a mogło być inaczej..

Niby głupia zabawa z tym, wymyśl ciąg dalszy do opowiadania.. a jednak, był to eksperyment społeczny. Znacie mnie. Każda moja historyjka ma jakiś ukryty sens. Chciałam byście pomogli mi zmienić bieg wydarzeń, by przemoc domowa nabrała innego charakteru, by osoby, które same borykają się z takim problemem wiedziały, że nie są same. Dając „lubię to”, biernie przyglądaliście się przemocy wobec chłopca. Obojętność w takich sprawach czasami kończy się tak..

 

 

Na drugi dzień Aniela poprosiła Dorotę, o to by ta pomogła jej zredagować apel o pomoc dla Piotrka. Zamieściły go w Internecie i czekały na odpowiedź. Mijały godziny, prócz paru znaków, że sąsiedzi przeczytali apel i są zorientowani w sytuacji chłopca, nie było czynnej reakcji. Starsza pani nie mogła się z tym pogodzić. Rozmowa z sąsiadami też nie wiele dała. Co z tego, że wiedzieli, iż w mieszkaniu Duśki dzieją się złe rzeczy, skoro nie reagowali? Nie dalej jak parę godzin temu odmówiła ojczymowi chłopca sprzedaży wódki, myśląc naiwnie, że nie będzie mu się chciało iść do drugiego sklepu. Miała dość na dziś. Poprosiła Dorotę o zastępstwo, drażnili ją ludzie, poza tym chciała zebrać myśli. Poszła do Władzia na cmentarz by wyżalić się i poszukać w nim otuchy.

- Kochany, poznałam chłopca, Piotrek mu na imię. To dobry chłopak, trochę buńczuczny i pogubiony. Pamiętasz, ty też taki byłeś. Nie raz opatrywałam ci rany. Żal mi go strasznie. Z tego co się dowiedziałam od jego sąsiadów, to ojczym znęca się psychicznie nad matką a fizycznie na nim. Wygania go z domu, po czym dzwoni na policję i przekonuje, że chłopak uciekł i zabrał pieniądze. Musisz wiedzieć, że Andrzej jest poważanym człowiekiem. Zawsze uśmiechnięty, zadbany. Lubi wypić to prawda, ale sam dobrze wiesz, że w naszym miasteczku to częste. Danka nie chce przyznać się przed ludźmi, że potrzebuje pomocy, ale do cholery jak nie o sobie to o synu by pomyślała! Boję się co z niego wyrośnie. Skąd ten dzieciak ma czerpać wzorce? Skoro mąż o żonę nie dba, poniża ją i wyzywa to skąd to dziecko na stare lata ma wiedzieć, że tak kobiet traktować nie można? Zastanawiałam się wczoraj z Wiesią jak mu pomóc i wpadłyśmy na pomysł żeby wysłać go na zajęcia z samoobrony, tylko nie wiemy jak się za to zabrać od strony finansowej. Nawet Dorotka pomogła mi zamieścić w komputerze apel o pomoc. Wiesz dobrze, że technologia to dla mnie czarna magia. Na jutro jestem umówiona z panią z opieki społecznej. Może ona wpadnie na jakiś pomysł. Już jedno dziecko w swoim życiu straciłam, nie chce by to samo stało się z drugim… – Aniela, postała jeszcze chwilę, pomodliła się i powolnym krokiem ruszyła do domu. Jedyne o czym teraz marzyła to ciepła kąpiel i sen. Tak też zrobiła. W nocy jednak nie mogła spać, co chwilę się przebudzała targana dziwnymi uczuciami. Około 7 rano wstała, zaparzyła mocną herbatę i włączyła radio

 

„ WIADOMOŚCI Z OSTATNIEJ CHWILI..W Portliszowie nad ranem, po awanturze w domu przy Alei Kwitnących Wiśni doszło do tragedii. Pijany Andrzej K. z zimną krwią zamordował swojego pasierba Piotra W. Matka chłopca w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Sąsiedzi twierdzą, że nic nie wiedzieli i nie słyszeli … „

Łobuz

- Jaki piękny dzień! – Zakrzyknęła Aniela idąc do pracy. Już dawno nie czuła się tak dobrze.

