Łobuz

- Jaki piękny dzień! – Zakrzyknęła Aniela idąc do pracy. Już dawno nie czuła się tak dobrze.

- I pomyśleć, że tyle lat żyłam w samotności, zamykając się w czterech kątach. Nie pozwalałam nikomu do siebie dotrzeć. Uważałam, że jedyna radość, na jaką mogę sobie pozwolić to odwiedziny grobu najbliższych. Swoją drogą jak bardzo musiałam czuć się samotna skoro tak szybko pozwoliłam na to by ktoś się do mnie zbliżył. Tak nie wiele potrzeba by poczuć się kochanym. – uśmiechnęła się szeroko do swoich myśli. Odmachała grupce dzieciaków, które jeszcze nie tak dawno temu co dzień jej dokuczały. Teraz była ich ulubioną „cioteczką”. Co sobotę zapraszała młodzież do domu i opowiadała historie z młodości. Nie zawsze były to opowiastki wesołe i przyjemne, większość z nich stanowiły jednak wspomnienia głodu, strachu i waleczności. Pewnie dlatego młody Piotrek, na którego wołali Łobuz tak chętnie do niej przychodził. Chociaż czuła w głębi serca, że to nie jedyny powód. Nie raz podpytywała go skąd ma tyle siniaków i dlaczego tak bardzo nie lubi wracać do domu tylko przesiaduje na osiedlu. Starała się jak najczęściej zapraszać go na obiad albo chociaż na ciepłą herbatę. Teraz też miała nadzieję, że spotka go w Sklepiku i uda się jej wcisnąć chłopakowi parę złotych za pomoc. Prosiła go by pomógł jej pozamiatać albo przenieść co cięższe rzeczy z kąta w kąt. Co prawda sama mogła to robić, ale wiedziała, że inaczej Piotrek nie przyjmie od niej pieniędzy.  Czasami gdy robił zakupy dodawała mu do siatki „ gratisy” w postaci batonika czy innej słodkości. Nie raz słyszała plotki na temat jego zachowania, że lubi się bić z chłopakami z innej szkoły i robi to dość regularnie. To niby dlatego ma tyle sińców i poobdzierane spodnie.  W tym wrażliwym inteligentnym chłopcu było za dużo wrażliwości by mógł robić te wszystkie rzeczy z przyjemności zadawania bólu. Musi dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat. Gdzie indziej jest na to lepsze miejsce jak nie w Sklepiku, choć brzydziła się plotkami ten jeden raz postanowiła schować dumę do kieszeni i podpytać starą Wieśkę. Nie bez przyczyny nazywana była Okiem i uchem osiedla. Dopiero pod wieczór udało się Anieli namierzyć wracającą z Kościoła kobietę.

- Wiesiu kochana, mogę ci zająć parę minut?

- A co to się stało, że jaśniepani postanowiła się do mnie odezwać? Czym sobie zasłużyłam na ten zaszczyt?

- Wieśka, przestań. To już 40 lat minęło odkąd Władziu wybrał mnie a nie ciebie na żonę.  A ty dalej nie możesz tego przeżyć? Skoro nie chcesz ze mną poplotkować i napić się mojej naleweczki malinowej, to nie. – odwróciła się ostentacyjnie, poprawiła kapelusz i powoli ruszyła w stronę domu. Dobrze znała Wieśkę i wiedziała, że ta długo prosić się nie da. Wizja darmowej nalewki i możliwość wykazania się swoją wiedzą sąsiedzką wygra z dawną urazą.

- Czekaj, że Anielka. Ja tylko tak się z tobą przekomarzam. Niech już będzie. Napijemy się na zgodę, dasz trochę tego eliksiru do domu i zapominamy o przeszłości. Co ty na to?

- Teraz to ja się muszę zastanowić czy taki układ mi pasuje. – po paru sekundach uśmiechnęła się, wzięła dawną koleżankę pod ramię i poszły do domu.

- Wieśka, powiedz mi, co ty wiesz o tym Piotrusiu, co na niego Łobuz wołają? Ten z takimi ładnymi dużymi czarnymi oczami.

