pudełko

- Córko, pamiętasz swój sen o Krainie Niespełnionych Marzeń? – zapytała mama zaparzając wieczorną herbatę.

- Oczywiście, że pamiętam. Od tamtej pory staram się nie skazywać żadnego mojego marzenia na smutny los szarego pudełka a i muszę ci powiedzieć mamusiu, że parę z nich nawet otworzyłam. A dlaczego o to pytasz? Czy coś się stało?

- Nie kochanie, nic się nie stało. Po prostu są takie dni, że czuję, iż życie ucieka mi między palcami. Z jednej strony chciałabym gdzieś pojechać, zrobić coś a może stworzyć dzieło. Zmienić całkowicie bieg zdarzeń. Odważyć się na wielki krok w życiu, a jak narazie nie mogę nawet zdecydować się na kolor włosów. Fioletowa farba cierpliwie czeka aż zdecyduję czy to ten kolor.

- To dlaczego nic z tych rzeczy nie zrobisz?

- Ach, nie tak łatwo to wyjaśnić. Chyba boję się porażki. Już tyle razy próbowałam coś zmienić. Żeby spełnić marzenie o wspięcie się na Kilimandżaro muszę być na to fizycznie gotowa. Ciągle znajduję wymówki i brak mi sił i chęci. Jeśli chodzi o książkę to staram się pisać. Czasami napiszę opowiadanie i je opublikuję, ale nie widząc zainteresowania to czuję, jakby ktoś podcinał mi skrzydła. Pamiętasz jak tłumaczyłam ci, że od przyznania się do winy gorsze jest tylko kłamstwo? Tak samo jest w tym przypadku od krytyki gorsza jest tylko obojętność. Z konstruktywnej krytyki można się tylko cieszyć, bo wiesz, że ktoś to czyta. Nie dla każdego stworzone jest pisanie, ale skąd mam o tym wiedzieć skoro nikt mi o tym nie mówi? Może powinna zastanowić mnie liczba polubień i komentarzy, ale z drugiej strony znam ludzi, którzy nie czują potrzeby zostawiania jakiegokolwiek znaku a później spotkani na ulicy gratulują talentu.

- Mamusiu, a powiedz mi szczerze, kogo zdanie najbardziej cię interesuje? Moje czy nieznajomych? Czasami mam wrażenie, że nie przejmujesz się moimi opiniami. Wiem, że jestem twoim dzieckiem, ale chcę też byś wiedziała, że zawsze będę z tobą szczera i obiektywna. Sama mi powtarzasz, żebym nie patrzyła na innych tylko robiła to co lubię. A ja kocham rysować, tańczyć i słuchać twoich opowiadań.

z pamiętnika Memphis cz.2

Mam do was żal.. Gdybym była jakimś innym zwierzęciem no nie wiem np. kuropatwą to pewnie bym się obraziła za to, że Gienek jednak miał więcej polubień. Naszczęście jestem najlepszą formą zwierzęcego bytu i dam wam jeszcze jedną szansę na kliknięcie wystającego kciuka. Wracając jednak do pamiętniczka.. ciągle słyszę, że to niby moja wina, że Kasiuńcia złamała nogę. Oświadczam, zatem, że jest to nieprawda! To Ona jest łamaga jakich mało. Kto to widział potknąć się zapinając smycz. Aaa no tak zapomniałam, że to niby ja ją wtedy pociągnełam.. yhyyyym, peeeeeewnie najlepiej zwalić winę na bezbronnego, malusieńkiego, tyci, tyci malusieńkiego psiuńcia. Sami na mnie spójrzcie. Czy te 20 kg , (noo dobra 30.. no dooobra ledwie 40, ale staram się trzymać dietę), mogłoby coś takiego zrobić? Także tego, mam nadzieję, że ta kwestia już jest wyjaśniona i już nigdy nie usłyszę tych bredni. Co tam jeszcze? A wiecie cooo? Gienek mi wczoraj powiedział, że ja jestem adoptowana. Nie mogę w to uwierzyć, no ok, może nie wyglądam jak on, ale to tylko dlatego, że on jest czarny, oh przepraszam kolorowy ( ta poprawność polityczna) długość sierści też ma tu niemałe znaczenie i to, że on kot a ja jednak z psowatych. Zauważyłam przecież, że Julcia też od nas odstaje, ale cały czas myślałam, że to ona jest podrzutkiem. Strasznie mi z tym źle i smutno. Kasia pokazywała mi zdjęcia moich braci i sióstr, wytłumaczyła to i owo.. ale skąd się biorą dzieci nie chciała powiedzieć. Za młoda jestem czy coś. Gieniuś w ogóle straszne rzeczy opowiada, czasami aż spać w nocy nie mogę i pcham się na górę do sypialni tylko, że tam wiecznie bramka na schodach zamknięta. A przecież wiadomo, że miłość jest wtedy jak można na łóżeczko. Wracając do tematu Gienkowych straszności, albo nie… Nie powiem wam, bo też się będziecie bać a już późno. Może w następnej części