- I pomyśleć, że tyle lat żyłam w samotności, zamykając się w czterech kątach. Nie pozwalałam nikomu do siebie dotrzeć. Uważałam, że jedyna radość, na jaką mogę sobie pozwolić to odwiedziny grobu najbliższych. Swoją drogą jak bardzo musiałam czuć się samotna skoro tak szybko pozwoliłam na to by ktoś się do mnie zbliżył. Tak nie wiele potrzeba by poczuć się kochanym. – uśmiechnęła się szeroko do swoich myśli. Odmachała grupce dzieciaków, które jeszcze nie tak dawno temu co dzień jej dokuczały. Teraz była ich ulubioną „cioteczką”. Co sobotę zapraszała młodzież do domu i opowiadała historie z młodości. Nie zawsze były to opowiastki wesołe i przyjemne, większość z nich stanowiły jednak wspomnienia głodu, strachu i waleczności. Pewnie dlatego młody Piotrek, na którego wołali Łobuz tak chętnie do niej przychodził. Chociaż czuła w głębi serca, że to nie jedyny powód. Nie raz podpytywała go skąd ma tyle siniaków i dlaczego tak bardzo nie lubi wracać do domu tylko przesiaduje na osiedlu. Starała się jak najczęściej zapraszać go na obiad albo chociaż na ciepłą herbatę. Teraz też miała nadzieję, że spotka go w Sklepiku i uda się jej wcisnąć chłopakowi parę złotych za pomoc. Prosiła go by pomógł jej pozamiatać albo przenieść co cięższe rzeczy z kąta w kąt. Co prawda sama mogła to robić, ale wiedziała, że inaczej Piotrek nie przyjmie od niej pieniędzy.  Czasami gdy robił zakupy dodawała mu do siatki „ gratisy” w postaci batonika czy innej słodkości. Nie raz słyszała plotki na temat jego zachowania, że lubi się bić z chłopakami z innej szkoły i robi to dość regularnie. To niby dlatego ma tyle sińców i poobdzierane spodnie.  W tym wrażliwym inteligentnym chłopcu było za dużo wrażliwości by mógł robić te wszystkie rzeczy z przyjemności zadawania bólu. Musi dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat. Gdzie indziej jest na to lepsze miejsce jak nie w Sklepiku, choć brzydziła się plotkami ten jeden raz postanowiła schować dumę do kieszeni i podpytać starą Wieśkę. Nie bez przyczyny nazywana była Okiem i uchem osiedla. Dopiero pod wieczór udało się Anieli namierzyć wracającą z Kościoła kobietę.

- Wiesiu kochana, mogę ci zająć parę minut?

- A co to się stało, że jaśniepani postanowiła się do mnie odezwać? Czym sobie zasłużyłam na ten zaszczyt?

- Wieśka, przestań. To już 40 lat minęło odkąd Władziu wybrał mnie a nie ciebie na żonę.  A ty dalej nie możesz tego przeżyć? Skoro nie chcesz ze mną poplotkować i napić się mojej naleweczki malinowej, to nie. – odwróciła się ostentacyjnie, poprawiła kapelusz i powoli ruszyła w stronę domu. Dobrze znała Wieśkę i wiedziała, że ta długo prosić się nie da. Wizja darmowej nalewki i możliwość wykazania się swoją wiedzą sąsiedzką wygra z dawną urazą.

- Czekaj, że Anielka. Ja tylko tak się z tobą przekomarzam. Niech już będzie. Napijemy się na zgodę, dasz trochę tego eliksiru do domu i zapominamy o przeszłości. Co ty na to?

- Teraz to ja się muszę zastanowić czy taki układ mi pasuje. – po paru sekundach uśmiechnęła się, wzięła dawną koleżankę pod ramię i poszły do domu.

- Wieśka, powiedz mi, co ty wiesz o tym Piotrusiu, co na niego Łobuz wołają? Ten z takimi ładnymi dużymi czarnymi oczami.

- A co ja tam stara baba wiedzieć mogę? Jedyne co wiem to, to że Młody wieczne problemy z policją ma bo z domu ucieka. Jak wiesz sąsiadką z nim jestem to widzę co to się wyprawia. Matka niby taka szczęśliwa z tym swoim chłopem, ale płaczącą to ją nie raz widziałam. Udaję, że nie słyszę jak się na nią drze i wyzywa. Podobno jej nie bije, za to Piotrkowi się obrywa. Ten nie wiedząc jak sobie poradzić z przemocą w domu, wychodzi i robi dokładnie to samo innym. Ofiarami padają młodsi i niekiedy bezbronni.  Nie wtrącam się bo i po co, co najwyżej chłopakowi koc zanoszę jak do szopki ucieka spać. Żal mi jej i jego, ale co ja mogę?

