Pomieszanie z Poplątaniem

- Pomieszanie! Pomieszanie, no wołam cię przecież, nie udawaj, że nie słyszysz. Duża kasa jest do zarobienia – Zawołało Poplątanie uśmiechając się od ucha do ucha.

- Co znów wymyśliłeś? Już ja znam tę minę. Po niej można się spodziewać samych kłopotów.

- Już od razu kłopoty, doprawdy trochę więcej wiary w ludzi. Umówiliśmy się zresztą, że puszczamy w niepamięć wszystkie złe chwile. Każdy wie, że Pomieszanie z Poplątaniem to najlepszy duet świata.

- Powiedz to mojej żonie. Do tej pory nie może nam wybaczyć jak namieszaliśmy w życiorysie Zbyszka. Niech ci będzie, mów pókim dobry, co tam znów wymyśliłeś.

- Słuchaj! Gadałem z gościem, który pracuje w Marzeniach, on natomiast słyszał od jakiegoś swojego ziomka co to jest bratem tej Rudej z kadr, a ona podsłuchała od..

- Do rzeczy bracie! – zawołało zirytowane Pomieszanie.

- No patrzcie go państwo, najpierw kłopoty wietrzył a teraz dokończyć nawet nie da – urażonym głosem odpowiedziało Poplątanie – Na czym to ja skończyłem? A no tak, do roboty szukają na nocną zmianę w departamencie Snu. Świetnie płacą a do tego same bonusy. W okresie zimowym można liczyć na ciepłe mleko i ciasteczka. Niby dla jakiegoś Mikołaja zostawiają, ale chyba nikt się nie obrazi jak się poczęstujemy. Kasiorkę też można znaleźć pod poduszką u dzieciarni, ale trzeba być ostrożnym. Jakaś Wróżka Zębuszka grasuje i wszystko dla siebie zabiera. Wiadomo, że kto pierwszy ten lepszy.

- Wszystko pięknie, ładnie, ale to chyba robota dla jednego?

-  Ojj każdy wie, że jesteśmy jednością! A poza tym jak już dostanę tę robotę to postraszę kogo trzeba Związkiem Zawodowym. Torba z pyłem Sennym swoje waży a przecie sam tego taszczyć nie będę. Robota ciężka nie jest. Dostajesz rewir i w nocy, gdy wszyscy śpią zakradasz się do sypialni, sypiesz Pyłem i tyle. Najgorzej jest jak pomylisz kolor tego proszku, bo dla każdego inny kolor. Różowy jest dla małych dziewczynek, niebieski chłopcy, czerwony kobiety, burgund faceci, czarny przestępcy, biały ktoś tam, jeszcze zielony był i pomarańczowy z tego co pamiętam… zresztą nie ważne! Nauczymy się jak dostaniemy tę robotę. Teraz nie ma sobie co głowy zawracać.

- To kiedy idziesz na rozmowę kwalifikacyjną?

- Przyjacielu mój drogi, wyobraź sobie, że już byłem. Teraz czekam tylko na potwierdzenie, kiedy możemy zacząć.

 

3 dni później…

 

Wiadomość głosowa dla numeru 899292929

„ UUUuuuUUU mamy to! Pomieszanie, dostałem robotę! Pogadałem z kim trzeba i od jutra możemy zaczynać. Jestem taki podekscytowany! Nasza miejscówka to Bellingham zaczynamy po zmroku. „

 

Nazajutrz przed świtem Poplątanie z Pomieszaniem byli gotowi do pracy. W firmie stawili się jako pierwsi. Wypili kawę, zabrali wór i pojechali do Portliszowa. Na Bellingham zaparkowali o koło 4 nad ranem. Co prawda zdziwili się, że niektórzy już wstają do pracy, ale widocznie tak ma być. Wiadomo to ich pierwszy dzień, więc muszą dopiero przyswoić nawyki mieszkańców. Zakradli się do pierwszej sypialni. Rozrzucili pyłek nad śpiącą dziewczynką i czmychnęli do pokoju rodziców. Wędrowali tak od domu do domu. Opróżnili torbę akurat w momencie gdy Słońce wzeszło.

- Kurczę, cały czas mam wrażenie, że zrobiliśmy coś nie tak jak tzreba.. – powiedziało Poplątanie rozpakowując kanapkę.

- A wiesz, że i mi przez myśl to samo przeszło? Chociaż wydaje mi się, że to przez stres związany z pierwszym dniem pracy. Zresztą co tu można zrobić źle? Pakuj się druhu do auta. Jedziemy na bazę. Pora na odpoczynek.

I pojechali nasi bohaterowie. Jakież było ich zdziwienie, gdy na miejscu zastali wielkie poruszenie.

- Włodziu, jak tylko te dwa gamonie wrócą niech NATYCHMIAST przyjdą do mnie.

- Tak jest panie władzo – zasalutował pan Włodek, który strzegł bram Departamenu – Już idą Szefie. Bez odbioru.

– Teee, koledzy Boss was wzywa.

