Pomieszanie z Poplątaniem

- Pomieszanie! Pomieszanie, no wołam cię przecież, nie udawaj, że nie słyszysz. Duża kasa jest do zarobienia – Zawołało Poplątanie uśmiechając się od ucha do ucha.

- Co znów wymyśliłeś? Już ja znam tę minę. Po niej można się spodziewać samych kłopotów.

- Już od razu kłopoty, doprawdy trochę więcej wiary w ludzi. Umówiliśmy się zresztą, że puszczamy w niepamięć wszystkie złe chwile. Każdy wie, że Pomieszanie z Poplątaniem to najlepszy duet świata.

- Powiedz to mojej żonie. Do tej pory nie może nam wybaczyć jak namieszaliśmy w życiorysie Zbyszka. Niech ci będzie, mów pókim dobry, co tam znów wymyśliłeś.

- Słuchaj! Gadałem z gościem, który pracuje w Marzeniach, on natomiast słyszał od jakiegoś swojego ziomka co to jest bratem tej Rudej z kadr, a ona podsłuchała od..

- Do rzeczy bracie! – zawołało zirytowane Pomieszanie.

- No patrzcie go państwo, najpierw kłopoty wietrzył a teraz dokończyć nawet nie da – urażonym głosem odpowiedziało Poplątanie – Na czym to ja skończyłem? A no tak, do roboty szukają na nocną zmianę w departamencie Snu. Świetnie płacą a do tego same bonusy. W okresie zimowym można liczyć na ciepłe mleko i ciasteczka. Niby dla jakiegoś Mikołaja zostawiają, ale chyba nikt się nie obrazi jak się poczęstujemy. Kasiorkę też można znaleźć pod poduszką u dzieciarni, ale trzeba być ostrożnym. Jakaś Wróżka Zębuszka grasuje i wszystko dla siebie zabiera. Wiadomo, że kto pierwszy ten lepszy.

- Wszystko pięknie, ładnie, ale to chyba robota dla jednego?

-  Ojj każdy wie, że jesteśmy jednością! A poza tym jak już dostanę tę robotę to postraszę kogo trzeba Związkiem Zawodowym. Torba z pyłem Sennym swoje waży a przecie sam tego taszczyć nie będę. Robota ciężka nie jest. Dostajesz rewir i w nocy, gdy wszyscy śpią zakradasz się do sypialni, sypiesz Pyłem i tyle. Najgorzej jest jak pomylisz kolor tego proszku, bo dla każdego inny kolor. Różowy jest dla małych dziewczynek, niebieski chłopcy, czerwony kobiety, burgund faceci, czarny przestępcy, biały ktoś tam, jeszcze zielony był i pomarańczowy z tego co pamiętam… zresztą nie ważne! Nauczymy się jak dostaniemy tę robotę. Teraz nie ma sobie co głowy zawracać.

- To kiedy idziesz na rozmowę kwalifikacyjną?

- Przyjacielu mój drogi, wyobraź sobie, że już byłem. Teraz czekam tylko na potwierdzenie, kiedy możemy zacząć.

 

3 dni później…

 

Wiadomość głosowa dla numeru 899292929

„ UUUuuuUUU mamy to! Pomieszanie, dostałem robotę! Pogadałem z kim trzeba i od jutra możemy zaczynać. Jestem taki podekscytowany! Nasza miejscówka to Bellingham zaczynamy po zmroku. „

 

Nazajutrz przed świtem Poplątanie z Pomieszaniem byli gotowi do pracy. W firmie stawili się jako pierwsi. Wypili kawę, zabrali wór i pojechali do Portliszowa. Na Bellingham zaparkowali o koło 4 nad ranem. Co prawda zdziwili się, że niektórzy już wstają do pracy, ale widocznie tak ma być. Wiadomo to ich pierwszy dzień, więc muszą dopiero przyswoić nawyki mieszkańców. Zakradli się do pierwszej sypialni. Rozrzucili pyłek nad śpiącą dziewczynką i czmychnęli do pokoju rodziców. Wędrowali tak od domu do domu. Opróżnili torbę akurat w momencie gdy Słońce wzeszło.

- Kurczę, cały czas mam wrażenie, że zrobiliśmy coś nie tak jak tzreba.. – powiedziało Poplątanie rozpakowując kanapkę.

- A wiesz, że i mi przez myśl to samo przeszło? Chociaż wydaje mi się, że to przez stres związany z pierwszym dniem pracy. Zresztą co tu można zrobić źle? Pakuj się druhu do auta. Jedziemy na bazę. Pora na odpoczynek.

I pojechali nasi bohaterowie. Jakież było ich zdziwienie, gdy na miejscu zastali wielkie poruszenie.

- Włodziu, jak tylko te dwa gamonie wrócą niech NATYCHMIAST przyjdą do mnie.

- Tak jest panie władzo – zasalutował pan Włodek, który strzegł bram Departamenu – Już idą Szefie. Bez odbioru.

– Teee, koledzy Boss was wzywa.

- Ha! Pewnie już od razu po pierwszym dniu chce nam dać podwyżkę, albo odznaczyć jakimś orderem. Pewnie nikt tak dobrze jeszcze się nie spisał w pierwszym dniu. My to jednak jesteśmy najlepsi brachu!  – Puk, puk, dzień dobry Panie Prezesie Kochany, podobno wzywał nas pan do siebie.

- OO proszę, są i oni! Największe ofermy w dziejach! Czy wy wiecie, co tu się wyprawia do jasnej ciasnej? Czy wy sobie zdajecie sprawę na jakie straty naraziliście nasz dział? Mówiłem sobie „ Franek, to nie jest dobry pomysł żeby ich zatrudnić”, ale moje dobre serce się uparło. Daj im szanse myślę sobie, przecież tu nie ma co spartolić! Aaaaaaleeee nieeeeeeee, oni nawet to zepsuli.

Spokojnie, tylko spokojnie. Łuuuusaaaaa… Całe osiedle przez was zaspało do pracy, bo za późno zesłaliście na mieszkańców Sen. To jeszcze nic! Najgorsze jest to, że pomyliliście kolory Pyłu. Oburzeni rodzice dzwonią od godziny. Najmłodsze dzieci miały koszmary, Księża w Kościele leżą krzyżem na posadzce, bo Szatan do nich w Snach przemawiał. Przestępcy biegają po całej wsi głosząc Dobrą Nowinę. Część chłopców zapragnęła być baletnicami, a jeszcze inni chcą mieć tęczowego jednorożca zamiast roweru. Dziewczynki chcą być jak Lewandowski z mięśniami Pudziana. Nic tu się nie zgadza! Jak ja to wszystko wytłumaczę? No jak?! Oj sroga kara was czeka, ale tym się już zajmie twoja żona Poplątanie. Już tu jedzie. Powiem wam tylko tyle, że nie chciałbym być w waszej skórze.