- Ciężka ta sytuacja. Może jednak pasowałoby coś zrobić? Jakoś tej matce pomóc, szkoda dzieciaka. Serce mi się kraje jak o tym myślę. A jakby tak do psychologa Duśkę wysłać? Co ty o tym sądzisz? Niechby tak z kim pogadała to i na oczy może by przejrzała.

-Nielka, bój się Boga. Do psychologa? Toż to wstyd na całą wieś. Tam psychole tylko chodzą a nie normalni ludzie. Jak na oczy się później pokazać, zaraz od czubków będą wyzywać. My nie tacy postępowi jak ty, myśmy są ludzie starej daty a u takich ciężko niektóre stereotypy przełamać.

- jakżeś taka mądra to sama coś wymyśl. Ja nie mam zamiaru patrzeć jak się Piotruś złą drogę wybiera! Wieśka, on ma oczy jak mój Aaron. – Aniela rozpłakała się rzewnie, nalała po kolejnym kieliszku naleweczki i szlochając popadła w zadumę. Siedziały tak jeszcze parę dobrych chwil. Z odrętwienia wyrwał je dopiero dzwoniący telefon.

- HaAAALOOO, HAAAAALLLLO, nic nie słyszę haaaaalo , no masz i rozłączyła się. Jak ja nie lubię tej nowoczesności. Nie potrafię jeszcze tego ustrojstwa obsługiwać.

- Nielka, tyś to głupia jednak jest jak ja. Chociaż nie, głupsza, bo ja to przynajmniej wiem, że to sms był.

- Ooo faktycznie, widzisz, co ta technologia robi z nami starymi? To córka Dorotki napisała. „ Babciu, dziś nie przyjdę bo mam trening a po treningu muszę odrobić zadanie. Spotkamy się jutro. Śpij dobrze Panna J.”

- Widzę, że po latach samotności dorobiłaś się wnuczki.

- Żebyś wiedziała. jest mi z tym doskonale. Ja mam swoją panienkę a ona Babuszkę, za którą tak bardzo tęskni. A teraz Wieśka polewaj, bo wpadłam na genialny pomysł! Musimy go oblać.

- Dwa razy powtarzać nie musisz. Oczy to ci się tak zaświeciły jakby cie kto do prądu podpiął. Nooo, chluśniem bo uśniem! Mów co wymysliłaś.

- Moja Lusia chodzi na zajęcia samoobrony. A jakby tak Piotrka na nie wysłać? Nauczył by się chłopak bronić przed ojczymem, wyładował całą swoją złość i energię w kontrolowanych warunkach. Z tego co wnusia mówiła, to trener nie z takimi ancymonami sobie radzi. Zresztą dyscypliny i rygoru trochę mu nie zaszkodzi. Jak myślisz, dobry pomysł?

- Anielka wspaniały. Z tym, że skąd na to pieniędzy weźmie? Sama dobrze wiesz, że nie zgodzi się na to byśmy mu za lekcje zapłaciły, a w domu nikt mu nie da.

- Poproszę Dorotkę, by go zatrudniła na dni dostawy. Same nie dajemy sobie rady. To tylko parę godzin w tygodniu, akurat na lekcje zarobi.

- I ty myślisz, że on swoje pierwsze zarobione pieniądze wyda na jakieś treningi? Jak wlać komuś w mordę może za darmo. To trzeba inaczej załatwić sposobem. Jeszcze nie wiem jakim co prawda , a i wypita ilość malinóweczki też mi nie pomaga w myśleniu…

 

( pobawimy się? Jak przekonać Piotrka do treningów? Skąd wziąć na nie pieniądze?  A może masz jakiś inny pomysł na to jak skończyć opowiadanie? Czekam na propozycje :) )

świąteczne zamieszanie

- Padam z nóg. Ledwo żyję! – Żaliła się Malinowska do właścicielki osiedlowego Sklepiku.

- Co się dzieje, pani Heniu? – zapytała Aniela, która pomagała nowej przyjaciółce w prowadzeniu biznesu.