z pamiętnika Memphis

Drogi pamiętniczku, wczoraj znalazłam zapiski mojego kota Gienia i wiesz co? On to mnie musi bardzo kochać. Sam się przyznał do tego, że specjalnie zrzuca mi kostki i inne żarełka żebym miała alergie. Nie bardzo wiem co to takiego ta alergia, ale napewno coś dobrego. W podzięce staram się go przytulać jak najczęściej. Nie moja wina, że jak ja go tulam to mu sierść wypada i zaczyna głośno miauczeć, pewnie nie potrafi inaczej wyrazić swoich uczuć. Ja nie mam z tym problemu. Kocham moją rodzinkę i ich przyjaciół, najbardziej lubię małe dzieci. Tylko nie wiem dlaczego ich rodzice pytają czy jadam ludzkie mięso i czy jestem już pojedzona. A fakt jest taki, że ciągle czuję głód i to nie tylko ten gastryczny ale i miłosny. Wczoraj na ten przykład w odwiedziny do mnie przyszło dwóch gości i babeczka. Nie mam niestety pamięci do imion, zresztą to nie jest ważne. Ważne jest natomiast to, że tak łatwo ich sobie podporządkować. Wystarczy, że zaszczekam parę razy i mogę robić z nimi co chcę. Bardzo lubię wtedy podgryzać znajomków i ich lizać. Niech moja ślina przypomina im o mnie. Dlatego też, jak przychodzą to zabieram im buty. Buty to w ogólne fajna rzecz. Jak rodzice wracają z pracy to im je podkradam i chowam, by nie mogli sobie już nigdzie iśc. Nooo chyba, że niechcący je rozedrę albo powyciągam sznurówki  to wtedy jest niemiło.  Chociaż jak byłam młodsza to wolałam bawić się pilotami, słuchawkami , padem do ps, oooo albo Julki miśkami. Tak fajnie oczka wypadają tym stworkom o wacie to już nie wspomnę. Chciałam ostatnio sprawdzić czy Gienio też ma takie fajowe wypełnienie w środku, ale Kaśka się rozdarła, że mu krzywdę robię. A przecież nie robiłam. Tylko sprawdzałam, jak coś to przecież by się go skleiło i po sprawie. O co tyle krzyku?

CDN..

Anioł

- Mamusiu, a co zrobić gdy jest mi smutno i źle? Gdy na przykład bardzo za tobą tęsknię albo się czymś martwię?– zapytała dziewczynka o pięknych długich włosach.
- Poproś wtedy swojego Anioła Stróża by objął cię swoimi skrzydłami, zamknij mocno oczy i otwórz serce. Gdy poczujesz zapach moich perfum i delikatne łaskotanie po policzku to wiedz, że On już jest przy Tobie. Czasami możesz go spotkać idąc po ulicy i znajdując drobne pieniążki. To znak, że właśnie się do ciebie uśmiecha. – powiedziała Mama mocno tuląc swoją córeczkę.
- Tylko, że czasami to nie działa. Staram się bardzo a łzy i tak napływają do oczu. Dlaczego tak się dzieje, czy wtedy go nie ma?
- Ależ oczywiście, że jest. Może akurat ma ręce pełne roboty, bo idąc zamyślona nie patrzysz pod nogi? On musi być twoimi oczami, uszami i ratować cię przed upadkiem. Pamiętasz jak kiedyś patrzyłyśmy w niebo szukając w chmurach różnych kształtów? A czy przypadkiem nie widziałaś tam Anielskich skrzydeł? Zresztą nie zawsze musi być widoczny pod swoją prawdziwą postacią. Każda mała przyjemność , piękny widok czy miły zapach to może być akurat On. Tak naprawdę nigdy nie wiesz gdzie Go spotkasz. A czy wiesz, że czasami to ludzie są Aniołami?
- Luuuudzie? Nie rozumiem jak to jest możliwe?
- wystarczy mieć przyjaciela, kochanie. Osobę, do której zawsze się możesz zwrócić z problemami i troskami, cieszyć się sukcesami. Takiego kogoś do kogo możesz codziennie o 12 przyjść na kawę.. To są właśnie nasze Anioły. A teraz idź już spać, zamknij oczka, powiedz wszystkim dobranoc, ucałuj naszego Aniołka i mooooocno zamknij oczy. A wtedy, gdy bardzo będziesz tego pragnęła poczujesz zapach moich perfum. Jutro się rozglądaj bo pewnie Twój Stróż będzie przy tobie byś nie była smutna. Kocham Cię Moja Panno.