- Jeee- gooo żżooo -nnaa o wszystkim wie? – zajęknęło się Pomieszanie – To na mnie już czas, będę leciał. Trzymaj się stary przyjacielu, wiedz, że bardo cię lubiłem i jestem … – nie zdążył dokończyć, bo na korytarzu już rozległ się krzyk małżonki Poplątania – POMIESZANIE Z POPLĄTANIEEEEEEEEM! JAK JA WAS DORWĘ W SWOJE RĘCE!…

 

 

 

 

 

 

gdy śmierć puka do twych drzwi

Czasami ocieramy się o śmierć nawet o tym nie wiedząc. Budzimy się ze snu, który miał być tym ostatnim, przechodzimy w niedozwolonym miejscu sami prosząc o nieszczęście. A co jeśli, któregoś dnia nas zabraknie? Kto nakarmi kota, psa na spacer wyprowadzi?  Jak pożegnać się ze światem, z ukochanymi? Czy całą miłość da się zamknąć w jednym słowie? W spojrzeniu? Maryla zastanawiała się nad tym ocierając kolejną łzę z policzka. Dziś rano dowiedziała się, że ma raka. Ostatnie stadium, nieuleczalny. Sama myśl przyprawiała ją o kolejny atak mdłości. Musi porozmawiać z mamą, mężem, przygotować na to wszystko córeczkę. Postanowiła, że od dziś nie idzie do pracy. Zarezerwowała hotel i wykupiła bilety na pięciodniowy pobyt w Islandii. Przed śmiercią chce zobaczyć zorzę polarną. Łatwiej jej będzie pogodzić się z odejściem, gdy spełni, choć jedno z marzeń.

- Jakie to wszystko jest bez sensu. Człowiek całe życie podąża za szczęściem, pieniędzmi i próbuje ciągle coś zmienić. Nigdy nie jest wystarczająco zadowolony z siebie, z tego co posiada. Gdy przychodzi jego kres uświadamia sobie, że to jednak nie było jego celem. Tak wiele mógł osiągnąć, zobaczyć. Całkowicie inaczej pokierowałabym swoim losem, gdybym wiedziała wcześniej ile czasu jest mi dane. To takie cholernie niesprawiedliwe. – Marylka żaliła się swojemu odbiciu w lustrze. – Dlaczego wcześniej nie mieliśmy czasu na to by patrzeć w gwiazdy, chociażby tu na miejscu. Czy dopiero zaglądająca w oczy ostateczność zmusza nas do tego by korzystać z życia? Tak wiele książek nie zdołałam jeszcze przeczytać, 8 filmów czeka w kolejce na oglądnięcie. Na co była mi kolejna dieta i odmawianie sobie tych pyszności? Czy rzeczywiście bez tego kawałka czekolady byłam szczęśliwsza? JA CHCĘ ŻYĆ! BOŻE, SŁYSZYSZ? Proszę.. usłysz. Zrobię co zechcesz, tylko podaruj mi jeszcze parę lat. Zacznę od nowa cieszyć się życiem. Moja córka ma dopiero 10 lat. Wkracza w dorosłość, teraz najbardziej będzie mnie potrzebowała. Nie mogę tak po prostu odejść. Nie i koniec. Nie zgadzam się i już! Jak pomyślę, że kiedyś powie do innej kobiety mamo..  – monolog przerwał jej dźwięk telefonu.

- Halo! – wykrzyczała w słuchawkę

-Halo, dzień dobry czy dodzwoniłam się do pani Maryli Kąkol?

- Tak to ja, ale jeśli dzowni pani w sprawie jakiś durnych promocji to mam je w dupie! Już mi nie potrzebny żaden odkurzacz, ja umieram kobieto słyszysz? UMIERAM! Z każdą kolejną sekundą odchodzę a ty zabierasz mi ten cenny czas.

- Ja właśnie w tej sprawie. Jestem nową sekretarką pana doktora Malickiego. Zaszła pomyłka. Źle zaadresowałam kopertę i dostała pani nie swoje wyniki badań. Pani wcale nie umiera, wręcz przeciwnie, jest pani w ciąży. Tak bardzo przepraszam.. halo, halo? Nic nie słyszę, czy pani nadal tam jest?

z punktu widzenia Wielkiego Zigiego

Ciąg dalszy, z perspektywy Wielkiego Zigiego.

Nigdy nie wierzyłem w miłość. Uważałem, że to strata czasu i pieniędzy. Denerwowały mnie zakochane pary, które oblegały ławki i zajmowały najlepsze miejsca przy restauracyjnych stolikach. Matka zawsze mi powtarzała, że miłość jest tylko dla słabeuszy i nieudaczników. Nikt, kto kocha nie ma siły na to by zostać kimś w życiu, bo koncentruje się na drugiej osobie zamiast na sobie. Jak zawsze Mamusia miała rację. Do póki po raz pierwszy nie zobaczyłem Zośki mój świat był poukładany. Wszystko zmierzało do tego bym zapisał się na kartach historii, jako najgroźniejszy i największy przestępca krakowski. Ta czupryna rudych włosów i spojrzenie zielonych oczu kompletnie namieszały mi w głowie. Po tylu latach sam już nie wiem czy bardziej ją kocham czy nienawidzę. Zostało mi mało czasu, obawiam się, że już nigdy się tego nie dowiem, chociaż z drugiej strony skoro jedyne, czego pragnę to wybaczenie to chyba jednak miłość wygrała.

Pamiętam dokładnie nasze pierwsze spotkanie, musiałem odebrać dług od jej ojca, bo cwaniaczek zwlekał ze spłatą już ponad miesiąc. Nie znoszę, gdy ktoś próbuje mnie oszukać. Już wtedy wiedziałem, że z tą małą będę miał tylko problemy. I tak się stało, gdyby nie miłość do niej nie umierałbym teraz w tym nędznym mieszkanku i nie spisywał tego wszystkiego prosząc Boga o litość. Mam tylko nadzieję, że jeszcze nie jest za późno, za późno na rozgrzeszenie, ale i na szczęście tej jedynej.

 

Droga Zosiu,

Jestem twoim dłużnikiem, to ty pokazałaś mi czym jest prawdziwe życie. Wiem, że nigdy mnie nie pokochałaś, choć tyle dla ciebie zrobiłem. Nie, prawda jest taka, że to nie ty powinnaś być mi wdzięczna a ja tobie.

Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? W domu twojej matki? To wtedy po raz pierwszy poczułem, czym jest prawdziwa miłość. Nieprzespane noce, twój wizerunek pod powiekami. Za każdym razem, gdy na ciebie spoglądam czuję szczęście, radość i dumę. Mam najpiękniejszą żonę na świecie. Wiem, że nigdy mnie nie pokochałaś, pewnie nawet mnie nie lubisz. Wszystko to, co do ciebie czuję nigdy nie było odwzajemnione. Zdaję sobie z tego sprawę i to mnie najbardziej boli, ale tak to już jest jak zmuszasz kogoś do miłości. Na łożu mej śmierci proszę o rozgrzeszenie. Nie byłem dobrym mężem. Nie powinienem cię zmuszać do tego byś ze mną była, ale bez ciebie umarłbym już dawno temu. Za każdym razem, gdy cię dotykam widzę obrzydzenie na twej ślicznej twarzy. Tak, kochana dla mnie nadal jesteś śliczna. Dla siebie oszpeciłem cię dla innych…

Pamiętam ten dzień jak dziś. Już 3 razy odrzuciłaś moje zaloty. Nie mogłem znieść jak patrzysz na tego swojego Krzyśka, jak obdarzasz go pocałunkami na klatce schodowej schowana przed wzrokiem wścibskich sąsiadów. Nie zauważyliście mnie jak szedłem od twojej matki. Przynosiłem ci najlepsze wędliny, jakie tylko można było wtedy mieć. Jak myślisz skąd to wszystko wtedy miałaś? Do cholery, tyle rzeczy dla ciebie robiłem a ty jedynie obrzucałaś mnie obelgami.  Gdy jego ręka powoli zsuwała się coraz niżej, a ty jęknęłaś, mój mózg zalała fala podniecenia i nienawiści. Ileż ja bym dał bym to ja mógł cie tak dotykać. Byś za sprawą mojego dotyku tak jęczała i wiła się jak kotka. Nie myśląc długo chwyciłem za nóż i …

 

Chcesz poznać ciąg dalszy? Proszę zostaw znak, że czytasz i moja praca nie idzie na marne. Dziękuję za to, że poświęcasz mi czas.