- Ah, pani Anielko kochana. Niech się pani cieszy, że nie musi pani już tego wszystkiego ogarniać. Od tygodnia nie robię nic innego tylko sprzątam, myje okna, wymyślam menu na nadchodzące święta. Dwa dni przed świętami zaczynam gonić po sklepach i stoję w kilometrowych kolejkach. Przecież w niedzielę sklepy zamknięte. Następne dwa dni to gotowanie. Co tam gotowanie, ja jeszcze w międzyczasie muszę być ochroniarzem! Gdybym tylko choć na chwilę odwróciła wzrok to by się Stary do kiełbasy dorwał. A musi pani wiedzieć, że ja wszystko sama przygotowywuję. A jaaaak. Boczuś, wędlinki, biała, 3 babki, dwa mazurki, sernik, ze 4 rodzaje sałatek a do tego chlebuś. Zakwas na żurek dwa tygodnie wcześniej wstawiam. Mój mąż to z 8 żołądków ma. I ja to sama, samiuteńka przygotować muszę. A nie daj panie jak teściowa z wizytacją przedświąteczną zajedzie. Wtedy to dopiero cuda się dzieją. Nie mam pojęcia jak ta kobieta to robi. Już od progu nim buty ściągnie, zaciąga powietrze w nozdrza i wykrzykuje:

- Oho, boczek nie ma odpowiedniej ilości majeranku ,w Mazurku babie i serniku wyczuwam zakalca. A kto to widział żeby żurek na takiej kiełbasie gotować? Mój Tadzinek, synuś kochaniutki, malusieńki nie zje byle czego. – jeszcze coś tam gada, ale ja już jej nie słucham. Każdy kto Tadka zna wie, że do małych to on nie należy, a poza tym on zje wszystko byleby było tego dużo i pod wódkę pasowało. To jeszcze nie wszystko. Naoglądała się teściówka tych durnych programów w telewizji i test białej rękawiczki przeprowadza. Oczywiście muszę przy tym wysłuchać kolejnej porcji bzdur i wyrazów zachwytu dla Magdalenki spod 8. Gdyby mnie Tadziu nie poznał to była by teraz Mamusią pani Doktór a nie zwykłej księgowej. Cała sytuacja trwa z godzinę. Wypije kawę, poględzi pomarudzi, naje się tych „paskudnych” rzeczy poczym pójdzie narzekać jaką to ma okropną synową. Eeeeeeh, a  tak w ogóle to niech sobie pani wyobrazi Anielo kochana, że nigdzie nie mogę znaleźć porządnego koszyczka do święcenia. W tamtym roku rączka odpadła od mojego i muszę poszukać nowego. Małego przecie nie kupie. Musi się dużo zmieścić, żeby się sąsiadom pokazać. Znów pokaz mody będzie i koszyczkowych dóbr. Wiadomo, że każdy, każdemu do środka zagląda! Trzecią pożyczkę już wzięłam żeby na nic mi nie zabrakło. Co prawda w tym roku sami święta spędzamy, ale nigdy nie wiadomo czy kto niezapowiedziany nie przylezie.

- To teściowej nie będzie? – zapytała Dorota, kasując kolejny koszyk zakupów.

- Naszczęście nie. W tym roku postanowili z teściem polecieć w ciepłe kraje, by nie musieć się niczym przejmować. Niby zmęczona jest po tylu latach życia. Niech leci, będzie spokój.

Córka Doroty stała nieopodal i przysłuchiwała się rozmowie, składając jakieś ulotki. W pewnym momencie nie wytrzymała i podeszła do Heni.

- To w takim razie kto to wszystko zje? Tyle pani kupuje i gotuje, a jak coś zostanie to co pani z tym zrobi?

- Jak to co? Połowę zamrożę a resztę wyrzucę.

- To może dołączy pani do naszej świątecznej zbiórki? To pomysł babci Anieli. W świąteczny poniedziałek zaraz po mszy ustawimy stoły na naszym osiedlu. Każdy kto może niech przyniesie coś do jedzenia. Nikt wtedy nie będzie głodny a i samotne osoby będą mogły zasiąść z kimś do stołu. Niech w ten świąteczny czas nikt nie będzie sam. Poza tym o to chodzi w tych świętach. By się dzielić nie tylko dobrą nowiną, że Pan Jezus Zmartwychwstał ale też iść w ślady pana Jezusa i podzielić się jedzeniem. Bo czasami przez tą gonitwę świąteczną zapominamy, o co w tym wszystkim chodzi. Możemy na panią liczyć?

