dzień leniucha śmierdziucha

Są takie dni, gdy wstajesz i wiesz, że dziś zawojujesz świat. Jeszcze nie wiesz dokładnie jak to zrobisz i czy ci się to uda, ale wiesz. Są też niestety takie dni, gdy otwarcie oczu kosztuje cię mnóstwo wysiłku. Pierwszy rzut oka na swoje odbicie w lustrze i zastanawiasz się, kto to do cholery jest? Może i jestem dziwna, ale nie lubię żadnego z tych stanów. No, ale jak to?! Już w swojej głowie słyszę podszept zdrowego rozsądku. Przecież obudzić się z dobrym nastrojem i chęcią pokonania przeszkód to najbardziej budujące, co może ci się przytrafić tego dnia. Może i tak, aaaaaale, po pierwsze

- MUSISZ, koniecznie MUSISZ coś wtedy zrobić. Nie ważne czy to będzie zbawienie świata za pomocą harpuna i walki z wiatrakami czy spełnianie swoich marzeń. Co za tym idzie, wieczorem zrobisz rachunek sumienia i bilans i tak będzie na zero. Świat, jaki był rano jest i teraz, nic za cholerę się nie zmieniło a przynajmniej nie za twoją sprawą. Marzeń i tak nie udało ci się spełnić, bo na zostanie aktorką jest już za późno a i głos masz bardzo nie publiczny. No najwyżej mogłabym bajki dzieciom czytać. Szkoda tylko, że dykcja też niemedialna. Niestety ja wstałam dziś z nastawieniem „oby do jutra”. Z kocem i kubeczkiem herbaty nie rozstaję się na dłużej niż to konieczne. Włączyłam tryb oszczędzania baterii. Nie wiem czy wy też tak macie, ale ja nie potrafię totalnie nic nie robić. Jak tylko zaświta mi myśl o tym by dzień spędzić w łóżku na słodkim nic nie robieniu, to wyrzuty umienia zaczynają drzeć ryja. Coś na zasadzie „ taaaa, pewnie leżeć Se będzie, a kurze kto pościera? Podłoga taka brudna! Weź poczytaj chociaż, albo nie, nie czytaj tylko za haftowanie się weź, 3 robótki rozgrzebane. Peeeeewnie haftować będzie, a rozdział książki od tygodni nie dopisany. Opowiadania o Anieli też się kurzą.” Cholera ciągle coś.. Oho, Znów zdrowy rozsądek do głosu chce dojść, pozwólmy mu, niech się chłopak wypowie (swoją drogą schizofreniczne to jest, zaczynam się zastanawiać nad swoim zdrowiem psychicznym) „ zostaw to wszystko w cholerę i odpoczywaj, należy ci się. Ciężko pracowałaś przez ostatnie dni, więc parę godzin lenistwa ci nie zaszkodzi. – Te rozsądek, nie mądrz się tak. Później będzie znów narzekała, że tyle rzeczy nie zrobionych. Terminy gonią. Pamiętasz jak w tamtym tygodniu rozpisała sobie zajęcia? Przypomnę ci jak to leciało.

– rano – sprzątanie – przed południem dokończyć pisać rozdział- popołudniu –obiad- po obiedzie nauka z Julianną w polskiej szkole – po Julkowym treningu kolacja – wieczór- czas dla siebie.

- Wyrzuty, ale tak się nie da żyć przecież. A gdzie czas na spontaniczność, na zrobienie czegoś nieprzewidywalnego? No dobra w przypadku naszej Jęczybuły Kuternogi Katarzyny nie są to pojęcia zbyt często używane… no ale jakby chciała no nie wiem .. kurcze nawet ciężko mi coś wymyślić. Dobra skończmy, więc temat.

Jako, że nawet Rozsądek przy mnie dziś wymięka, idę se poczytać. Dziś Olga Rudnicka „ Życie na wynos”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>