- A co ja tam stara baba wiedzieć mogę? Jedyne co wiem to, to że Młody wieczne problemy z policją ma bo z domu ucieka. Jak wiesz sąsiadką z nim jestem to widzę co to się wyprawia. Matka niby taka szczęśliwa z tym swoim chłopem, ale płaczącą to ją nie raz widziałam. Udaję, że nie słyszę jak się na nią drze i wyzywa. Podobno jej nie bije, za to Piotrkowi się obrywa. Ten nie wiedząc jak sobie poradzić z przemocą w domu, wychodzi i robi dokładnie to samo innym. Ofiarami padają młodsi i niekiedy bezbronni.  Nie wtrącam się bo i po co, co najwyżej chłopakowi koc zanoszę jak do szopki ucieka spać. Żal mi jej i jego, ale co ja mogę?

- Ciężka ta sytuacja. Może jednak pasowałoby coś zrobić? Jakoś tej matce pomóc, szkoda dzieciaka. Serce mi się kraje jak o tym myślę. A jakby tak do psychologa Duśkę wysłać? Co ty o tym sądzisz? Niechby tak z kim pogadała to i na oczy może by przejrzała.

-Nielka, bój się Boga. Do psychologa? Toż to wstyd na całą wieś. Tam psychole tylko chodzą a nie normalni ludzie. Jak na oczy się później pokazać, zaraz od czubków będą wyzywać. My nie tacy postępowi jak ty, myśmy są ludzie starej daty a u takich ciężko niektóre stereotypy przełamać.

- jakżeś taka mądra to sama coś wymyśl. Ja nie mam zamiaru patrzeć jak się Piotruś złą drogę wybiera! Wieśka, on ma oczy jak mój Aaron. – Aniela rozpłakała się rzewnie, nalała po kolejnym kieliszku naleweczki i szlochając popadła w zadumę. Siedziały tak jeszcze parę dobrych chwil. Z odrętwienia wyrwał je dopiero dzwoniący telefon.

- HaAAALOOO, HAAAAALLLLO, nic nie słyszę haaaaalo , no masz i rozłączyła się. Jak ja nie lubię tej nowoczesności. Nie potrafię jeszcze tego ustrojstwa obsługiwać.

- Nielka, tyś to głupia jednak jest jak ja. Chociaż nie, głupsza, bo ja to przynajmniej wiem, że to sms był.

- Ooo faktycznie, widzisz, co ta technologia robi z nami starymi? To córka Dorotki napisała. „ Babciu, dziś nie przyjdę bo mam trening a po treningu muszę odrobić zadanie. Spotkamy się jutro. Śpij dobrze Panna J.”

- Widzę, że po latach samotności dorobiłaś się wnuczki.

- Żebyś wiedziała. jest mi z tym doskonale. Ja mam swoją panienkę a ona Babuszkę, za którą tak bardzo tęskni. A teraz Wieśka polewaj, bo wpadłam na genialny pomysł! Musimy go oblać.

- Dwa razy powtarzać nie musisz. Oczy to ci się tak zaświeciły jakby cie kto do prądu podpiął. Nooo, chluśniem bo uśniem! Mów co wymysliłaś.

- Moja Lusia chodzi na zajęcia samoobrony. A jakby tak Piotrka na nie wysłać? Nauczył by się chłopak bronić przed ojczymem, wyładował całą swoją złość i energię w kontrolowanych warunkach. Z tego co wnusia mówiła, to trener nie z takimi ancymonami sobie radzi. Zresztą dyscypliny i rygoru trochę mu nie zaszkodzi. Jak myślisz, dobry pomysł?

- Anielka wspaniały. Z tym, że skąd na to pieniędzy weźmie? Sama dobrze wiesz, że nie zgodzi się na to byśmy mu za lekcje zapłaciły, a w domu nikt mu nie da.

- Poproszę Dorotkę, by go zatrudniła na dni dostawy. Same nie dajemy sobie rady. To tylko parę godzin w tygodniu, akurat na lekcje zarobi.

- I ty myślisz, że on swoje pierwsze zarobione pieniądze wyda na jakieś treningi? Jak wlać komuś w mordę może za darmo. To trzeba inaczej załatwić sposobem. Jeszcze nie wiem jakim co prawda , a i wypita ilość malinóweczki też mi nie pomaga w myśleniu…

 

( pobawimy się? Jak przekonać Piotrka do treningów? Skąd wziąć na nie pieniądze?  A może masz jakiś inny pomysł na to jak skończyć opowiadanie? Czekam na propozycje :) )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>