- Ha! Pewnie już od razu po pierwszym dniu chce nam dać podwyżkę, albo odznaczyć jakimś orderem. Pewnie nikt tak dobrze jeszcze się nie spisał w pierwszym dniu. My to jednak jesteśmy najlepsi brachu!  – Puk, puk, dzień dobry Panie Prezesie Kochany, podobno wzywał nas pan do siebie.

- OO proszę, są i oni! Największe ofermy w dziejach! Czy wy wiecie, co tu się wyprawia do jasnej ciasnej? Czy wy sobie zdajecie sprawę na jakie straty naraziliście nasz dział? Mówiłem sobie „ Franek, to nie jest dobry pomysł żeby ich zatrudnić”, ale moje dobre serce się uparło. Daj im szanse myślę sobie, przecież tu nie ma co spartolić! Aaaaaaleeee nieeeeeeee, oni nawet to zepsuli.

Spokojnie, tylko spokojnie. Łuuuusaaaaa… Całe osiedle przez was zaspało do pracy, bo za późno zesłaliście na mieszkańców Sen. To jeszcze nic! Najgorsze jest to, że pomyliliście kolory Pyłu. Oburzeni rodzice dzwonią od godziny. Najmłodsze dzieci miały koszmary, Księża w Kościele leżą krzyżem na posadzce, bo Szatan do nich w Snach przemawiał. Przestępcy biegają po całej wsi głosząc Dobrą Nowinę. Część chłopców zapragnęła być baletnicami, a jeszcze inni chcą mieć tęczowego jednorożca zamiast roweru. Dziewczynki chcą być jak Lewandowski z mięśniami Pudziana. Nic tu się nie zgadza! Jak ja to wszystko wytłumaczę? No jak?! Oj sroga kara was czeka, ale tym się już zajmie twoja żona Poplątanie. Już tu jedzie. Powiem wam tylko tyle, że nie chciałbym być w waszej skórze.

- Jeee- gooo żżooo -nnaa o wszystkim wie? – zajęknęło się Pomieszanie – To na mnie już czas, będę leciał. Trzymaj się stary przyjacielu, wiedz, że bardo cię lubiłem i jestem … – nie zdążył dokończyć, bo na korytarzu już rozległ się krzyk małżonki Poplątania – POMIESZANIE Z POPLĄTANIEEEEEEEEM! JAK JA WAS DORWĘ W SWOJE RĘCE!…

 

 

 

 

 

 

gdy śmierć puka do twych drzwi

Czasami ocieramy się o śmierć nawet o tym nie wiedząc. Budzimy się ze snu, który miał być tym ostatnim, przechodzimy w niedozwolonym miejscu sami prosząc o nieszczęście. A co jeśli, któregoś dnia nas zabraknie? Kto nakarmi kota, psa na spacer wyprowadzi?  Jak pożegnać się ze światem, z ukochanymi? Czy całą miłość da się zamknąć w jednym słowie? W spojrzeniu? Maryla zastanawiała się nad tym ocierając kolejną łzę z policzka. Dziś rano dowiedziała się, że ma raka. Ostatnie stadium, nieuleczalny. Sama myśl przyprawiała ją o kolejny atak mdłości. Musi porozmawiać z mamą, mężem, przygotować na to wszystko córeczkę. Postanowiła, że od dziś nie idzie do pracy. Zarezerwowała hotel i wykupiła bilety na pięciodniowy pobyt w Islandii. Przed śmiercią chce zobaczyć zorzę polarną. Łatwiej jej będzie pogodzić się z odejściem, gdy spełni, choć jedno z marzeń.

- Jakie to wszystko jest bez sensu. Człowiek całe życie podąża za szczęściem, pieniędzmi i próbuje ciągle coś zmienić. Nigdy nie jest wystarczająco zadowolony z siebie, z tego co posiada. Gdy przychodzi jego kres uświadamia sobie, że to jednak nie było jego celem. Tak wiele mógł osiągnąć, zobaczyć. Całkowicie inaczej pokierowałabym swoim losem, gdybym wiedziała wcześniej ile czasu jest mi dane. To takie cholernie niesprawiedliwe. – Marylka żaliła się swojemu odbiciu w lustrze. – Dlaczego wcześniej nie mieliśmy czasu na to by patrzeć w gwiazdy, chociażby tu na miejscu. Czy dopiero zaglądająca w oczy ostateczność zmusza nas do tego by korzystać z życia? Tak wiele książek nie zdołałam jeszcze przeczytać, 8 filmów czeka w kolejce na oglądnięcie. Na co była mi kolejna dieta i odmawianie sobie tych pyszności? Czy rzeczywiście bez tego kawałka czekolady byłam szczęśliwsza? JA CHCĘ ŻYĆ! BOŻE, SŁYSZYSZ? Proszę.. usłysz. Zrobię co zechcesz, tylko podaruj mi jeszcze parę lat. Zacznę od nowa cieszyć się życiem. Moja córka ma dopiero 10 lat. Wkracza w dorosłość, teraz najbardziej będzie mnie potrzebowała. Nie mogę tak po prostu odejść. Nie i koniec. Nie zgadzam się i już! Jak pomyślę, że kiedyś powie do innej kobiety mamo..  – monolog przerwał jej dźwięk telefonu.