Rozdział pierwszy

 

- Zakochałam się! Mamo, słyszysz? ZAKOCHAŁAM SIĘ! Cóż za cudowne uczucie. Chce mi się śpiewać, tańczyć, krzyczeć. Nawet w odgłosie spadających bomb słyszę jego imię – Zosia wbiegła do kuchni z uśmiechem na ustach. Zakręciła się wokół matki , przytuliła jej zgarbioną sylwetkę po czym na powrót zaczęła kręcić piruety.  Dopiero po chwili zauważyła, że coś jest nie w porządku. O tej porze zawsze był obiad, nawet gdy zmarła babcia Pola, matka nie pozwoliła na to by domownicy byli głodni. Dziś nie dość, że nie było obiadu na stole to jeszcze brakowało tatka, który powinien siedzieć na swoim miejscu i jak zwykle utyskiwać na spóźnialstwo swojej jedynej córki. Zosia podeszła do Janinny, która była jakby nieobecna. Jej zazwyczaj wesołe oczy zasnuła mgła, miała wrażenie, że matka obecna jest tu tylko ciałem. Czyżby ojciec znów zaczął grać i przepił całą wypłatę? Przecież po ostatniej awanturze obiecał, że to już nigdy się nie powtórzy. Tak zaklinał i prosił mamę o wybaczenie. Co prawda od jakiegoś czasu zachowywał się inaczej, był rozkojarzony, szczęśliwy ale zdystansowany. A co jeżeli ojciec kogoś ma? Nie, to niemożliwe to musi być coś innego. Widząc minę Janiny bała się zapytać, o co chodzi. Uklękła przed nią i ujęła w swoje dłonie jej zmęczoną twarz.

- Mamuniu, spójrz na mnie, proszę. Czy coś się stało? Porozmawiajmy. To przeze mnie, prawda? Ja nie chciałam się spóźnić, naprawdę. To wszystko przez tą miłość. Bo wiesz, Krzysztof jest taki cudowny, te jego ciemne oczy i włosy koloru.. – Ojciec odszedł do innej kobiety – Janina przerwała córce i dopiero, gdy powiedziała to głośno łzy popłynęły po jej policzkach.

- Ale jak to? Mamo, co ty opowiadasz? To nie prawda! Po tylu latach? Przecież jesteście małżeństwem doskonałym.

- Byliśmy, córciu, byliśmy. Już od jakiegoś czasu miałam złe sny, w których mój szanowny małżonek prowadzał się z jakąś kobietą. A wiesz doskonale, że jeszcze nigdy sny mnie nie zawiodły.

- Nadal nie mogę w to uwierzyć. Nie, ja nie chcę w to wierzyć! – Zosia osunęła się na podłogę. Siedziały tak przez dłuższy czas, każda zajęta swoimi myślami. Z zamyślenia wyrwał je hałas, który rozległ się na klatce schodowej a po chwili ktoś z impetem otworzył drzwi.

- Gdzie jest Stefan? Gdzie ten złodziej? I co myślicie, że tak łatwo jest mnie oszukać? Wychodź tchórzu, słyszysz? Wyłaź do cholery. – Mężczyzna wtargnął do mieszkania i taranował wszystko, co stanęło na jego drodze. Na nic się zdały krzyki i tłumaczenia kobiet, że są same w domu. – Niechże się pan uspokoi! Tatka nie ma w domu, zabrał swoje rzeczy i wyprowadził się do innej. Niech mi pan wierzy, że sama chciałabym poznać adres, by dowiedzieć się w co nas znowu wpakował a teraz proszę opuścić moje mieszkanie. – Zosia aż trzęsła się ze złości i bezsilności, próbując jednocześnie zasłonić matkę.

- I co niby mam w to uwierzyć? – mężczyzna zwrócił się do Janiny. – Oo nie kochanieńka nie jestem takim głupcem. Nie igra się z wielkim Zigim. Już raz dałem się nabrać, drugi raz to nie przejdzie. Albo dajesz kasę albo zabieram ze sobą dziewczynę,  ona na pewno zaraz zarobi na długi ojczulka. – Intruz roześmiał się rubasznie, podkręcając wąsa. Zosię przeszył strach, gdy Zygmunt z całej siły odepchnął matkę i przybliżył swoją twarz do niej. Nie dość, że śmierdział papierosami i nieprzetrawioną wódką to jego ubranie skropione było tanimi perfumami. Mieszanka zapachów, jaką wydzielał przyprawiała dziewczynę o mdłości jednak nie odsunęła się ani o pół kroku. Hardo patrzyła w jego oczy stając przy tym na palcach być jego wzrostu.   – Oddam wszytsko co mam, ale córkę niech pan zostawi w spokoju, w sypialni w radioodbiorniku mam pieniądze, Zosieńka zaraz je przyniesie. Leć córuchna – Matka popchnęła dziewczynę nadal starając się odwrócić od niej uwagę. – błagam niech nas pan zostawi, nie mamy wiele, ale spłacę wszystko co do grosza, niech tylko nie robi nam pan krzywdy. – w tym momencie mężczyzna uderzył Janinę z całej siły w twarz tak mocno, że krew puściła się jej z nosa. Naszczęście uderzenie nie zwaliło jej z nóg. Nie pisnęła przy tym ani słowa, by nie denerwować córki, która nadal nie wróciła. Znała jej zapalczywą naturę i bała się, że zaraz przybiegnie na ratunek. Drażniła go ulegliwość kobiet, za każdym razem skomlały i błagały o litość spłacając długi mężów. Jego matka nigdy taka nie była, podziwiał ją za to i nie mógł zrozumieć, że inne kobiety takie nie są. Lubił jak ktoś mu się przeciwstawiał jak ta mała. Choć nie lubił rudowłosych, piegowatych małolat to ta miała coś w sobie. Tak łatwo jej nie odpuści. Nim dziewczyna zdążyła wrócić, miał już w głowie cały plan.

suplementy diety

- Dorotko kochana, jakiż dziwny sen dziś miałam. – Powiedziała Aniela podnosząc kartkę, która wypadła jednej z klientek Sklepiku. -Śniło mi się, że usłyszałam w radio, iż Piotruś nie żyje. Cały czas jestem roztrzęsiona.  Nie mogę znaleźć sobie miejsca, mam wrażenie, że straciłam kogoś bliskiego. Doprawdy sentymentalna się zrobiłam na starość. To wszystko było takie dziwnie realistyczne. Czułam się jak osoba, która stoi obok i jedyne, co potrafi zrobić to nagrywać zajście zamiast pomóc. Swoja drogą strasznie przeraża mnie dzisiejsza znieczulica. Teraz ważniejsze jest udokumentowanie wypadku aniżeli doraźna pomoc. Albo nagrywanie starszych pijanych osób tylko po to by się z nich pośmiać. A ogrom tych ludzi pije właśnie, dlatego, że nie jest im do śmiechu. Nie rozumiem świata. Nie raz nachodzą mnie myśli, że jednak nie pasuję do teraźniejszości i to już nie chodzi o to, że się starzeję i nie nadążam za nowinkami. Technologie jestem jeszcze jakoś w stanie ujarzmić, ale ludzkiej głupoty, zaślepienia dobrami doczesnymi i braku empatii ogarnąć już nie dam rady.