- Jasne! Będę na pewno! Wesołych Świąt i do zobaczenia w poniedziałek.

 

Kochani życzę Wam i sobie tego, byśmy mieli choć chwilę czasu na zadumę, refleksję i radość. Świętujmy zatem! Smacznego jajka, mokrego dyngusa i Miłości!

 

Kasia.

politycznie niepoprawna

- Czegoś tu nie rozumiem. – powiedziała Aniela do Doroty patrząc w telewizor. – Dożyliśmy czasów, w których superbohaterką nazywamy kobietę, która chwali się tym, że usunęła ciążę, jednocześnie walcząc o to by nie kupowano żywych karpi, bo trzeba je zabić. Lepiej kupić mrożoną rybę. Tylko, że ten płat, który teraz leży zamrożony i poćwiartowany na tacce też był kiedyś szczęśliwą rybką. Mam rozumieć, że życie zwierząt jest teraz ważniejsze, bo jest już wykształconą formą życia? Nie zrozum mnie źle, są sytuacje w życiu, że nie da się udźwignąć pewnych tematów. Nie wiem czy dałabym radę wychowywać dziecko, które zostało poczęte przez gwałt. Albo czy umiałabym wybrać kogo życie ważniejsze. Moje czy tego bardzo chorego dziecka, które noszę pod sercem. Mnie już takie problemy nie dotyczą. Chciałabym byś ty miała wybór. Ale na litość Boską nie wtedy gdy nie chce ci się przemeblowywać mieszkania, bo nowy członek rodziny to za dużo. Rodzina to podstawa! Spójrz na mnie. Jestem już stara i samotna bez brata czy siostry. Ehhh. A to co się wyprawia z podobizną Jezusa? Przed chwilą widziałam jak jakiś człowiek odebrał nagrodę. Pan Jezus przybity do penisa? Czy ten świat oszalał? Dorotko wytłumacz mi co się dzieje!? Właśnie sobie przypomniałam, dlaczego od tylu lat nie mam telewizora i odkąd nie ma Włodzia, staram się unikać ludzi.

- Pani Anielo kochana, proszę nie myśleć, że wszyscy się z tym utożsamiają. Ja też nie mogę się z tym pogodzić. Boję się tego w jakim świecie przyjdzie żyć naszym dzieciom skoro nie ma już świętości. Rozumiem, że nie każdy musi wierzyć w Boga, ale czy trzeba akurat w taki sposób pokazywać swoje zdanie? Niech pani zauważy, że tylko z naszym stwórcą tak sobie pogrywają. Innych wiar się boją? Teraz lepiej nie mówić głośno w co się wierzy i jakie ideały nam przyświecają. Ostatnio zostałam wyzwana od Pisiorów zakutych łbów. To, że mam inne poglądy to nie znaczy, że trzeba odrazu obrażać. Z każdej partii można coś wynieść dobrego. Najlepiej jakby połączyć to w jeden złoty środek. A tak to nie jest łatwo wyrazić swoje zdanie publicznie, bo zaraz zaczyna się robić nieprzyjemnie. Dialog międzyludzki upada. Teraz lepiej jest kogoś zakrzyczeć, zmanipulować, czy po prostu wyzwać od tumanów za swój osobisty pogląd. Jest mnóstwo spraw, z którymi się nie zgadzam, staram się przy tym nie narzucać swojej woli tylko dążę do dyskusji. Szkoda, że czasami brak mi na to sił. Może i ja wyrzucę telewizor na śmietnik albo zostanę Prezydentową?

- Kochana w twoim przypadku pozbycie się telewiozra nic nie zmieni, bo nadal rozmawiasz z ludźmi. Ja się odcięłam całkowicie. Myślałam, że powrót do „cywilizacji” będzie prostszy. Niestety nie jest. Jedynie nadzieja w dzieciach. Starajmy się by wyrośli na mądrych ludzi. Będę się zbierała do Władzia na cmentarz. Wiesz co, lepiej nie będę mu wspominała czego się dziś dowiedziałam. Poproszę jedynie o to by wraz z Aaronkiem mieli was w opiece. Ciekawe czy ich jeszcze kiedyś zobaczę? Wierzysz w życie pozagrobowe, dziecko?