zakład

Już od żonkilowych pól niósł się zapach kwiatów i powiew radości. Dostojnym krokiem szła Wiosna. Ubrana była w długą suknię utkaną z mchu, kwiatów i piór najpiękniejszych ptaków. Rozglądała się do okoła nie mogąc pojąć dlaczego nikt na nią nie czeka. Co roku na jej cześć dzieci śpiewały piosenki, zapraszano najważniejszych gości by mogli ją przywitać z należącym się jej szacunkiem. Jakież było jej zdziwienie gdy nikogo nie zobaczyła. Do tego wszystkiego masa śmieci walających się po ulicy. Tak trudno zadbać o porządek? Niechby każdy posprzatał w około swojego podwórka. Wściekła pobiegła prosto do domu Zimy. – To napewno jej sprawka! Nie chce oddać tronu. Wiadomo od stuleci, że pierwszy dzień Wiosny ma być najpiękniejszym dniem w całym roku. Z całej siły zapukała do drzwi Zimowej Królowej
-Zima, Ty podstępna babo otwieraj! Słyszysz? Otwieraj i to w tym momencie! Wiem, że tam jesteś, bo szron spod drzwi wychodzi. Stała tam jeszcze parę minut głośno krzycząc. Dopiero po chwili dało się słyszeć donośne kroki odbijające się od drewnianych schodów – i czego się tak Wiosna drzesz? Nienormalna jesteś czy coś? Jakby to jeszcze moja wina była to może bym i zrozumiała twój wybuch złości, ale w tyn przypadku tylko się ośmieszasz!
- Ja? Ja się ośmieszam? Jak możesz tak mówić? W tej chwili masz mnie przeprosić! No już na co czekasz?
- Hahaha, proszę nie wygłupiaj się – Zima chwyciła się pod boki i zadarła głowę do góry. Wiosna, a powiedz mi ile osób zrobiło sobie dziś z tobą zdjęcie? Noo ile ludzi wstawiło sobie sweetfocie na Twarzoksiążkę? Zobaczysz, jak jutro sypnę śniegiem to będzie szaleństwo. Wchodzisz w to?
- Nie bądź taka pewna siebie moja droga! Oczywiście, że podejmę wyzwanie, ale tylko po to by Ci udowodnić, że się mylisz. Ani jedna osoba nie opublikuje zdjęcia z zaśnieżonym krajobrazem.
- A co jeśli się mylisz?- spytała Królowa Zima.
- Ja się nigdy nie mylę! Ludzie za bardzo czekają na moje przyjście by dać się omamić paroma cm śniegu. Jeśli jednak tak będzie to pozwolę ci zostać na jeszcze parę dni.
-Niech będzie! Zakład!
I podały sobie ręce.

za późno..