- Widzę, kochana, że nie masz dziś najlepszego dnia. Niestety to się nazywa choroba cywilizacyjna i nie ma na nią lekarstwa.

- co się tyczy lekarstwa to spójrz co znalazłam. Same suplementy diety i słodycze. Kogo to może być? Aniela rozejrzała się po sklepiku w poszukiwaniu właścicielki zguby– pani Krysiu czy to przypadkiem nie pani lista zakupów? –oooh, rzeczywiście musiałam ją upuścić jak szukałam siatki w torebce. Dziękuję bardzo, pamięć już nie ta, a tu mam same najpotrzebniejsze rzeczy. Pokończyły mi się magiczne tabletki. Bo wie pani, ostatnio tak reklamują te tabletki na wątrobę, cholesterol, oczy a przede wszystkim na odchudzanie, że postanowiłam sama je wypróbować. Na samo pozbycie się sadełka biorę 3 różne medykamenty, ale jakoś efektów jeszcze nie widzę. Zastanawiam się czy to nie zwykłe nabijanie ludzi w butelkę?

- rozumiem, że trzyma pani przy tym dietę, uprawia gimnastykę i pije dużo wody?

- Dorotko, kochana no ja nie po to tyle pieniędzy na te mikstury wydaję żeby jeszcze do tego dokładać swojej pracy! Bez przesady. Po co komu ćwiczenia jak ja w domu mam tyle do zrobienia, że czasu brak na cokolwiek. A zresztą seriale same się nie oglądną. Już młoda nie jestem, kości bolą, czekolada woła z szafki. Chociaż muszę się pochwalić, że ostatnio na diecie byłam. Fakt, faktem tylko dwa dni. No może jeden, w każdym bądź razie cały dzień nie jadłam. Nadprogramowo, w sensie, nie podjadałam. Mówię wam kobiety jak nic schudłam ze 3 kg , niestety wieczorem to mnie taki głód dopadł, że „ Na Wspólnej” nie słyszałam tak mi w brzuchu burczało. Nie poddałam się podstępnemu głodowi oo nie! Trzymałam się postanowienia. Do 12 w nocy siedziałam jak na szpilkach i tylko czas odliczałam, jak w Sylwestra, normalnie!

- A po cóż to, jeśli można wiedzieć? – podpytywała Dorota

- Co za pytanie?! No jak to, po co. O 12 zaczyna się już nowy dzień, więc śniadanie się człowiekowi należy jak psu buda. Jak tylko wciągnęłam 4 kanapki, wypiłam herbatkę, do tego ugotowałam jajko, bo wiadomo dietetyczne, to ze spokojnym sumieniem położyłam się spać. Na drugi dzień z bólem żołądka i wątroby się obudziłam. Pewnie to jajko jakieś niedobre było. Usłyszałam w reklamie o tych tabletkach i uznałam, że nie ma się co katować.

- Za moich czasów, to na dolegliwości wątrobowe piło się Zioła. Niech no ja sobie tylko przypomnę co tam było..owoc dzikiej róży,liść mięty pieprzowej,ziele bylicy pospolitej,ziele ostrozenia liść brzozy i korzeń arcydzieła to wymieszać zaparzyc i pić*albo ostorsept. Na odchudzanie ocet jabłkowy. Ale co ja się znam.

- Brawo, jestem z ciebie dumna, pamięć na stare lata jednak ci nie szwankuje. – -Miećka? Co ty tu robisz? Jak to? Dlaczego? Skąd do licha? – potok słów wypłynął z ust Anieli po tym jak zobaczyła swoją przyjaciółkę z dawnych lat. – Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę. Cholera znowu ryczę! – kobiety rzuciły się sobie w ramiona raz się śmiejąc a raz płacząc ze szczęścia. – Idź już Anielo do domu- powiedziała Dorota widząc jak wiele radości sprawiło starszej pani odnalezienie jej bratniej duszy.- A panią , pani Krysiu zapraszam w do nas w przyszłym tygodniu na herbatę. Miecia jest znaną zielarką i na pewno doradzi pani jak wspomóc organizm ziołami a nie koniecznie sztucznymi środkami.

 

 

wg.dr.Ożarowskiego/ dziękuję Beacie za podzielenie się jej tajemną ziołową wiedzą

a mogło być inaczej..

Niby głupia zabawa z tym, wymyśl ciąg dalszy do opowiadania.. a jednak, był to eksperyment społeczny. Znacie mnie. Każda moja historyjka ma jakiś ukryty sens. Chciałam byście pomogli mi zmienić bieg wydarzeń, by przemoc domowa nabrała innego charakteru, by osoby, które same borykają się z takim problemem wiedziały, że nie są same. Dając „lubię to”, biernie przyglądaliście się przemocy wobec chłopca. Obojętność w takich sprawach czasami kończy się tak..

 

 

Na drugi dzień Aniela poprosiła Dorotę, o to by ta pomogła jej zredagować apel o pomoc dla Piotrka. Zamieściły go w Internecie i czekały na odpowiedź. Mijały godziny, prócz paru znaków, że sąsiedzi przeczytali apel i są zorientowani w sytuacji chłopca, nie było czynnej reakcji. Starsza pani nie mogła się z tym pogodzić. Rozmowa z sąsiadami też nie wiele dała. Co z tego, że wiedzieli, iż w mieszkaniu Duśki dzieją się złe rzeczy, skoro nie reagowali? Nie dalej jak parę godzin temu odmówiła ojczymowi chłopca sprzedaży wódki, myśląc naiwnie, że nie będzie mu się chciało iść do drugiego sklepu. Miała dość na dziś. Poprosiła Dorotę o zastępstwo, drażnili ją ludzie, poza tym chciała zebrać myśli. Poszła do Władzia na cmentarz by wyżalić się i poszukać w nim otuchy.