- Wierzę i to bardzo, zwłaszcza wtedy, gdy mam migrenę. Ale to już opowieść na inną okazję, teraz zabieram się za obiad, bo Julianna zaraz wróci ze szkoły. Proszę pozdrowić swoich chłopaków.

kwiatowa wróżka

- Wiedźma, czarownica, baba jagaa!- krzyczały dzieciaki za idącą kobietą, ubraną na czarno. Co rano powtarzała się ta sama historia. Niby już się przyzwyczaiła do tego jak witają ją te małe skrzaty, ale gdzieś w głębi serca czuła smutek. Tylko jedna dziewczynka z całej tej hałastry nigdy nie powiedziała na nią złego słowa. Nie pamięta już jak ma na imię. Wie tylko, że to córka właścicielki Sklepiku. Panna jakaśtam.

- Zmykajcie stąd! Do szkoły nicponie i żebym was tu więcej nie widziała! – zakrzyknęła Dorota. – przepraszam za nich Pani Anielo i jak co roku zapraszamy na święta. Będzie nam bardzo miło jak pani do nas dołączy.

Kobieta tylko popatrzyła w stronę swojej wybawczyni i jak codzień bez słowa odeszła w stronę cmentarza.

- Mamusieńku, dlaczego te dzieciaki tak ją traktują? To nie jest miłe. Myślisz, że jest jej przykro i dlatego jest taka naburmuszona i zła?

- Kiedyś pani Aniela nie była taka. Miała męża i wiodła szczęśliwe życie. Niestety z 9 lat temu Pan Włodziu umarł. Nie ma dnia by Aniela nie poszła na jego grób, siedzi tam parę godzin po czym wraca do domu. Jej przyjaciółki z dawnych lat rozjechały się po świecie. Z tego co wiem została całkiem sama, dlatego też co roku zapraszamy ją na święta. Szkoda, że nigdy nie przyjęła zaproszenia.

- A dzieci nie ma? – Zapytała panienka.

- Tego nikt nie wie. Starsi mieszkańcy pamiętający ją z młodych lat twierdzą, że jakieś dziecko było, ale niewiadomo co się z nim stało. Powiem ci córko, że kiedyś krążyły niesamowite plotki na ten temat. Jakoś nikt nigdy nie zapytał, wprost co się z nim stało. Wydaje mi się, że nie mały fakt odgrywa w tej historii to, że ten chłopiec widziany był u nich w czasie wojny. Zresztą to były inne czasy i nie tak łatwo dokopać się do źródła tej historii.

- Tak, pamiętam jak mi opowiadałaś o ukrywających się Żydach w naszej okolicy. Myślisz mamutku, że to był właśnie Żydowski chłopiec? Bo jak tak, to tym bardziej tej kobiecie należy się szacunek za uratowanie życia!

- Kochanie, jedyne co wiem to to, że zaraz spóźnisz się do szkoły. Uciekaj już. Dokończymy rozmowę później, zresztą i tak już powinnam otworzyć Sklepik. Obiecuję ci, że postaram się dowiedzieć czegoś więcej.

Dorota przez cały dzień podpytywała sąsiadów o Anielę, niestety niczego nowego się nie dowiedziała, a że wersje tego samego zdarzenia bardzo się od siebie różniły to nie chciała powielać plotek. W czasie, gdy matka z córką starały się dowiedzieć prawdy, Aniela znów samotnie spędziła popołudnie. Dość już miała tej przygnębiającej rutyny. Jak to dobrze, że wiosna zaczęła się w tym roku wcześniej. Mogła zostawać dłużej u swojego męża i przynosić mu jego ukochane żonkile na grób. To on zaszczepił w niej pasję ogrodniczą. Cieszyła się z każdego nowego kwiatka, który nieśmiało przebijał się ponad ziemię. To z nimi rozmawiała każdego dnia. Nie miała zaufania do ludzi, denerwowało ją ich plotkarstwo i gonitwa za dobrami doczesnymi. Nie znosiła, gdy ktoś zaczepiał ją na ulicy. Przybrała maskę starej zrzędliwej baby, tylko po to by zostawili ją w spokoju. Tylko ta Dorota nie chciała się odczepić. Trudno, może kiedyś się jej znudzi to ciągłe zapraszanie jej na święta. I co niby miałaby z nimi robić? Z Bogiem miała niewyjaśnione sprawy, czuła do niego przeogromny żal za zabranie Włodeczka. Tak się nie robi kochającemu małżeństwu! Najpierw powołał do siebie Aarona. Jej kruszynkę, tak bardzo kochała tego chłopca…

Zasiadła w swoim ulubionym bujanym fotelu, przymknęła oczy i przeniosła się w czasie.

