydeł? Zresztą nie zawsze musi być widoczny pod swoją prawdziwą postacią. Każda mała przyjemność , piękny widok czy miły zapach to może być akurat On. Tak naprawdę nigdy nie wiesz gdzie Go spotkasz. A czy wiesz, że czasami to ludzie są Aniołami?
- Luuuudzie? Nie rozumiem jak to jest możliwe?
- wystarczy mieć przyjaciela, kochanie. Osobę, do której zawsze się możesz zwrócić z problemami i troskami, cieszyć się sukcesami. Takiego kogoś do kogo możesz codziennie o 12 przyjść na kawę.. To są właśnie nasze Anioły. A teraz idź już spać, zamknij oczka, powiedz wszystkim dobranoc, ucałuj naszego Aniołka i mooooocno zamknij oczy. A wtedy, gdy bardzo będziesz tego pragnęła poczujesz zapach moich perfum. Jutro się rozglądaj bo pewnie Twój Stróż będzie przy tobie byś nie była smutna. Kocham Cię Moja Panno.

zakład

Już od żonkilowych pól niósł się zapach kwiatów i powiew radości. Dostojnym krokiem szła Wiosna. Ubrana była w długą suknię utkaną z mchu, kwiatów i piór najpiękniejszych ptaków. Rozglądała się do okoła nie mogąc pojąć dlaczego nikt na nią nie czeka. Co roku na jej cześć dzieci śpiewały piosenki, zapraszano najważniejszych gości by mogli ją przywitać z należącym się jej szacunkiem. Jakież było jej zdziwienie gdy nikogo nie zobaczyła. Do tego wszystkiego masa śmieci walających się po ulicy. Tak trudno zadbać o porządek? Niechby każdy posprzatał w około swojego podwórka. Wściekła pobiegła prosto do domu Zimy. – To napewno jej sprawka! Nie chce oddać tronu. Wiadomo od stuleci, że pierwszy dzień Wiosny ma być najpiękniejszym dniem w całym roku. Z całej siły zapukała do drzwi Zimowej Królowej
-Zima, Ty podstępna babo otwieraj! Słyszysz? Otwieraj i to w tym momencie! Wiem, że tam jesteś, bo szron spod drzwi wychodzi. Stała tam jeszcze parę minut głośno krzycząc. Dopiero po chwili dało się słyszeć donośne kroki odbijające się od drewnianych schodów – i czego się tak Wiosna drzesz? Nienormalna jesteś czy coś? Jakby to jeszcze moja wina była to może bym i zrozumiała twój wybuch złości, ale w tyn przypadku tylko się ośmieszasz!
- Ja? Ja się ośmieszam? Jak możesz tak mówić? W tej chwili masz mnie przeprosić! No już na co czekasz?
- Hahaha, proszę nie wygłupiaj się – Zima chwyciła się pod boki i zadarła głowę do góry. Wiosna, a powiedz mi ile osób zrobiło sobie dziś z tobą zdjęcie? Noo ile ludzi wstawiło sobie sweetfocie na Twarzoksiążkę? Zobaczysz, jak jutro sypnę śniegiem to będzie szaleństwo. Wchodzisz w to?
- Nie bądź taka pewna siebie moja droga! Oczywiście, że podejmę wyzwanie, ale tylko po to by Ci udowodnić, że się mylisz. Ani jedna osoba nie opublikuje zdjęcia z zaśnieżonym krajobrazem.
- A co jeśli się mylisz?- spytała Królowa Zima.
- Ja się nigdy nie mylę! Ludzie za bardzo czekają na moje przyjście by dać się omamić paroma cm śniegu. Jeśli jednak tak będzie to pozwolę ci zostać na jeszcze parę dni.
-Niech będzie! Zakład!
I podały sobie ręce.

za późno..

- Nienawidzę cię! Niech cię szlak trafi!- Mariola aż trzęsła się ze złości, krzycząc te słowa. To już 3 raz w tym tygodniu jak pokłóciła się ze swoim szefem. – czy on nie może zrozumieć, że nie jestem jego niewolnicą? Nie dość, że muszę wysłuchiwać tych wszystkich ludzi to jeszcze on dokłada mi zmartwień. Mam dość tak dłużej nie da się pracować. Od rana słyszy tylko pretensje. Jakaś kobieta poprosiła ją o pokrojenie mięsa na gulasz „ Pani kochana, ale te kawałeczki nie są równe, niechże się pani bardziej postara, do tego przecież nie trzeba mieć magistra. Ile można czekać? Mój mąż jest wysoko postawionym urzędnikiem. Zaraz przyjdzie do domu muszę mu obiad podać. I co się pani tak krzywi? Trzeba było się uczyć, to by pani teraz tu nie stała.” Tylko siła woli powstrzymała sie przed rzuceniem tej kobiecie co o niej myśli. Następna klientka też milsza nie była „ mamoo, a jaką szkołę trzeba skończyć żeby pracować w sklepie? Zapytała jej córka. – no patrząc po niektórych to wystarczy podstawówka”. Nie ma sensu tłumaczyć, że nie dokończyła studiów, przez ciężką sytuację w domu. To jak bitwa z wiatrem. Na końcu szef, który kazał jej zostać do późna, bo on ma gdzieś, że w domu czeka na mnie dziecko z gorączką. W końcu jak to się wyraził jest tu jak dupa od srania. Wszystko da się kupić za pieniądze, szacunku do ludzi niestety nie. Wzburzona wyszła, trzaskając drzwiami. Cały ten paskudny dzień odbił się na rodzinie. Nakrzyczała na męża za górę garów w zlewie, psu dostało się za leżenie na środku przedpokoju. W takim nastroju położyła się spać. Pokłócona ze wszystkimi w domu na drugi dzień wyszła do pracy. Jakież było jej zdziwienie, gdy przyszła spóźniona parę minut a sklep był jeszcze zamknięty. Zadzwoniła do szefa, choć nie miała ochoty z nim rozmawiać. Odebrała jego zapłakana żona mówiąc, że Janusz miał zawał w nocy i walczy o życie. Niech wraca do domu i się o niego pomodli. Dopiero teraz dotarło do niej co takiego wykrzyczała rozstając się z nim w złości. A jeśli to jej wina? Jeżeli akurat wtedy gdy życzyła mu jak najgorzej ten na górze, zrobił jej psikusa i spełnił to życzenie? Nie wiele myśląc pobiegła do Kościoła prosząc Boga o wybaczenie i cofnięcie czasu. Niestety raz wypowiedzianych słów nie da się cofnąć. Po paru godzinach spędzonych w kościelnej ławie wróciła do domu, przeprosiła męża i obiecała sobie, że już nigdy nie rozstanie się z nikim w kłótni. Bo Nigdy nie wiadomo czy nie widzimy danej osoby ostatni raz…