- Kochany, poznałam chłopca, Piotrek mu na imię. To dobry chłopak, trochę buńczuczny i pogubiony. Pamiętasz, ty też taki byłeś. Nie raz opatrywałam ci rany. Żal mi go strasznie. Z tego co się dowiedziałam od jego sąsiadów, to ojczym znęca się psychicznie nad matką a fizycznie na nim. Wygania go z domu, po czym dzwoni na policję i przekonuje, że chłopak uciekł i zabrał pieniądze. Musisz wiedzieć, że Andrzej jest poważanym człowiekiem. Zawsze uśmiechnięty, zadbany. Lubi wypić to prawda, ale sam dobrze wiesz, że w naszym miasteczku to częste. Danka nie chce przyznać się przed ludźmi, że potrzebuje pomocy, ale do cholery jak nie o sobie to o synu by pomyślała! Boję się co z niego wyrośnie. Skąd ten dzieciak ma czerpać wzorce? Skoro mąż o żonę nie dba, poniża ją i wyzywa to skąd to dziecko na stare lata ma wiedzieć, że tak kobiet traktować nie można? Zastanawiałam się wczoraj z Wiesią jak mu pomóc i wpadłyśmy na pomysł żeby wysłać go na zajęcia z samoobrony, tylko nie wiemy jak się za to zabrać od strony finansowej. Nawet Dorotka pomogła mi zamieścić w komputerze apel o pomoc. Wiesz dobrze, że technologia to dla mnie czarna magia. Na jutro jestem umówiona z panią z opieki społecznej. Może ona wpadnie na jakiś pomysł. Już jedno dziecko w swoim życiu straciłam, nie chce by to samo stało się z drugim… – Aniela, postała jeszcze chwilę, pomodliła się i powolnym krokiem ruszyła do domu. Jedyne o czym teraz marzyła to ciepła kąpiel i sen. Tak też zrobiła. W nocy jednak nie mogła spać, co chwilę się przebudzała targana dziwnymi uczuciami. Około 7 rano wstała, zaparzyła mocną herbatę i włączyła radio

 

„ WIADOMOŚCI Z OSTATNIEJ CHWILI..W Portliszowie nad ranem, po awanturze w domu przy Alei Kwitnących Wiśni doszło do tragedii. Pijany Andrzej K. z zimną krwią zamordował swojego pasierba Piotra W. Matka chłopca w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Sąsiedzi twierdzą, że nic nie wiedzieli i nie słyszeli … „

Łobuz

- Jaki piękny dzień! – Zakrzyknęła Aniela idąc do pracy. Już dawno nie czuła się tak dobrze.

- I pomyśleć, że tyle lat żyłam w samotności, zamykając się w czterech kątach. Nie pozwalałam nikomu do siebie dotrzeć. Uważałam, że jedyna radość, na jaką mogę sobie pozwolić to odwiedziny grobu najbliższych. Swoją drogą jak bardzo musiałam czuć się samotna skoro tak szybko pozwoliłam na to by ktoś się do mnie zbliżył. Tak nie wiele potrzeba by poczuć się kochanym. – uśmiechnęła się szeroko do swoich myśli. Odmachała grupce dzieciaków, które jeszcze nie tak dawno temu co dzień jej dokuczały. Teraz była ich ulubioną „cioteczką”. Co sobotę zapraszała młodzież do domu i opowiadała historie z młodości. Nie zawsze były to opowiastki wesołe i przyjemne, większość z nich stanowiły jednak wspomnienia głodu, strachu i waleczności. Pewnie dlatego młody Piotrek, na którego wołali Łobuz tak chętnie do niej przychodził. Chociaż czuła w głębi serca, że to nie jedyny powód. Nie raz podpytywała go skąd ma tyle siniaków i dlaczego tak bardzo nie lubi wracać do domu tylko przesiaduje na osiedlu. Starała się jak najczęściej zapraszać go na obiad albo chociaż na ciepłą herbatę. Teraz też miała nadzieję, że spotka go w Sklepiku i uda się jej wcisnąć chłopakowi parę złotych za pomoc. Prosiła go by pomógł jej pozamiatać albo przenieść co cięższe rzeczy z kąta w kąt. Co prawda sama mogła to robić, ale wiedziała, że inaczej Piotrek nie przyjmie od niej pieniędzy.  Czasami gdy robił zakupy dodawała mu do siatki „ gratisy” w postaci batonika czy innej słodkości. Nie raz słyszała plotki na temat jego zachowania, że lubi się bić z chłopakami z innej szkoły i robi to dość regularnie. To niby dlatego ma tyle sińców i poobdzierane spodnie.  W tym wrażliwym inteligentnym chłopcu było za dużo wrażliwości by mógł robić te wszystkie rzeczy z przyjemności zadawania bólu. Musi dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat. Gdzie indziej jest na to lepsze miejsce jak nie w Sklepiku, choć brzydziła się plotkami ten jeden raz postanowiła schować dumę do kieszeni i podpytać starą Wieśkę. Nie bez przyczyny nazywana była Okiem i uchem osiedla. Dopiero pod wieczór udało się Anieli namierzyć wracającą z Kościoła kobietę.

- Wiesiu kochana, mogę ci zająć parę minut?

- A co to się stało, że jaśniepani postanowiła się do mnie odezwać? Czym sobie zasłużyłam na ten zaszczyt?

- Wieśka, przestań. To już 40 lat minęło odkąd Władziu wybrał mnie a nie ciebie na żonę.  A ty dalej nie możesz tego przeżyć? Skoro nie chcesz ze mną poplotkować i napić się mojej naleweczki malinowej, to nie. – odwróciła się ostentacyjnie, poprawiła kapelusz i powoli ruszyła w stronę domu. Dobrze znała Wieśkę i wiedziała, że ta długo prosić się nie da. Wizja darmowej nalewki i możliwość wykazania się swoją wiedzą sąsiedzką wygra z dawną urazą.

- Czekaj, że Anielka. Ja tylko tak się z tobą przekomarzam. Niech już będzie. Napijemy się na zgodę, dasz trochę tego eliksiru do domu i zapominamy o przeszłości. Co ty na to?

- Teraz to ja się muszę zastanowić czy taki układ mi pasuje. – po paru sekundach uśmiechnęła się, wzięła dawną koleżankę pod ramię i poszły do domu.

- Wieśka, powiedz mi, co ty wiesz o tym Piotrusiu, co na niego Łobuz wołają? Ten z takimi ładnymi dużymi czarnymi oczami.

- A co ja tam stara baba wiedzieć mogę? Jedyne co wiem to, to że Młody wieczne problemy z policją ma bo z domu ucieka. Jak wiesz sąsiadką z nim jestem to widzę co to się wyprawia. Matka niby taka szczęśliwa z tym swoim chłopem, ale płaczącą to ją nie raz widziałam. Udaję, że nie słyszę jak się na nią drze i wyzywa. Podobno jej nie bije, za to Piotrkowi się obrywa. Ten nie wiedząc jak sobie poradzić z przemocą w domu, wychodzi i robi dokładnie to samo innym. Ofiarami padają młodsi i niekiedy bezbronni.  Nie wtrącam się bo i po co, co najwyżej chłopakowi koc zanoszę jak do szopki ucieka spać. Żal mi jej i jego, ale co ja mogę?

- Ciężka ta sytuacja. Może jednak pasowałoby coś zrobić? Jakoś tej matce pomóc, szkoda dzieciaka. Serce mi się kraje jak o tym myślę. A jakby tak do psychologa Duśkę wysłać? Co ty o tym sądzisz? Niechby tak z kim pogadała to i na oczy może by przejrzała.

-Nielka, bój się Boga. Do psychologa? Toż to wstyd na całą wieś. Tam psychole tylko chodzą a nie normalni ludzie. Jak na oczy się później pokazać, zaraz od czubków będą wyzywać. My nie tacy postępowi jak ty, myśmy są ludzie starej daty a u takich ciężko niektóre stereotypy przełamać.

- jakżeś taka mądra to sama coś wymyśl. Ja nie mam zamiaru patrzeć jak się Piotruś złą drogę wybiera! Wieśka, on ma oczy jak mój Aaron. – Aniela rozpłakała się rzewnie, nalała po kolejnym kieliszku naleweczki i szlochając popadła w zadumę. Siedziały tak jeszcze parę dobrych chwil. Z odrętwienia wyrwał je dopiero dzwoniący telefon.