- Halo! – wykrzyczała w słuchawkę

-Halo, dzień dobry czy dodzwoniłam się do pani Maryli Kąkol?

- Tak to ja, ale jeśli dzowni pani w sprawie jakiś durnych promocji to mam je w dupie! Już mi nie potrzebny żaden odkurzacz, ja umieram kobieto słyszysz? UMIERAM! Z każdą kolejną sekundą odchodzę a ty zabierasz mi ten cenny czas.

- Ja właśnie w tej sprawie. Jestem nową sekretarką pana doktora Malickiego. Zaszła pomyłka. Źle zaadresowałam kopertę i dostała pani nie swoje wyniki badań. Pani wcale nie umiera, wręcz przeciwnie, jest pani w ciąży. Tak bardzo przepraszam.. halo, halo? Nic nie słyszę, czy pani nadal tam jest?

żona kibica

Życie żony kibica jest bardzo ciężkie. Nie dość, że musi cały swój czas podporządkować pod mecze ligowe ekstraklasy, to jeszcze niedzielnych wieczorów nie może spędzić przed telewizorem, bo z głośników na cały dom rozbrzmiewa głos ekspertów z Canal + . AAleeee to jeszcze nie jest najgorsze. Niech ten pan mąż ma kolegów, którzy są za innymi klubami. Wtedy grafik wyjazdów meczowych się rozwija. No na ten przykład jak Wisła Kraków gra z Górnikiem u siebie to wiadomo, że mecz oglądany jest u nas, jak z Legią to cała ferajna wyrusza 3 domy dalej do Warszawiaków i tak to się kręci. Jak taki wieczór wygląda? Trzech samców spotyka się przed TV. Bez alkoholu obejść się nie może, więc na taczkach przywożony jest arsenał. My, jako żony dbamy by na stole oprócz procentów znalazło się też coś do jedzenia, by mecz nie zakończył się przed czasem. Wszakże kibice to ważny zawodnik, wspierający drużynę. Oczywiście rozgrywki w domu zaczynamy już dwa piwa wcześniej, rozgrzewka jest bardzo ważna. Kolejne 4 piwa na połowę, a że jest ich dwie to 8 na mecz. Jak zawody się już skończą to naszym lubym włącza się pan Sławek wraz z Tomkiem Hajto i analiza trwa jeszcze przez godzinę a to kolejny chmielowy płyn. Natomiast my biedne kobiety, opuszczone w ten dzień przez naszych mężczyzn musimy coś ze sobą zrobić. Także, gdy poziom adrenaliny i testosteronu wzrasta, gdy przekleństwa słychać już na całym Bellingham, ubieramy grzecznie buciki, pakujemy torebkę i wybywamy z domu. Przeważnie spotykamy się u Eweliny na raczenie się „zdrowotnymi” naleweczkami, rozprawiamy na tematy ważne geograficznie, rozwiązujemy zadania matematyczne, filozoficzne dysputy też są prowadzone.. Wiadomo, że nie jesteśmy jak te dzikusy trzy! Jako Damy nie przeklinamy, nie upijamy się i nie tańczymy dopóki pierwszy z kibiców nie opuści stadionu by wrócić do domu. O nie, nie To nie my! … a to, że naleweczki od czasu do czasu zmieszane z piwem, vódką i Martini zaszkodą, tak że parkiet myli nam się z sufitem, a z matematycznych zadań wynik zawsze jest ten sam, czyli „jedna moja piosenka, dwie disco polo” , „ jedna moja i trzy dico” to daje nam w sumie wynik iście filozoficzny „a teraz idziemy na jednego, a teraz idziemy vódkę pić” bo z geograficznego punktu widzenia jasno wynika, że  „ tak się bawi, tak się bawi Beeeelinghaaaam”. Jak już wspominałam życie żony kibica jest ciężkie.. na drugi dzień po meczu. Nie dość, że kac morderca zagląda nam w oczy to jeszcze musimy pomóc wam ogarniać ten syf, który zostawiliście na stadionie przed telewizorem dzień wcześniej. To co kiedy znów gramy?

Córka cieni.

Tyle początków tej recenzji, chce wydostać się spod moich palców i wylądować, jako pierwsze na czystej kartce papieru. Tyle słów się ciśnie na usta gdy chcę opowiedzieć o tej serii.. tyle..aaah.