- Nienawidzę cię! Niech cię szlak trafi!- Mariola aż trzęsła się ze złości, krzycząc te słowa. To już 3 raz w tym tygodniu jak pokłóciła się ze swoim szefem. – czy on nie może zrozumieć, że nie jestem jego niewolnicą? Nie dość, że muszę wysłuchiwać tych wszystkich ludzi to jeszcze on dokłada mi zmartwień. Mam dość tak dłużej nie da się pracować. Od rana słyszy tylko pretensje. Jakaś kobieta poprosiła ją o pokrojenie mięsa na gulasz „ Pani kochana, ale te kawałeczki nie są równe, niechże się pani bardziej postara, do tego przecież nie trzeba mieć magistra. Ile można czekać? Mój mąż jest wysoko postawionym urzędnikiem. Zaraz przyjdzie do domu muszę mu obiad podać. I co się pani tak krzywi? Trzeba było się uczyć, to by pani teraz tu nie stała.” Tylko siła woli powstrzymała sie przed rzuceniem tej kobiecie co o niej myśli. Następna klientka też milsza nie była „ mamoo, a jaką szkołę trzeba skończyć żeby pracować w sklepie? Zapytała jej córka. – no patrząc po niektórych to wystarczy podstawówka”. Nie ma sensu tłumaczyć, że nie dokończyła studiów, przez ciężką sytuację w domu. To jak bitwa z wiatrem. Na końcu szef, który kazał jej zostać do późna, bo on ma gdzieś, że w domu czeka na mnie dziecko z gorączką. W końcu jak to się wyraził jest tu jak dupa od srania. Wszystko da się kupić za pieniądze, szacunku do ludzi niestety nie. Wzburzona wyszła, trzaskając drzwiami. Cały ten paskudny dzień odbił się na rodzinie. Nakrzyczała na męża za górę garów w zlewie, psu dostało się za leżenie na środku przedpokoju. W takim nastroju położyła się spać. Pokłócona ze wszystkimi w domu na drugi dzień wyszła do pracy. Jakież było jej zdziwienie, gdy przyszła spóźniona parę minut a sklep był jeszcze zamknięty. Zadzwoniła do szefa, choć nie miała ochoty z nim rozmawiać. Odebrała jego zapłakana żona mówiąc, że Janusz miał zawał w nocy i walczy o życie. Niech wraca do domu i się o niego pomodli. Dopiero teraz dotarło do niej co takiego wykrzyczała rozstając się z nim w złości. A jeśli to jej wina? Jeżeli akurat wtedy gdy życzyła mu jak najgorzej ten na górze, zrobił jej psikusa i spełnił to życzenie? Nie wiele myśląc pobiegła do Kościoła prosząc Boga o wybaczenie i cofnięcie czasu. Niestety raz wypowiedzianych słów nie da się cofnąć. Po paru godzinach spędzonych w kościelnej ławie wróciła do domu, przeprosiła męża i obiecała sobie, że już nigdy nie rozstanie się z nikim w kłótni. Bo Nigdy nie wiadomo czy nie widzimy danej osoby ostatni raz…

dzień kobiet

- Chyba o czymś zapomniałem, co ja miałem dziś zrobić, cholera…. – szeptał do siebie Prezes dużej korporancji. – hmmmmmm, raporty skończone, grafik na następny tydzień zrobiony, maile powysyłane. To chyba tyle na dziś.

- Pani Wioletko kochana idę do domu, pani też może dziś wcześniej skończyć. Nie będzie mnie już w firmie. A i proszę pamiętać, że o 18 jest zebranie.  – to powiedziawszy wziął teczkę z biurka i z uśmiechem na twarzy zamknął drzwi od gabinetu.

- Życzeń matole jeden żeś zapomniał złożyć. Nawet głupiego kwiatka nie dał. Szef z niego jak z koziej dupy trąba. Gruba łysa pała! Jakbym tylko mogła to bym się w cholerę zwolniła. Gdyby nie te kredyty, trójka dzieci i przygłupi mąż. Następna łajza, która pewnie nie będzie pamiętała o święcie kobiet! Co oni by bez nas zrobili? Przecież Stary jak ma katarek to pogotowie wzywa, a jak ostatnio miał 38 gorączki to testament spisywał. Zupki gar kazał sobie nagotować żeby mieć stały dostęp do ciepłego wywaru, bo może się odwodnić! Do mamuni dzwoni za każdym razem jak tylko się pokłócimy i nie ma wyprasowanej koszuli. Jakby mógł to by nadal pozawalał sobie dupę podcierać. Tak się nie da żyć, nie da do cholery. Idę do domu. No zobaczymy, co mnie tam czeka prócz miliona garów do mycia, podłogi do ogarnięcia, zrobienia obiadu…szlag by to trafił. Jeszcze to zebranie. A nie mam się w co ubrać. Co prawda wczoraj kupiłam sobie nową sukienkę na pocieszenie… bo jednak potrzebowałam go po tym jak złamałam paznokieć. – Tak narzekając pani Wioletka opuściła biuro.