przeciąg w głowie

Oh, jak ja nie lubię tego momentu gdy na białej kartce miga ten cholerny kursor. Wybija rytm i woła… „ no dalej, napisz coś. Na co czekasz, rusz się” . Jak na złość słowa wtedy nie układają się w zdania. Nic ze sobą się nie łączy. Z drugiej strony to chyba ja za bardzo chcę. Nie masz tak czasami, że chcesz zrobić coś na siłę? Niby wiem, że i tak nic z tego nie wyjdzie a i tak próbuję. Efektów nie widać, kolejny tekst spotyka się z komputerową gumką do mazania albo ląduje w koszu. Po czym otwieram następny Word i kolejny raz wściekam się na kursor. W życiu jest podobnie. Zaczynam się frustrować. Czas mija, lata lecą a postanowienia z lat poprzednich nie są realizowane. Od schudnięcia po przez samorealizację. Prawko nie zrobione, studia niedokończone, marzenia nie spełnione. Ok, wiem, że to wszystko jest do nadrobienia, że trzeba chcieć i inne takie mądrości z Cosmopolitan. A już w ogóle to szlak mnie trafia i krew zalewa jak kolejny raz czytam o tym, że pani X rzuciła wszystko i wyjechała do Tybetu by poznać swoją duszę. Wszystko jest spoko do momentu gdy w puencie takiego artykułu nie napotkam rady „ odważ się, bądź jak pani X , olej wszystko i jedź” . no irytacja totalna. Pewnie, że bym pojechała ale są momenty w życiu, że nie stać mnie na taksówkę do miasta a co dopiero na bilet loniczy. Heloooooł a co z rodziną? A może ich też zostawić w cholerę? Paranoja. Niestety mam wrażenie, że zbliżamy się do momentu, w którym rodzina i wiara nie są już ważne. Teraz w modzie jest skupianie się na sobie, na własnej samorealizacji, na wyścigu szczurów. Wartości się mieszają. Powiem wam, że nie pamiętam kiedy ostatnio oglądałam jakiekolwiek wiadomości z kraju. Może i jestem ignorantką. Uznałam poprostu, że nie mam ochoty na patrzenie jak się w kłócą, zabijają, nienawidzą. Wystarczy mi milion chorych dzieciaków na FB, biednych zwierzątek i innych tego typu akcji. Nie mówię tu o happeningach typu pomóżmy, wesprzyjmy bo to jest ważne i może taki apel trafi do odpowiednich osób. Myślę tylko o pisaniu Amen w komentarzu pod zdjęciem dzieciątka w trumnie i innych temu podobnych zdjęciach. Czy naprawdę ktoś znajdzie tego biednego chłopczyka, pojedzie do kraju, w którym zrobione zostało zdjęcie i przekaże mu świetną wiadomość. „ teee mały twoje zdjecie w internetach zdobyło milion lajków. Jesteś superstar, aha i sorki ale chleba dla ciebie nie mam bo za lajki nic nie można kupić. „…

Julka się mnie ostatnio zapytała czy jak nie kliknę w obrazek pod tytułem mam „najwspanialszą córkę na ziemi” to znaczy, że jej nie kocham? I weź tu Wytłumacz 8 latce prawa internetu.

Do polityki w tym chaosie myśli wracając. Tak, bliżej mi do prawej niż do lewej strony. Tak, zostanę kiedyś Prezydentową jak miałam w planach. A wiecie co jest najgorsze? Takie mega, totalnie najgorsze w tym wszystkim?… że i tak tego nie opublikuję, bo się wstydzę wyrażać własne zdanie. I co sobie ludzie pomyślą? Zawsze się staram być miła, pomagać w razie potrzeby i możliwości. Nie umiem powiedzieć nie. To mnie gubi, zatracam siebie. Nie potrafię podjąć wyzwania i nie wierzę w siebie. Smutne to i prawdziwe zarazem. Cała ja.

Myślałam, że mi ulży jak se popiszę i wyrzucę to wszystko co mi siedzi na żołądku, ale tak nie jest. Pewnie dlatego, że nikt tego nie zobaczy..a może jednak.. może ktoś, kto też boi się wyrażać swoje zdanie się na to odważy. W takim razie przepraszam za błędy, chaos w tych moich spostrzeżeniach, ale pisane to na szybko by myśli nie uciekły. Nie zawsze wszytko musi być idealne. Dziękuję dobranoc.