Zacznę jednak od cytatu, który kończy drugi tom książki „.. Nosi na twarzy ciszę. Czas krzyku zostawiła na kartach historii, z którą przyszło się jej zmierzyć.” A uwierzcie mi tego krzyku jest dużo, łez, głodu, chłodu i miłości. Zapachu ziół, Bieszczad i białostockich wsi też dużo. A najwięcej jest jej, Juliany, którą poznajemy już w pierwszej części. W dwóch następnych odkrywa przed nami tajemnice swojego życia. Jeśli tylko masz czas to koniecznie sięgnij po serię „Córka cieni” Ewy Cielesz. Ostrzegam jednakże, że poczujesz ogromną pustkę po zamknięciu trzeciego tomu. Już teraz przygotuj się na to, że niestety nadejdzie ten moment, w którym ostatnie zdanie zakończy kropka. Znienawidzisz ją bardzo za to, że brutalnie wyrywa cię ze świata Juliany. Przez ostanie parę dni nie mogłam się na niczym skupić, myślałam tylko o tym, kiedy wysupłam, choć trochę czasu by móc usiąść i zatopić się w wspomnieniach głównej bohaterki. Przerwy w pracy trwały za krótko, wieczory zbyt szybko przemieniały się w późną noc tak jak i moja ciocia, która żyje w tej samej wiosce, do której nasza bohaterka jeździła do liceum. Ostatnio wybraliśmy się do lasu z psem i niespodziewanie zastał nas zmierzch, przez moment poczułam się jak Juliana, która ciekała w zimie, po ciemku przez bieszczadzką puszczę. Teraz to ona mnie zostawia kończąc swą opowieść.. Nie mogłam jej zostawić samej, tułającej się po brudnych powojennych ulicach. Chciałam dać jej schronienie, miłość, kawałek chleba, gdy tego potrzebowała. Związałam się z nią bardzo, tym bardziej, że na swoją córkę wołam panna Julianna, że moja bratnia dusza też zajmuje się ziołami i potrafi przyrządzić lecznicze napary. Przybliżyła mnie do niej też opowieść o ciepłych rękach, którymi potrafi leczyć

z punktu widzenia Wielkiego Zigiego

Ciąg dalszy, z perspektywy Wielkiego Zigiego.

Nigdy nie wierzyłem w miłość. Uważałem, że to strata czasu i pieniędzy. Denerwowały mnie zakochane pary, które oblegały ławki i zajmowały najlepsze miejsca przy restauracyjnych stolikach. Matka zawsze mi powtarzała, że miłość jest tylko dla słabeuszy i nieudaczników. Nikt, kto kocha nie ma siły na to by zostać kimś w życiu, bo koncentruje się na drugiej osobie zamiast na sobie. Jak zawsze Mamusia miała rację. Do póki po raz pierwszy nie zobaczyłem Zośki mój świat był poukładany. Wszystko zmierzało do tego bym zapisał się na kartach historii, jako najgroźniejszy i największy przestępca krakowski. Ta czupryna rudych włosów i spojrzenie zielonych oczu kompletnie namieszały mi w głowie. Po tylu latach sam już nie wiem czy bardziej ją kocham czy nienawidzę. Zostało mi mało czasu, obawiam się, że już nigdy się tego nie dowiem, chociaż z drugiej strony skoro jedyne, czego pragnę to wybaczenie to chyba jednak miłość wygrała.

Pamiętam dokładnie nasze pierwsze spotkanie, musiałem odebrać dług od jej ojca, bo cwaniaczek zwlekał ze spłatą już ponad miesiąc. Nie znoszę, gdy ktoś próbuje mnie oszukać. Już wtedy wiedziałem, że z tą małą będę miał tylko problemy. I tak się stało, gdyby nie miłość do niej nie umierałbym teraz w tym nędznym mieszkanku i nie spisywał tego wszystkiego prosząc Boga o litość. Mam tylko nadzieję, że jeszcze nie jest za późno, za późno na rozgrzeszenie, ale i na szczęście tej jedynej.

 

Droga Zosiu,

Jestem twoim dłużnikiem, to ty pokazałaś mi czym jest prawdziwe życie. Wiem, że nigdy mnie nie pokochałaś, choć tyle dla ciebie zrobiłem. Nie, prawda jest taka, że to nie ty powinnaś być mi wdzięczna a ja tobie.

Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? W domu twojej matki? To wtedy po raz pierwszy poczułem, czym jest prawdziwa miłość. Nieprzespane noce, twój wizerunek pod powiekami. Za każdym razem, gdy na ciebie spoglądam czuję szczęście, radość i dumę. Mam najpiękniejszą żonę na świecie. Wiem, że nigdy mnie nie pokochałaś, pewnie nawet mnie nie lubisz. Wszystko to, co do ciebie czuję nigdy nie było odwzajemnione. Zdaję sobie z tego sprawę i to mnie najbardziej boli, ale tak to już jest jak zmuszasz kogoś do miłości. Na łożu mej śmierci proszę o rozgrzeszenie. Nie byłem dobrym mężem. Nie powinienem cię zmuszać do tego byś ze mną była, ale bez ciebie umarłbym już dawno temu. Za każdym razem, gdy cię dotykam widzę obrzydzenie na twej ślicznej twarzy. Tak, kochana dla mnie nadal jesteś śliczna. Dla siebie oszpeciłem cię dla innych…