Idąc do domu, natknęła się na strajk kobiet. To było to czego w tej chwili potrzebowała. Dołączyła się do niewielkiej grupki i krzyczała najgłośniej z nich wszystkich. W sumie to nawet nie wiedziała o czym te sfrustrowane baby mówią, ale w tym momencie najbardziej potrzebowała solidarności jajników. Ktoś wręczył jej transparent akurat  gdy kamerzysta jednej ze stacji telewizyjnej kręcił newsa do wieczornych wiadomości. A było na nim napisane „ WYKASTROWAĆ WSZYSTKICH SAMCÓW, KOPERNIK BYŁA KOBIETĄ!’’

„ NIE CHCEMY WASZYCH KWIATÓW, NIE CHCEMY WINA I CZEKOLADEK ” krzyczała wraz z tłumem. Po wyładowaniu emocji, wróciła do domu szczęśliwa i oczyszczona. Jakie było jej zdziwienie gdy po przyjściu na zebranie zobaczyła wielki napis „ WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA KOBIET”

- O widzę, że jest i nasza gwiazda- zawołała Ruda Kryśka, której nikt w biurze nie lubił.

- Pani Wioletko, widziałem występ w telewizji, gratuluję odwagi. Skoro nie chce pani kwiatów i całej reszty tego badziewia jak się pani wyraziła na manifie, postanowiłem przekazać pani prezenty na rzecz Mirka, który czuje się kobietą.

- ale, jak to? Nic z tego nie rozumiem, czy ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć co tu się dzieje i co tu robi mój mąż?! – krzyknęła Wioletka widząc swojego ślubnego w drzwiach.

- chcieliśmy zrobić naszym miłym panią niespodziankę, ale z tego co widziałem w telewizji większość z was wcale nie popiera tej ideii. A powiem pani, że jak dziś na panią patrzyłem to miałem wrażenie, że chce mnie pani zabić za brak kwiatka. Doprawdy nie rozumiem kobiet.

- to nie tak panie prezesie. Co prawda byłam sfrustrowana tym, że nie doczekałam się życzeń i jakoś tak wyszło, że był ten strajk a ja miałam taką ochotę się na was facetach wyżyć.

- Przecież my bez was żyć nie możemy. Kto by nam taką świetną kawusię zaparzał? Do sprzątania i gotowania tylko kobiety się tak świetnie nadają. Doceniamy was każdego dnia. Udajemy, że nie zauważamy waszych fochów, krzywo pomalowanego oka i jak się ślinicie na widok listonosza. Żyjemy dzięki wam kobiety! Za zdrowie pięknych pań!

 

Z Kociego pamiętnika

Wróble ćwierkały, że teraz w Kocim Świecie bardzo modne jest pisanie pamiętników. To może zacznę pisać i ja. Okej, zaczynam.

Mam na imię Guinnes, pięknie prawda? Tak dostojnie, smakowicie jak to czarne piwko z gęstą pianką.  Niestety Kaśka z Julką wszystko zepsuły. Wyobraź sobie drogi pamiętniczku, że pewnego razu wróciły z wakacji i zaczęły wołać na mnie Gienek.. Gieniuś! Czy takie imię przystoi Kotu? Czy nie mogłem już zostać Mruczkiem, Kuleczką albo innym Kocim pieszczoszkiem? Niieeee one se Gienka umyśliły. Na osiedlu się ze mnie śmieją. Aaa i Maćkowi też zdarzy się zakrzyknąć „ TY SIERŚCIUCHU JEBA…Y” doprawdy nie wiem o co mu wtedy chodzi. Chyba nie o to, że wbijam pazury w sofę albo podjadam z garnków? Sami zostawiają żarełko na blatach czy też na kuchence. Leży, nikt nie je, to można się poczęstować. Do tej pory mi wypominają pół kilo mielonego na spaghetti. Dziwaki, jakieś doprawdy. Zostawili to zjadłem, co się ma marnować, a poza tym Katarzyna ciągle narzeka, że jest gruba to jej tylko pomogłem trzymać dietę. Zresztą, co tu dużo mówić, ludzie są ogólnie jacyś dziwni. No np, Kasia, co roku grzebie na ogrodzie w ziemi. Zasadza jakieś zielska i nie pozwala później iść za potrzebą w doniczki, a przecież każdy porządny Kot wie, że doniczki i kwietniki służą nam za kuwetę! Wariatka twierdzi, że to przeze mnie nie wyrosły jej żadne kwiaty w tamtym roku. Od miesiąca myśli nad tym jak zabezpieczyć je w tym sezonie. Hahahaha, ona jest śmieszna. Te wszystkie jej wynalazki mają mnie przed tym powstrzymać? Żałosna jest doprawdy.