To było jeszcze przed tym jak na Kazimierzu powstało getto. Lubili z Włodziem chodzić na spacery nad Wisłę od strony Starowiślnej. Ona z bukietem tulipanów, w czerwonej sukience w maki, on w marynarce i znoszonych spodniach. Co parę kroków zatrzymywali się by spojrzeć sobie w oczy, nie mogli uwierzyć w szczęście, jakie ich spotkało. Odnaleźć swoją drugą połówkę w świecie ogarniętym wojną i chaosem, nie każdemu się to zdarza! Starali się nie patrzeć na słupy informacyjne oblepione nowymi zaostrzeniami w stosunku do Żydów. Niedługo po tym, gdy dotarli pod Wawel zauważyli młodą dziewczynę stojącą tuż przy brzegu Wisły. Wyglądała jakby chciała wrzucić do niej pakunek, który trzymała w ręce. Może nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że po jej policzkach spływały ogromne łzy a zawiniątko, które tak mocno trzymała nie zaczęło płakać. Aniela ile sił w nogach podbiegła do dziewczyny i całej siły przytuliła ją. Instynktownie czuła, że w tym momencie młoda matka tego potrzebuje.

–Dziecko, co ty chcesz zrobić? Spójrz na mnie! – Krzyczała, starając się jak najdelikatniej odebrać dziewczynie zawiniątko.

- Proszę, niech go pani zabierze. Błagam! Czekałam tu na panią. Ja nie dam rady żyć ze świadomością, że w każdej chwili mogą mnie zabrać jak to zrobili wczoraj z moją rodziną.- Dziewczyna miała szaleństwo w oczach. Widać, że trawiła ją wysoka gorączka – Za dużo już widziałam w swoim życiu, nie chce by Aaron cierpiał. Ja sobie poradzę, mam cyjanek! Ja już nie chcę żyć! Nie mam na to sił, nawet dla niego. Niech się nim pani zaopiekuje jak swoim, proszę. Na medalioniku, który ma owinięty w koło nóżki jest moje imię i nazwisko a pod koszulką na piersi zostawiłam mu zdjęcie naszej rodziny. Niech o mnie pamięta, ja pamiętać już nie mogę. Chcę do mamy! Maaamo, mamo już do ciebie idę! – ucałowała chłopca i pobiegła przed siebie wzywając nieżyjącą rodzicielkę. Aniela nie zastanawiała się ani minuty. Przytuliła chłopca, całując jego zmarznięte policzki.

- Włodziu, masz syna. – nic więcej nie udało się jej powiedzieć, bo wystrzał z karabinu przeszył powietrze. To Matka chłopca została zastrzelona przez żołnierza SS.

Tak jak dziewczyna prosiła obdarzyli chłopca prawdziwą miłością. Wścibskim sąsiadom nie pokazywali się długi czas na oczy. Później tylko wspomnieli o bratanku, który został u nich na jakiś czas. Za każdym razem wymyślając inną historię. Niestety mały był wątłego zdrowia i coraz ciężej było im zdobywać potrzebne lekarstwa. Tuż przed zakończeniem wojny chłopiec zmarł, pozostawiając przyszywanych rodziców w nieopisanym żalu. Małżeństwo jeszcze bardziej się ze sobą zżyło. Rozpacz po stracie ukochanego syna, była nie do zniesienia, ale na szczęście mieli siebie. Po wojnie udało im się odnaleźć ocalałą rodzinę biologicznej matki Aarona. Przez jakiś czas utrzymywali z nimi kontakt. Niestety po paru latach postanowili wrócić do Izraela.

Nagły dzwonek do drzwi wyrwał Anielę z letargu. Może to na skutek wspomnień i nagłej tęsknoty.. choć nigdy tego nie robiła postanowiła zobaczyć, kto stoi po drugiej stronie drzwi.. Jakież było jej zdziwienie, gdy zobaczyła tę małą od Doroty. Stała z bukietem żonkilków, książką i jakimś obrazkiem.