Pamiętam ten dzień jak dziś. Już 3 razy odrzuciłaś moje zaloty. Nie mogłem znieść jak patrzysz na tego swojego Krzyśka, jak obdarzasz go pocałunkami na klatce schodowej schowana przed wzrokiem wścibskich sąsiadów. Nie zauważyliście mnie jak szedłem od twojej matki. Przynosiłem ci najlepsze wędliny, jakie tylko można było wtedy mieć. Jak myślisz skąd to wszystko wtedy miałaś? Do cholery, tyle rzeczy dla ciebie robiłem a ty jedynie obrzucałaś mnie obelgami.  Gdy jego ręka powoli zsuwała się coraz niżej, a ty jęknęłaś, mój mózg zalała fala podniecenia i nienawiści. Ileż ja bym dał bym to ja mógł cie tak dotykać. Byś za sprawą mojego dotyku tak jęczała i wiła się jak kotka. Nie myśląc długo chwyciłem za nóż i …

 

Chcesz poznać ciąg dalszy? Proszę zostaw znak, że czytasz i moja praca nie idzie na marne. Dziękuję za to, że poświęcasz mi czas.

Rozdział pierwszy

 

- Zakochałam się! Mamo, słyszysz? ZAKOCHAŁAM SIĘ! Cóż za cudowne uczucie. Chce mi się śpiewać, tańczyć, krzyczeć. Nawet w odgłosie spadających bomb słyszę jego imię – Zosia wbiegła do kuchni z uśmiechem na ustach. Zakręciła się wokół matki , przytuliła jej zgarbioną sylwetkę po czym na powrót zaczęła kręcić piruety.  Dopiero po chwili zauważyła, że coś jest nie w porządku. O tej porze zawsze był obiad, nawet gdy zmarła babcia Pola, matka nie pozwoliła na to by domownicy byli głodni. Dziś nie dość, że nie było obiadu na stole to jeszcze brakowało tatka, który powinien siedzieć na swoim miejscu i jak zwykle utyskiwać na spóźnialstwo swojej jedynej córki. Zosia podeszła do Janinny, która była jakby nieobecna. Jej zazwyczaj wesołe oczy zasnuła mgła, miała wrażenie, że matka obecna jest tu tylko ciałem. Czyżby ojciec znów zaczął grać i przepił całą wypłatę? Przecież po ostatniej awanturze obiecał, że to już nigdy się nie powtórzy. Tak zaklinał i prosił mamę o wybaczenie. Co prawda od jakiegoś czasu zachowywał się inaczej, był rozkojarzony, szczęśliwy ale zdystansowany. A co jeżeli ojciec kogoś ma? Nie, to niemożliwe to musi być coś innego. Widząc minę Janiny bała się zapytać, o co chodzi. Uklękła przed nią i ujęła w swoje dłonie jej zmęczoną twarz.

- Mamuniu, spójrz na mnie, proszę. Czy coś się stało? Porozmawiajmy. To przeze mnie, prawda? Ja nie chciałam się spóźnić, naprawdę. To wszystko przez tą miłość. Bo wiesz, Krzysztof jest taki cudowny, te jego ciemne oczy i włosy koloru.. – Ojciec odszedł do innej kobiety – Janina przerwała córce i dopiero, gdy powiedziała to głośno łzy popłynęły po jej policzkach.

- Ale jak to? Mamo, co ty opowiadasz? To nie prawda! Po tylu latach? Przecież jesteście małżeństwem doskonałym.

- Byliśmy, córciu, byliśmy. Już od jakiegoś czasu miałam złe sny, w których mój szanowny małżonek prowadzał się z jakąś kobietą. A wiesz doskonale, że jeszcze nigdy sny mnie nie zawiodły.

- Nadal nie mogę w to uwierzyć. Nie, ja nie chcę w to wierzyć! – Zosia osunęła się na podłogę. Siedziały tak przez dłuższy czas, każda zajęta swoimi myślami. Z zamyślenia wyrwał je hałas, który rozległ się na klatce schodowej a po chwili ktoś z impetem otworzył drzwi.

- Gdzie jest Stefan? Gdzie ten złodziej? I co myślicie, że tak łatwo jest mnie oszukać? Wychodź tchórzu, słyszysz? Wyłaź do cholery. – Mężczyzna wtargnął do mieszkania i taranował wszystko, co stanęło na jego drodze. Na nic się zdały krzyki i tłumaczenia kobiet, że są same w domu. – Niechże się pan uspokoi! Tatka nie ma w domu, zabrał swoje rzeczy i wyprowadził się do innej. Niech mi pan wierzy, że sama chciałabym poznać adres, by dowiedzieć się w co nas znowu wpakował a teraz proszę opuścić moje mieszkanie. – Zosia aż trzęsła się ze złości i bezsilności, próbując jednocześnie zasłonić matkę.