Zresztą przyniosłem jej kiedyś w prezencie żywą mysz. Nagoniłem się za nią aż mi tchu brakło. Nie muszę chyba wspominać jak bardzo musiałem się powstrzymać przed zabiciem jej? Aaaale nie , ja chciałem zrobić Pańci przyjemność i zostawić dla niej najlepszą zabawę, a ona zamiast się cieszyć to w krzyk. Drzwi mi przed nosem zatrzasnęła, mordę rozdarła tak, że zdobycz upuściłem i przytomnie uciekła. Co za zniewaga!! Długo , oj długo nie mogłem jej tego wybaczyć. Z Nornicy i z ptaków też zachwycona nie jest. To jak ja mam jej dogodzić? Zresztą od kąd przynieśli do domu tą walniętą sukę to już żadnych prezentów nie znoszę. Nie dość, że nie doceniają mojego trudu, to ta biała bestia wszystko zjada. Normalnie jakby z 8 żołądków miała! A to wszytko przez to, że uczulona na wszytko. Kurczaczki złe, chleb to samo zło, żarełko ze zbożami i ziarnami jest dla niej nieodpowiednie. Dlatego rzuca się na jedzenie. Masakra. Co prawda czasami jej podrzucam kosteczki  jak już mięsko obskubię i inne złowione przyjemności. A to nie dlatego, że ją lubię, ooo niee. Niech się suka później męczy z alergiami. Jestem wcieleniem zła! Mueheheh!  A zresztą sama sobie na to zasługuje, po jaką cholerę mnie męczy? No niby rozumiem, że jest jeszcze młoda i głupia ( choć mam podejrzenia, że i na starość mądrzejsza nie będzie) a to swoje prawa ma. Ale żeby tak odrazu chcieć się bawić od rana do wieczora? A co z poranną drzemeczką? I popołudniową..i przedwieczorną, wieczorną i nocną? Oooj chociaż noce ostatnio spędzam bardzo intensywnie. Marzec przyszedł to i ciągutki mam. Sam rozumiesz jak jest. Życie znasz. Nie mogę sobie tylko przypomnieć do czego mnie tak ciągnie. I czy ta moja amnezja nie ma przypadkiem nic wspólnego z pewną sytuacją. Otóż pewnego dnia nasikałem Julce do łóżka i zacząłem znaczyć teren.. a że musiałem zaznaczyć też dom to sam rozumiesz. Podsiknołem tu i tam, Julce poduszkę olałem , wszystkie kąty też rzecz jasna. Nie wiem tylko dlaczego na drugi dzień Kaśka zapakowała mnie do dziwnej skrzyneczki, zawiozła z Beatą do zwierzęcego lekarza i kazała babeczce uciąć mi jaja. Od tamtej pory już nie jestem sobą a co piękniejsze Kotki po bliższym zapoznaniu odchodzą obrażone i z wyrzutem krzyczą „KASTRAT, szkoda na ciebie czasu, dzieci i tak z tego nie będzie!” . Może to i dobrze, bo nie wiem jak świat by zniósł więcej takich przystojniaków jak ja. Podsumowując ludzie nie są zbyt rozgarnięci, psy to już w szczególności jakiś wybryk natury. Przyznam jednakże, że ta moja rodzina nie jest jeszcze taka najgorsza. Jeść dają na czas, głaszczą, ale nie na siłę. Jak chce to wychodzę, a skoro wracam do domu to znaczy, że ich toleruję i chyba ten tego.. ekhmmm Kocham.. muszę już kończyć drogi pamiętniczku bo Kasia rosołek zrobiła i widziałem, że w garnku pływa mięsko. A skoro znów nikt garnka nie zabezpieczył pokrywką to znaczy, że można się poczęstować.