- HaAAALOOO, HAAAAALLLLO, nic nie słyszę haaaaalo , no masz i rozłączyła się. Jak ja nie lubię tej nowoczesności. Nie potrafię jeszcze tego ustrojstwa obsługiwać.

- Nielka, tyś to głupia jednak jest jak ja. Chociaż nie, głupsza, bo ja to przynajmniej wiem, że to sms był.

- Ooo faktycznie, widzisz, co ta technologia robi z nami starymi? To córka Dorotki napisała. „ Babciu, dziś nie przyjdę bo mam trening a po treningu muszę odrobić zadanie. Spotkamy się jutro. Śpij dobrze Panna J.”

- Widzę, że po latach samotności dorobiłaś się wnuczki.

- Żebyś wiedziała. jest mi z tym doskonale. Ja mam swoją panienkę a ona Babuszkę, za którą tak bardzo tęskni. A teraz Wieśka polewaj, bo wpadłam na genialny pomysł! Musimy go oblać.

- Dwa razy powtarzać nie musisz. Oczy to ci się tak zaświeciły jakby cie kto do prądu podpiął. Nooo, chluśniem bo uśniem! Mów co wymysliłaś.

- Moja Lusia chodzi na zajęcia samoobrony. A jakby tak Piotrka na nie wysłać? Nauczył by się chłopak bronić przed ojczymem, wyładował całą swoją złość i energię w kontrolowanych warunkach. Z tego co wnusia mówiła, to trener nie z takimi ancymonami sobie radzi. Zresztą dyscypliny i rygoru trochę mu nie zaszkodzi. Jak myślisz, dobry pomysł?

- Anielka wspaniały. Z tym, że skąd na to pieniędzy weźmie? Sama dobrze wiesz, że nie zgodzi się na to byśmy mu za lekcje zapłaciły, a w domu nikt mu nie da.

- Poproszę Dorotkę, by go zatrudniła na dni dostawy. Same nie dajemy sobie rady. To tylko parę godzin w tygodniu, akurat na lekcje zarobi.

- I ty myślisz, że on swoje pierwsze zarobione pieniądze wyda na jakieś treningi? Jak wlać komuś w mordę może za darmo. To trzeba inaczej załatwić sposobem. Jeszcze nie wiem jakim co prawda , a i wypita ilość malinóweczki też mi nie pomaga w myśleniu…

 

( pobawimy się? Jak przekonać Piotrka do treningów? Skąd wziąć na nie pieniądze?  A może masz jakiś inny pomysł na to jak skończyć opowiadanie? Czekam na propozycje :) )

świąteczne zamieszanie

- Padam z nóg. Ledwo żyję! – Żaliła się Malinowska do właścicielki osiedlowego Sklepiku.

- Co się dzieje, pani Heniu? – zapytała Aniela, która pomagała nowej przyjaciółce w prowadzeniu biznesu.

- Ah, pani Anielko kochana. Niech się pani cieszy, że nie musi pani już tego wszystkiego ogarniać. Od tygodnia nie robię nic innego tylko sprzątam, myje okna, wymyślam menu na nadchodzące święta. Dwa dni przed świętami zaczynam gonić po sklepach i stoję w kilometrowych kolejkach. Przecież w niedzielę sklepy zamknięte. Następne dwa dni to gotowanie. Co tam gotowanie, ja jeszcze w międzyczasie muszę być ochroniarzem! Gdybym tylko choć na chwilę odwróciła wzrok to by się Stary do kiełbasy dorwał. A musi pani wiedzieć, że ja wszystko sama przygotowywuję. A jaaaak. Boczuś, wędlinki, biała, 3 babki, dwa mazurki, sernik, ze 4 rodzaje sałatek a do tego chlebuś. Zakwas na żurek dwa tygodnie wcześniej wstawiam. Mój mąż to z 8 żołądków ma. I ja to sama, samiuteńka przygotować muszę. A nie daj panie jak teściowa z wizytacją przedświąteczną zajedzie. Wtedy to dopiero cuda się dzieją. Nie mam pojęcia jak ta kobieta to robi. Już od progu nim buty ściągnie, zaciąga powietrze w nozdrza i wykrzykuje:

- Oho, boczek nie ma odpowiedniej ilości majeranku ,w Mazurku babie i serniku wyczuwam zakalca. A kto to widział żeby żurek na takiej kiełbasie gotować? Mój Tadzinek, synuś kochaniutki, malusieńki nie zje byle czego. – jeszcze coś tam gada, ale ja już jej nie słucham. Każdy kto Tadka zna wie, że do małych to on nie należy, a poza tym on zje wszystko byleby było tego dużo i pod wódkę pasowało. To jeszcze nie wszystko. Naoglądała się teściówka tych durnych programów w telewizji i test białej rękawiczki przeprowadza. Oczywiście muszę przy tym wysłuchać kolejnej porcji bzdur i wyrazów zachwytu dla Magdalenki spod 8. Gdyby mnie Tadziu nie poznał to była by teraz Mamusią pani Doktór a nie zwykłej księgowej. Cała sytuacja trwa z godzinę. Wypije kawę, poględzi pomarudzi, naje się tych „paskudnych” rzeczy poczym pójdzie narzekać jaką to ma okropną synową. Eeeeeeh, a  tak w ogóle to niech sobie pani wyobrazi Anielo kochana, że nigdzie nie mogę znaleźć porządnego koszyczka do święcenia. W tamtym roku rączka odpadła od mojego i muszę poszukać nowego. Małego przecie nie kupie. Musi się dużo zmieścić, żeby się sąsiadom pokazać. Znów pokaz mody będzie i koszyczkowych dóbr. Wiadomo, że każdy, każdemu do środka zagląda! Trzecią pożyczkę już wzięłam żeby na nic mi nie zabrakło. Co prawda w tym roku sami święta spędzamy, ale nigdy nie wiadomo czy kto niezapowiedziany nie przylezie.

- To teściowej nie będzie? – zapytała Dorota, kasując kolejny koszyk zakupów.

- Naszczęście nie. W tym roku postanowili z teściem polecieć w ciepłe kraje, by nie musieć się niczym przejmować. Niby zmęczona jest po tylu latach życia. Niech leci, będzie spokój.

Córka Doroty stała nieopodal i przysłuchiwała się rozmowie, składając jakieś ulotki. W pewnym momencie nie wytrzymała i podeszła do Heni.

- To w takim razie kto to wszystko zje? Tyle pani kupuje i gotuje, a jak coś zostanie to co pani z tym zrobi?

- Jak to co? Połowę zamrożę a resztę wyrzucę.

- To może dołączy pani do naszej świątecznej zbiórki? To pomysł babci Anieli. W świąteczny poniedziałek zaraz po mszy ustawimy stoły na naszym osiedlu. Każdy kto może niech przyniesie coś do jedzenia. Nikt wtedy nie będzie głodny a i samotne osoby będą mogły zasiąść z kimś do stołu. Niech w ten świąteczny czas nikt nie będzie sam. Poza tym o to chodzi w tych świętach. By się dzielić nie tylko dobrą nowiną, że Pan Jezus Zmartwychwstał ale też iść w ślady pana Jezusa i podzielić się jedzeniem. Bo czasami przez tą gonitwę świąteczną zapominamy, o co w tym wszystkim chodzi. Możemy na panią liczyć?