- I co niby mam w to uwierzyć? – mężczyzna zwrócił się do Janiny. – Oo nie kochanieńka nie jestem takim głupcem. Nie igra się z wielkim Zigim. Już raz dałem się nabrać, drugi raz to nie przejdzie. Albo dajesz kasę albo zabieram ze sobą dziewczynę,  ona na pewno zaraz zarobi na długi ojczulka. – Intruz roześmiał się rubasznie, podkręcając wąsa. Zosię przeszył strach, gdy Zygmunt z całej siły odepchnął matkę i przybliżył swoją twarz do niej. Nie dość, że śmierdział papierosami i nieprzetrawioną wódką to jego ubranie skropione było tanimi perfumami. Mieszanka zapachów, jaką wydzielał przyprawiała dziewczynę o mdłości jednak nie odsunęła się ani o pół kroku. Hardo patrzyła w jego oczy stając przy tym na palcach być jego wzrostu.   – Oddam wszytsko co mam, ale córkę niech pan zostawi w spokoju, w sypialni w radioodbiorniku mam pieniądze, Zosieńka zaraz je przyniesie. Leć córuchna – Matka popchnęła dziewczynę nadal starając się odwrócić od niej uwagę. – błagam niech nas pan zostawi, nie mamy wiele, ale spłacę wszystko co do grosza, niech tylko nie robi nam pan krzywdy. – w tym momencie mężczyzna uderzył Janinę z całej siły w twarz tak mocno, że krew puściła się jej z nosa. Naszczęście uderzenie nie zwaliło jej z nóg. Nie pisnęła przy tym ani słowa, by nie denerwować córki, która nadal nie wróciła. Znała jej zapalczywą naturę i bała się, że zaraz przybiegnie na ratunek. Drażniła go ulegliwość kobiet, za każdym razem skomlały i błagały o litość spłacając długi mężów. Jego matka nigdy taka nie była, podziwiał ją za to i nie mógł zrozumieć, że inne kobiety takie nie są. Lubił jak ktoś mu się przeciwstawiał jak ta mała. Choć nie lubił rudowłosych, piegowatych małolat to ta miała coś w sobie. Tak łatwo jej nie odpuści. Nim dziewczyna zdążyła wrócić, miał już w głowie cały plan.

dzień leniucha śmierdziucha

Są takie dni, gdy wstajesz i wiesz, że dziś zawojujesz świat. Jeszcze nie wiesz dokładnie jak to zrobisz i czy ci się to uda, ale wiesz. Są też niestety takie dni, gdy otwarcie oczu kosztuje cię mnóstwo wysiłku. Pierwszy rzut oka na swoje odbicie w lustrze i zastanawiasz się, kto to do cholery jest? Może i jestem dziwna, ale nie lubię żadnego z tych stanów. No, ale jak to?! Już w swojej głowie słyszę podszept zdrowego rozsądku. Przecież obudzić się z dobrym nastrojem i chęcią pokonania przeszkód to najbardziej budujące, co może ci się przytrafić tego dnia. Może i tak, aaaaaale, po pierwsze

- MUSISZ, koniecznie MUSISZ coś wtedy zrobić. Nie ważne czy to będzie zbawienie świata za pomocą harpuna i walki z wiatrakami czy spełnianie swoich marzeń. Co za tym idzie, wieczorem zrobisz rachunek sumienia i bilans i tak będzie na zero. Świat, jaki był rano jest i teraz, nic za cholerę się nie zmieniło a przynajmniej nie za twoją sprawą. Marzeń i tak nie udało ci się spełnić, bo na zostanie aktorką jest już za późno a i głos masz bardzo nie publiczny. No najwyżej mogłabym bajki dzieciom czytać. Szkoda tylko, że dykcja też niemedialna. Niestety ja wstałam dziś z nastawieniem „oby do jutra”. Z kocem i kubeczkiem herbaty nie rozstaję się na dłużej niż to konieczne. Włączyłam tryb oszczędzania baterii. Nie wiem czy wy też tak macie, ale ja nie potrafię totalnie nic nie robić. Jak tylko zaświta mi myśl o tym by dzień spędzić w łóżku na słodkim nic nie robieniu, to wyrzuty umienia zaczynają drzeć ryja. Coś na zasadzie „ taaaa, pewnie leżeć Se będzie, a kurze kto pościera? Podłoga taka brudna! Weź poczytaj chociaż, albo nie, nie czytaj tylko za haftowanie się weź, 3 robótki rozgrzebane. Peeeeewnie haftować będzie, a rozdział książki od tygodni nie dopisany. Opowiadania o Anieli też się kurzą.” Cholera ciągle coś.. Oho, Znów zdrowy rozsądek do głosu chce dojść, pozwólmy mu, niech się chłopak wypowie (swoją drogą schizofreniczne to jest, zaczynam się zastanawiać nad swoim zdrowiem psychicznym) „ zostaw to wszystko w cholerę i odpoczywaj, należy ci się. Ciężko pracowałaś przez ostatnie dni, więc parę godzin lenistwa ci nie zaszkodzi. – Te rozsądek, nie mądrz się tak. Później będzie znów narzekała, że tyle rzeczy nie zrobionych. Terminy gonią. Pamiętasz jak w tamtym tygodniu rozpisała sobie zajęcia? Przypomnę ci jak to leciało.