Dla Zbyszka

Jedni uważają, że dzieci przynosi Bocian jeszcze inni, że znajduje się je w kapuście. Oczywiście każdy Krakus wie, że to bzdura, bo dzieciaki biorą się ze Smoczego jaja a na Śląsku rodzice piszą listy do Górników i wydobywają je z kopalni. Tak też się stało 4 marca 1977 roku. Niestety szychtę na grubie (kopalni) po raz pierwszy mieli wtedy Pomieszanie z Poplątaniem. Jako, że był to ich pierwszy dzień to starali się jak mogli by wydobyć jak najlepszy okaz dla rodziny Warachim. Przeglądali każdy węgielek oglądając go z każdej strony , chuchali, głaskali aż w końcu.. udało się! I to już po 3 godzinach pracy! Oh, jacy byli szczęśliwi. Korzystając z okazji, że to dopiero ranek postanowili dopieścić i doszlifować swój urobek.

- Poplątanie, a jak myślisz jak mu damy na imię? Przecież to my go pierwsi zobaczyliśmy, więc to do nas powinno należeć wybranie imienia.

- No nie wiem.. wiesz , że to niedozwolone? Po tym jak w rodzinie Szczerbatych narodziła się dziewczynka i Górnik Psotnik dał jej na imię Gryzelda zrobiła się afera.. Rozumiesz, Gryzelda Szczerbata. Co prawda na przekór wszystkich została dentystką, ale lepiej nie ryzykujmy.

- Ah, bo jak tak lubię jak Zbyszek Boniek gra na trąbce a Wodecki taaaaakie gole strzela! No Bajka po prostu.

- Kolego coś ci się pomieszało. To Wodecki od pszczółki Mai jest a ten drugi to piłkarz.

- ooooj dobra czepiasz się szczegółów. – powiedziało Poplątanie.

- nie ważne. Lepiej daj znać tam na górze, żeby przysłali szole(windę) na dół z tym gościem co w Księdze Życia wpisuje dalsze losy, i niech się pospieszy, bo mały głodny się robi, a jedyne co mamy to modra kapusta, rolada i kluski śląskie a na deser szpajza. Jak mu to damy to wyrośnie na wielkiego chłopa.  Wiesz co Zresztą nie ma co Alojzego  fatygować, podobno jakaś inspekcja jest czy coś. Spiszmy to wszystko na kartce a on sobie później przepisze, co ty na to?

- dobra, niech będzie. To pisz..

I zaczęli pisać, pisali aż do przerwy obiadowej. W między czasie rodzice odebrali swojego syna, a że byli tak wdzięczni za ten mały dar, to postanowili nazwać go Zbyszek na cześć Górniczych odkrywców.

 

Po 40 latach gdy Pomieszanie z Poplątaniem oglądali pamiątkowy album życia i czytali informacje, które co chwilę uaktualniały się w opisie ze zmartwienia chwycili się za głowę.

- co zrobiliśmy nie tak?! – darło się Poplątanie chodząc nerwowo z kąta w kąt.

- sam nie wiem, nic z tego nie rozumiem! Przecież to nie tak miało być. .. nieee tak!

- A co to za krzyki? – zainteresowała się Pani Żona, która przybiegła zaniepokojona podnoszącymi się głosami. – co wy tam czytacie? Co znów narozrabialiście? Przyznajcie się odrazu!

- ŻONKO kochana, problem w tym, że nic. Pamiętasz jak opowiadałem ci o złotym dziecku? O naszym najlepszym odkryciu? Właśnie czytamy jego życiorys.

- a czy przypadkiem to nie wy przypieczętowaliście jego los?

- my , my , ale napewno nie taki! Pomieszanie to przecież ty notowałeś. To twoja wina! Miał być Prezesem a nie mieć przyjaciela o takim przezwisku. To samo się tyczy tego, że miał być Długi jak Larry Johnson a nie kolegować się z gościem o takim przydomku! Czyś ty oszalał? A co ze szkołą? Spotkał kolegów i nie poszedł na maturę?! Jak ty to wymyśliłeś do cholery?! Córki miał mieć a nie 3 chłopaków. Dobrze, że chociaż ta żonka ci wyszła. No może nie dokońca bo zołza z niej niemała, żeby męża kijem okładać?  Ale  to może dobrze, bo gdyby nie to to ja nie wiem co by z nim było. Eeeeh lepiej to jakoś odkręćmy i niech następne lata przeżyje w dostatku i dobrobycie. Pozwól, że tym razem ja będę pisał!