- Dzień dobry, nie chciałam przeszkadzać. Pomyślałam po prostu, że przyda się pani jakieś towarzystwo. A pozatym mam ochotę na herbatę. Czy mogłaby mi pani zaparzyć? Mamy niestety nie ma w domu, a mi nie wolno samej nalewać gorącej wody do kubka. To jak?

Aniela nie mogła wyjść z szoku, nie wiedziała, co ją bardziej zaskoczyło, tupet tej małej czy to, że ktoś ją odwiedził.

- Wiesz młoda damo, że nie ładnie jest się tak wpraszać? – przybrała jedną ze swoich groźnych min i wściekle popatrzyła na intruza.

- W sumie to wiem, ale nie wolno też odmówić spragnionemu wody. Mama mnie uczy, że wodą i jedzeniem trzeba się podzielić nawet z największym wrogiem. Mówi też, że dobra herbata i książka jest najlepsza na wszystkie smutki świata. A pani zawsze ma takie smutne oczy. Ale ze mnie gapa, te kwiatki są dla pani. Przyniosłam też laurkę i opowiadania mojej mamy. Z chęcią pani poczytam.

- Jak ja dawno nie dostałam żadnego prezentu, no cóż skoro tak to zapraszam. Usiądź proszę w ogrodzie i poczekaj na mnie. – Skołowana starsza pani poprowadziła dziecko do ogrodu, uśmiechając się na na widok reakcji dziecka.

- OOO ludzie jak tu jest magicznie! Wiedziałam, że osoba o takich pięknych oczach musi być kimś wyjątkowym! Pani, jest kwiatową wróżką! – w tym momencie z oczu Anieli popłynęły łzy szczęścia.. Kwiatowa wróżka, właśnie tak mówił na nią Włodziu.

pudełko

- Córko, pamiętasz swój sen o Krainie Niespełnionych Marzeń? – zapytała mama zaparzając wieczorną herbatę.

- Oczywiście, że pamiętam. Od tamtej pory staram się nie skazywać żadnego mojego marzenia na smutny los szarego pudełka a i muszę ci powiedzieć mamusiu, że parę z nich nawet otworzyłam. A dlaczego o to pytasz? Czy coś się stało?

- Nie kochanie, nic się nie stało. Po prostu są takie dni, że czuję, iż życie ucieka mi między palcami. Z jednej strony chciałabym gdzieś pojechać, zrobić coś a może stworzyć dzieło. Zmienić całkowicie bieg zdarzeń. Odważyć się na wielki krok w życiu, a jak narazie nie mogę nawet zdecydować się na kolor włosów. Fioletowa farba cierpliwie czeka aż zdecyduję czy to ten kolor.

- To dlaczego nic z tych rzeczy nie zrobisz?

- Ach, nie tak łatwo to wyjaśnić. Chyba boję się porażki. Już tyle razy próbowałam coś zmienić. Żeby spełnić marzenie o wspięcie się na Kilimandżaro muszę być na to fizycznie gotowa. Ciągle znajduję wymówki i brak mi sił i chęci. Jeśli chodzi o książkę to staram się pisać. Czasami napiszę opowiadanie i je opublikuję, ale nie widząc zainteresowania to czuję, jakby ktoś podcinał mi skrzydła. Pamiętasz jak tłumaczyłam ci, że od przyznania się do winy gorsze jest tylko kłamstwo? Tak samo jest w tym przypadku od krytyki gorsza jest tylko obojętność. Z konstruktywnej krytyki można się tylko cieszyć, bo wiesz, że ktoś to czyta. Nie dla każdego stworzone jest pisanie, ale skąd mam o tym wiedzieć skoro nikt mi o tym nie mówi? Może powinna zastanowić mnie liczba polubień i komentarzy, ale z drugiej strony znam ludzi, którzy nie czują potrzeby zostawiania jakiegokolwiek znaku a później spotkani na ulicy gratulują talentu.

- Mamusiu, a powiedz mi szczerze, kogo zdanie najbardziej cię interesuje? Moje czy nieznajomych? Czasami mam wrażenie, że nie przejmujesz się moimi opiniami. Wiem, że jestem twoim dzieckiem, ale chcę też byś wiedziała, że zawsze będę z tobą szczera i obiektywna. Sama mi powtarzasz, żebym nie patrzyła na innych tylko robiła to co lubię. A ja kocham rysować, tańczyć i słuchać twoich opowiadań.