– rano – sprzątanie – przed południem dokończyć pisać rozdział- popołudniu –obiad- po obiedzie nauka z Julianną w polskiej szkole – po Julkowym treningu kolacja – wieczór- czas dla siebie.

- Wyrzuty, ale tak się nie da żyć przecież. A gdzie czas na spontaniczność, na zrobienie czegoś nieprzewidywalnego? No dobra w przypadku naszej Jęczybuły Kuternogi Katarzyny nie są to pojęcia zbyt często używane… no ale jakby chciała no nie wiem .. kurcze nawet ciężko mi coś wymyślić. Dobra skończmy, więc temat.

Jako, że nawet Rozsądek przy mnie dziś wymięka, idę se poczytać. Dziś Olga Rudnicka „ Życie na wynos”.

suplementy diety

- Dorotko kochana, jakiż dziwny sen dziś miałam. – Powiedziała Aniela podnosząc kartkę, która wypadła jednej z klientek Sklepiku. -Śniło mi się, że usłyszałam w radio, iż Piotruś nie żyje. Cały czas jestem roztrzęsiona.  Nie mogę znaleźć sobie miejsca, mam wrażenie, że straciłam kogoś bliskiego. Doprawdy sentymentalna się zrobiłam na starość. To wszystko było takie dziwnie realistyczne. Czułam się jak osoba, która stoi obok i jedyne, co potrafi zrobić to nagrywać zajście zamiast pomóc. Swoja drogą strasznie przeraża mnie dzisiejsza znieczulica. Teraz ważniejsze jest udokumentowanie wypadku aniżeli doraźna pomoc. Albo nagrywanie starszych pijanych osób tylko po to by się z nich pośmiać. A ogrom tych ludzi pije właśnie, dlatego, że nie jest im do śmiechu. Nie rozumiem świata. Nie raz nachodzą mnie myśli, że jednak nie pasuję do teraźniejszości i to już nie chodzi o to, że się starzeję i nie nadążam za nowinkami. Technologie jestem jeszcze jakoś w stanie ujarzmić, ale ludzkiej głupoty, zaślepienia dobrami doczesnymi i braku empatii ogarnąć już nie dam rady.

- Widzę, kochana, że nie masz dziś najlepszego dnia. Niestety to się nazywa choroba cywilizacyjna i nie ma na nią lekarstwa.

- co się tyczy lekarstwa to spójrz co znalazłam. Same suplementy diety i słodycze. Kogo to może być? Aniela rozejrzała się po sklepiku w poszukiwaniu właścicielki zguby– pani Krysiu czy to przypadkiem nie pani lista zakupów? –oooh, rzeczywiście musiałam ją upuścić jak szukałam siatki w torebce. Dziękuję bardzo, pamięć już nie ta, a tu mam same najpotrzebniejsze rzeczy. Pokończyły mi się magiczne tabletki. Bo wie pani, ostatnio tak reklamują te tabletki na wątrobę, cholesterol, oczy a przede wszystkim na odchudzanie, że postanowiłam sama je wypróbować. Na samo pozbycie się sadełka biorę 3 różne medykamenty, ale jakoś efektów jeszcze nie widzę. Zastanawiam się czy to nie zwykłe nabijanie ludzi w butelkę?

- rozumiem, że trzyma pani przy tym dietę, uprawia gimnastykę i pije dużo wody?

- Dorotko, kochana no ja nie po to tyle pieniędzy na te mikstury wydaję żeby jeszcze do tego dokładać swojej pracy! Bez przesady. Po co komu ćwiczenia jak ja w domu mam tyle do zrobienia, że czasu brak na cokolwiek. A zresztą seriale same się nie oglądną. Już młoda nie jestem, kości bolą, czekolada woła z szafki. Chociaż muszę się pochwalić, że ostatnio na diecie byłam. Fakt, faktem tylko dwa dni. No może jeden, w każdym bądź razie cały dzień nie jadłam. Nadprogramowo, w sensie, nie podjadałam. Mówię wam kobiety jak nic schudłam ze 3 kg , niestety wieczorem to mnie taki głód dopadł, że „ Na Wspólnej” nie słyszałam tak mi w brzuchu burczało. Nie poddałam się podstępnemu głodowi oo nie! Trzymałam się postanowienia. Do 12 w nocy siedziałam jak na szpilkach i tylko czas odliczałam, jak w Sylwestra, normalnie!

- A po cóż to, jeśli można wiedzieć? – podpytywała Dorota

- Co za pytanie?! No jak to, po co. O 12 zaczyna się już nowy dzień, więc śniadanie się człowiekowi należy jak psu buda. Jak tylko wciągnęłam 4 kanapki, wypiłam herbatkę, do tego ugotowałam jajko, bo wiadomo dietetyczne, to ze spokojnym sumieniem położyłam się spać. Na drugi dzień z bólem żołądka i wątroby się obudziłam. Pewnie to jajko jakieś niedobre było. Usłyszałam w reklamie o tych tabletkach i uznałam, że nie ma się co katować.