- Jasne! Będę na pewno! Wesołych Świąt i do zobaczenia w poniedziałek.

 

Kochani życzę Wam i sobie tego, byśmy mieli choć chwilę czasu na zadumę, refleksję i radość. Świętujmy zatem! Smacznego jajka, mokrego dyngusa i Miłości!

 

Kasia.

politycznie niepoprawna

- Czegoś tu nie rozumiem. – powiedziała Aniela do Doroty patrząc w telewizor. – Dożyliśmy czasów, w których superbohaterką nazywamy kobietę, która chwali się tym, że usunęła ciążę, jednocześnie walcząc o to by nie kupowano żywych karpi, bo trzeba je zabić. Lepiej kupić mrożoną rybę. Tylko, że ten płat, który teraz leży zamrożony i poćwiartowany na tacce też był kiedyś szczęśliwą rybką. Mam rozumieć, że życie zwierząt jest teraz ważniejsze, bo jest już wykształconą formą życia? Nie zrozum mnie źle, są sytuacje w życiu, że nie da się udźwignąć pewnych tematów. Nie wiem czy dałabym radę wychowywać dziecko, które zostało poczęte przez gwałt. Albo czy umiałabym wybrać kogo życie ważniejsze. Moje czy tego bardzo chorego dziecka, które noszę pod sercem. Mnie już takie problemy nie dotyczą. Chciałabym byś ty miała wybór. Ale na litość Boską nie wtedy gdy nie chce ci się przemeblowywać mieszkania, bo nowy członek rodziny to za dużo. Rodzina to podstawa! Spójrz na mnie. Jestem już stara i samotna bez brata czy siostry. Ehhh. A to co się wyprawia z podobizną Jezusa? Przed chwilą widziałam jak jakiś człowiek odebrał nagrodę. Pan Jezus przybity do penisa? Czy ten świat oszalał? Dorotko wytłumacz mi co się dzieje!? Właśnie sobie przypomniałam, dlaczego od tylu lat nie mam telewizora i odkąd nie ma Włodzia, staram się unikać ludzi.

- Pani Anielo kochana, proszę nie myśleć, że wszyscy się z tym utożsamiają. Ja też nie mogę się z tym pogodzić. Boję się tego w jakim świecie przyjdzie żyć naszym dzieciom skoro nie ma już świętości. Rozumiem, że nie każdy musi wierzyć w Boga, ale czy trzeba akurat w taki sposób pokazywać swoje zdanie? Niech pani zauważy, że tylko z naszym stwórcą tak sobie pogrywają. Innych wiar się boją? Teraz lepiej nie mówić głośno w co się wierzy i jakie ideały nam przyświecają. Ostatnio zostałam wyzwana od Pisiorów zakutych łbów. To, że mam inne poglądy to nie znaczy, że trzeba odrazu obrażać. Z każdej partii można coś wynieść dobrego. Najlepiej jakby połączyć to w jeden złoty środek. A tak to nie jest łatwo wyrazić swoje zdanie publicznie, bo zaraz zaczyna się robić nieprzyjemnie. Dialog międzyludzki upada. Teraz lepiej jest kogoś zakrzyczeć, zmanipulować, czy po prostu wyzwać od tumanów za swój osobisty pogląd. Jest mnóstwo spraw, z którymi się nie zgadzam, staram się przy tym nie narzucać swojej woli tylko dążę do dyskusji. Szkoda, że czasami brak mi na to sił. Może i ja wyrzucę telewizor na śmietnik albo zostanę Prezydentową?

- Kochana w twoim przypadku pozbycie się telewiozra nic nie zmieni, bo nadal rozmawiasz z ludźmi. Ja się odcięłam całkowicie. Myślałam, że powrót do „cywilizacji” będzie prostszy. Niestety nie jest. Jedynie nadzieja w dzieciach. Starajmy się by wyrośli na mądrych ludzi. Będę się zbierała do Władzia na cmentarz. Wiesz co, lepiej nie będę mu wspominała czego się dziś dowiedziałam. Poproszę jedynie o to by wraz z Aaronkiem mieli was w opiece. Ciekawe czy ich jeszcze kiedyś zobaczę? Wierzysz w życie pozagrobowe, dziecko?

- Wierzę i to bardzo, zwłaszcza wtedy, gdy mam migrenę. Ale to już opowieść na inną okazję, teraz zabieram się za obiad, bo Julianna zaraz wróci ze szkoły. Proszę pozdrowić swoich chłopaków.

kwiatowa wróżka

- Wiedźma, czarownica, baba jagaa!- krzyczały dzieciaki za idącą kobietą, ubraną na czarno. Co rano powtarzała się ta sama historia. Niby już się przyzwyczaiła do tego jak witają ją te małe skrzaty, ale gdzieś w głębi serca czuła smutek. Tylko jedna dziewczynka z całej tej hałastry nigdy nie powiedziała na nią złego słowa. Nie pamięta już jak ma na imię. Wie tylko, że to córka właścicielki Sklepiku. Panna jakaśtam.

- Zmykajcie stąd! Do szkoły nicponie i żebym was tu więcej nie widziała! – zakrzyknęła Dorota. – przepraszam za nich Pani Anielo i jak co roku zapraszamy na święta. Będzie nam bardzo miło jak pani do nas dołączy.

Kobieta tylko popatrzyła w stronę swojej wybawczyni i jak codzień bez słowa odeszła w stronę cmentarza.

- Mamusieńku, dlaczego te dzieciaki tak ją traktują? To nie jest miłe. Myślisz, że jest jej przykro i dlatego jest taka naburmuszona i zła?

- Kiedyś pani Aniela nie była taka. Miała męża i wiodła szczęśliwe życie. Niestety z 9 lat temu Pan Włodziu umarł. Nie ma dnia by Aniela nie poszła na jego grób, siedzi tam parę godzin po czym wraca do domu. Jej przyjaciółki z dawnych lat rozjechały się po świecie. Z tego co wiem została całkiem sama, dlatego też co roku zapraszamy ją na święta. Szkoda, że nigdy nie przyjęła zaproszenia.

- A dzieci nie ma? – Zapytała panienka.

- Tego nikt nie wie. Starsi mieszkańcy pamiętający ją z młodych lat twierdzą, że jakieś dziecko było, ale niewiadomo co się z nim stało. Powiem ci córko, że kiedyś krążyły niesamowite plotki na ten temat. Jakoś nikt nigdy nie zapytał, wprost co się z nim stało. Wydaje mi się, że nie mały fakt odgrywa w tej historii to, że ten chłopiec widziany był u nich w czasie wojny. Zresztą to były inne czasy i nie tak łatwo dokopać się do źródła tej historii.

- Tak, pamiętam jak mi opowiadałaś o ukrywających się Żydach w naszej okolicy. Myślisz mamutku, że to był właśnie Żydowski chłopiec? Bo jak tak, to tym bardziej tej kobiecie należy się szacunek za uratowanie życia!

- Kochanie, jedyne co wiem to to, że zaraz spóźnisz się do szkoły. Uciekaj już. Dokończymy rozmowę później, zresztą i tak już powinnam otworzyć Sklepik. Obiecuję ci, że postaram się dowiedzieć czegoś więcej.