Dla Mistrzów

-Powitajmy naszych wspaniałych zawodników, przywieźli aż 10 medali! – Wielki Niedźwiedź, który był władcą Portliszowego lasu, krzyczał do zgromadzonego tłumu.

- Jesteśmy z was bardzo dumni i chcielibyśmy podziękować wszystkim naszym chłopcom, którzy wzięli udział w Mistrzostwach Zapaśniczych. Nie zapominajmy o wspaniałych trenerach bez, których nie mogliby wystąpić. Jesteście naszą dumą!

-  Tak, tak! mówi prawdę- zakrzyknęła mała lisiczka – Ja też będę chciała spróbować. Następnym razem pójdę na trening, ale jestem taka malutka i bardzo się boję, że trafię na jakiegoś wielkiego i silnego przeciwnika. Co będzie jak zrobi mi krzywdę? A jak nie dam rady? Aaa jak nie zdobędę żadnego medalu? A aaaaa aaaa jak się rozpłaczę? Nie chciałabym by ktoś się ze mnie śmiał aaaaalboo wytykał mnie palcami. – posmutniała nagle i wtuliła się w ogon mamy.

- Oho koleżanko z takim podejściem to faktycznie mogą być problemy ze zdobyciem jakiegokolwiek medalu – powiedziała mądra Sowa, która stała nieopodal -  A to tylko z jednej prostej przyczyny. Jeśli się nie odważysz i nie przyjdziesz na trening to nigdy nic nie zdobędziesz. No chyba, że kolejne levele w grze , albo zbędne kilogramy. Nie musisz się bać tego, że ktoś ci zrobi krzywdę, bo po to się uczysz jak sobie radzić w takich sytuacjach. Przecież na zawody jadą tylko odpowiednio przygotowani zawodnicy. Już samo to, że jesteś wybrańcem czyni cię WYGRANYM! A ŁZY? To normalna sprawa. Jesteście jeszcze dziećmi i nie zawsze potraficie utrzymać swoje emocje, choć znam i takie dorosłe osobniki, które jak przegrywają to płaczą. To pokazuje jak bardzo ci zależy na wygranej, a to nic złego. Są też łzy determinacji, które pojawiają się wtedy, gdy bardzo chcesz wygrać ale czujesz, że nie masz już sił. Najważniejsze wtedy jest to by się nie poddać, tylko stanąć twarzą w twarz z przeciwnikiem.  Musisz też pamiętać, że nie zawsze się da go pokonać. Weźmy na przykład Wiewióra Alana. Trafił na Mistrzynię Zielonej Wyspy i Popołudniowej Herbaty. Nie łatwo wygrać z kimś, kto ćwiczy już parę lat. Wiadomo, że w serduszku pojawia się wtedy Smutek, ale trzeba go szybko wygnać Myślą, że jak dalej będzie ciężko trenował to następnym razem może mu się udać. Sama pomyśl jak wtedy będzie smakowała taka wygrana! Na podium stanęli najlepsi to fakt, ale wkładali wiele poświęcenia i siły w treningi. Zobaczysz, że z następnych zawodów przywiozą jeszcze więcej Medali, kto wie może jeden z nich będzie należał właśnie do ciebie? – Sowa nawet nie zauważyła, że wokół niej pojawiła się niemała grupka maluchów, która przysłuchiwała się każdemu słowu. – Ona ma rację powiedział Królik Kuba – wystarczy ciężko trenować i słuchać co mówi trener. Zresztą dołączcie do naszego klubu i sami się przekonajcie ile pracy musieliśmy włożyć w te zawody. Wszyscy są mile widziani. Nie ważne czy jesteś chłopcem czy dziewczynką, czy jesteś chudy czy gruby , mały albo duży. Przywitamy cię jak najlepszego kumpla, bo my wszyscy jesteśmy jak wielka rodzina. Wspieraliśmy się wczoraj w trakcie zawodów i cieszyliśmy się zaraz po nich. Nawet nie wiecie jakie to szczęście widzieć, że tyle osób nam kibicuje, potrafi cieszyć się z naszych sukcesów, ale też pocieszyć po przegranej walce. Tego wszystkiego doświadczycie tylko u nas. To, co mam nadzieję, że następnym razem widzimy się na macie?

- TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAK do zobaczenia!

 

Jeszcze raz wielkie gratulacje dla wszystkich zawodników z Portlaoise Wrestling Club.

 

Autor: Katarzyna Piechowicz.