Dorota przez cały dzień podpytywała sąsiadów o Anielę, niestety niczego nowego się nie dowiedziała, a że wersje tego samego zdarzenia bardzo się od siebie różniły to nie chciała powielać plotek. W czasie, gdy matka z córką starały się dowiedzieć prawdy, Aniela znów samotnie spędziła popołudnie. Dość już miała tej przygnębiającej rutyny. Jak to dobrze, że wiosna zaczęła się w tym roku wcześniej. Mogła zostawać dłużej u swojego męża i przynosić mu jego ukochane żonkile na grób. To on zaszczepił w niej pasję ogrodniczą. Cieszyła się z każdego nowego kwiatka, który nieśmiało przebijał się ponad ziemię. To z nimi rozmawiała każdego dnia. Nie miała zaufania do ludzi, denerwowało ją ich plotkarstwo i gonitwa za dobrami doczesnymi. Nie znosiła, gdy ktoś zaczepiał ją na ulicy. Przybrała maskę starej zrzędliwej baby, tylko po to by zostawili ją w spokoju. Tylko ta Dorota nie chciała się odczepić. Trudno, może kiedyś się jej znudzi to ciągłe zapraszanie jej na święta. I co niby miałaby z nimi robić? Z Bogiem miała niewyjaśnione sprawy, czuła do niego przeogromny żal za zabranie Włodeczka. Tak się nie robi kochającemu małżeństwu! Najpierw powołał do siebie Aarona. Jej kruszynkę, tak bardzo kochała tego chłopca…

Zasiadła w swoim ulubionym bujanym fotelu, przymknęła oczy i przeniosła się w czasie.

To było jeszcze przed tym jak na Kazimierzu powstało getto. Lubili z Włodziem chodzić na spacery nad Wisłę od strony Starowiślnej. Ona z bukietem tulipanów, w czerwonej sukience w maki, on w marynarce i znoszonych spodniach. Co parę kroków zatrzymywali się by spojrzeć sobie w oczy, nie mogli uwierzyć w szczęście, jakie ich spotkało. Odnaleźć swoją drugą połówkę w świecie ogarniętym wojną i chaosem, nie każdemu się to zdarza! Starali się nie patrzeć na słupy informacyjne oblepione nowymi zaostrzeniami w stosunku do Żydów. Niedługo po tym, gdy dotarli pod Wawel zauważyli młodą dziewczynę stojącą tuż przy brzegu Wisły. Wyglądała jakby chciała wrzucić do niej pakunek, który trzymała w ręce. Może nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że po jej policzkach spływały ogromne łzy a zawiniątko, które tak mocno trzymała nie zaczęło płakać. Aniela ile sił w nogach podbiegła do dziewczyny i całej siły przytuliła ją. Instynktownie czuła, że w tym momencie młoda matka tego potrzebuje.

–Dziecko, co ty chcesz zrobić? Spójrz na mnie! – Krzyczała, starając się jak najdelikatniej odebrać dziewczynie zawiniątko.

- Proszę, niech go pani zabierze. Błagam! Czekałam tu na panią. Ja nie dam rady żyć ze świadomością, że w każdej chwili mogą mnie zabrać jak to zrobili wczoraj z moją rodziną.- Dziewczyna miała szaleństwo w oczach. Widać, że trawiła ją wysoka gorączka – Za dużo już widziałam w swoim życiu, nie chce by Aaron cierpiał. Ja sobie poradzę, mam cyjanek! Ja już nie chcę żyć! Nie mam na to sił, nawet dla niego. Niech się nim pani zaopiekuje jak swoim, proszę. Na medalioniku, który ma owinięty w koło nóżki jest moje imię i nazwisko a pod koszulką na piersi zostawiłam mu zdjęcie naszej rodziny. Niech o mnie pamięta, ja pamiętać już nie mogę. Chcę do mamy! Maaamo, mamo już do ciebie idę! – ucałowała chłopca i pobiegła przed siebie wzywając nieżyjącą rodzicielkę. Aniela nie zastanawiała się ani minuty. Przytuliła chłopca, całując jego zmarznięte policzki.

- Włodziu, masz syna. – nic więcej nie udało się jej powiedzieć, bo wystrzał z karabinu przeszył powietrze. To Matka chłopca została zastrzelona przez żołnierza SS.

Tak jak dziewczyna prosiła obdarzyli chłopca prawdziwą miłością. Wścibskim sąsiadom nie pokazywali się długi czas na oczy. Później tylko wspomnieli o bratanku, który został u nich na jakiś czas. Za każdym razem wymyślając inną historię. Niestety mały był wątłego zdrowia i coraz ciężej było im zdobywać potrzebne lekarstwa. Tuż przed zakończeniem wojny chłopiec zmarł, pozostawiając przyszywanych rodziców w nieopisanym żalu. Małżeństwo jeszcze bardziej się ze sobą zżyło. Rozpacz po stracie ukochanego syna, była nie do zniesienia, ale na szczęście mieli siebie. Po wojnie udało im się odnaleźć ocalałą rodzinę biologicznej matki Aarona. Przez jakiś czas utrzymywali z nimi kontakt. Niestety po paru latach postanowili wrócić do Izraela.

Nagły dzwonek do drzwi wyrwał Anielę z letargu. Może to na skutek wspomnień i nagłej tęsknoty.. choć nigdy tego nie robiła postanowiła zobaczyć, kto stoi po drugiej stronie drzwi.. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła tę małą od Doroty. Stała z bukietem żonkilków, książką i jakimś obrazkiem.

- Dzień dobry, nie chciałam przeszkadzać. Pomyślałam po prostu, że przyda się pani jakieś towarzystwo. A pozatym mam ochotę na herbatę. Czy mogłaby mi pani zaparzyć? Mamy niestety nie ma w domu, a mi nie wolno samej nalewać gorącej wody do kubka. To jak?

Aniela nie mogła wyjść z szoku, nie wiedziała, co ją bardziej zaskoczyło, tupet tej małej czy to, że ktoś ją odwiedził.

- Wiesz młoda damo, że nie ładnie jest się tak wpraszać? – przybrała jedną ze swoich groźnych min i wściekle popatrzyła na intruza.

- W sumie to wiem, ale nie wolno też odmówić spragnionemu wody. Mama mnie uczy, że wodą i jedzeniem trzeba się podzielić nawet z największym wrogiem. Mówi też, że dobra herbata i książka jest najlepsza na wszystkie smutki świata. A pani zawsze ma takie smutne oczy. Ale ze mnie gapa, te kwiatki są dla pani. Przyniosłam też laurkę i opowiadania mojej mamy. Z chęcią pani poczytam.

- Jak ja dawno nie dostałam żadnego prezentu, no cóż skoro tak to zapraszam. Usiądź proszę w ogrodzie i poczekaj na mnie. – Skołowana starsza pani poprowadziła dziecko do ogrodu, uśmiechając się na na widok reakcji dziecka.

- OOO ludzie jak tu jest magicznie! Wiedziałam, że osoba o takich pięknych oczach musi być kimś wyjątkowym! Pani, jest kwiatową wróżką! – w tym momencie z oczu Anieli popłynęły łzy szczęścia.. Kwiatowa wróżka, właśnie tak mówił na nią Włodziu.