- Za moich czasów, to na dolegliwości wątrobowe piło się Zioła. Niech no ja sobie tylko przypomnę co tam było..owoc dzikiej róży,liść mięty pieprzowej,ziele bylicy pospolitej,ziele ostrozenia liść brzozy i korzeń arcydzieła to wymieszać zaparzyc i pić*albo ostorsept. Na odchudzanie ocet jabłkowy. Ale co ja się znam.

- Brawo, jestem z ciebie dumna, pamięć na stare lata jednak ci nie szwankuje. – -Miećka? Co ty tu robisz? Jak to? Dlaczego? Skąd do licha? – potok słów wypłynął z ust Anieli po tym jak zobaczyła swoją przyjaciółkę z dawnych lat. – Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę. Cholera znowu ryczę! – kobiety rzuciły się sobie w ramiona raz się śmiejąc a raz płacząc ze szczęścia. – Idź już Anielo do domu- powiedziała Dorota widząc jak wiele radości sprawiło starszej pani odnalezienie jej bratniej duszy.- A panią , pani Krysiu zapraszam w do nas w przyszłym tygodniu na herbatę. Miecia jest znaną zielarką i na pewno doradzi pani jak wspomóc organizm ziołami a nie koniecznie sztucznymi środkami.

 

 

wg.dr.Ożarowskiego/ dziękuję Beacie za podzielenie się jej tajemną ziołową wiedzą

a mogło być inaczej..

Niby głupia zabawa z tym, wymyśl ciąg dalszy do opowiadania.. a jednak, był to eksperyment społeczny. Znacie mnie. Każda moja historyjka ma jakiś ukryty sens. Chciałam byście pomogli mi zmienić bieg wydarzeń, by przemoc domowa nabrała innego charakteru, by osoby, które same borykają się z takim problemem wiedziały, że nie są same. Dając „lubię to”, biernie przyglądaliście się przemocy wobec chłopca. Obojętność w takich sprawach czasami kończy się tak..

 

 

Na drugi dzień Aniela poprosiła Dorotę, o to by ta pomogła jej zredagować apel o pomoc dla Piotrka. Zamieściły go w Internecie i czekały na odpowiedź. Mijały godziny, prócz paru znaków, że sąsiedzi przeczytali apel i są zorientowani w sytuacji chłopca, nie było czynnej reakcji. Starsza pani nie mogła się z tym pogodzić. Rozmowa z sąsiadami też nie wiele dała. Co z tego, że wiedzieli, iż w mieszkaniu Duśki dzieją się złe rzeczy, skoro nie reagowali? Nie dalej jak parę godzin temu odmówiła ojczymowi chłopca sprzedaży wódki, myśląc naiwnie, że nie będzie mu się chciało iść do drugiego sklepu. Miała dość na dziś. Poprosiła Dorotę o zastępstwo, drażnili ją ludzie, poza tym chciała zebrać myśli. Poszła do Władzia na cmentarz by wyżalić się i poszukać w nim otuchy.

- Kochany, poznałam chłopca, Piotrek mu na imię. To dobry chłopak, trochę buńczuczny i pogubiony. Pamiętasz, ty też taki byłeś. Nie raz opatrywałam ci rany. Żal mi go strasznie. Z tego co się dowiedziałam od jego sąsiadów, to ojczym znęca się psychicznie nad matką a fizycznie na nim. Wygania go z domu, po czym dzwoni na policję i przekonuje, że chłopak uciekł i zabrał pieniądze. Musisz wiedzieć, że Andrzej jest poważanym człowiekiem. Zawsze uśmiechnięty, zadbany. Lubi wypić to prawda, ale sam dobrze wiesz, że w naszym miasteczku to częste. Danka nie chce przyznać się przed ludźmi, że potrzebuje pomocy, ale do cholery jak nie o sobie to o synu by pomyślała! Boję się co z niego wyrośnie. Skąd ten dzieciak ma czerpać wzorce? Skoro mąż o żonę nie dba, poniża ją i wyzywa to skąd to dziecko na stare lata ma wiedzieć, że tak kobiet traktować nie można? Zastanawiałam się wczoraj z Wiesią jak mu pomóc i wpadłyśmy na pomysł żeby wysłać go na zajęcia z samoobrony, tylko nie wiemy jak się za to zabrać od strony finansowej. Nawet Dorotka pomogła mi zamieścić w komputerze apel o pomoc. Wiesz dobrze, że technologia to dla mnie czarna magia. Na jutro jestem umówiona z panią z opieki społecznej. Może ona wpadnie na jakiś pomysł. Już jedno dziecko w swoim życiu straciłam, nie chce by to samo stało się z drugim… – Aniela, postała jeszcze chwilę, pomodliła się i powolnym krokiem ruszyła do domu. Jedyne o czym teraz marzyła to ciepła kąpiel i sen. Tak też zrobiła. W nocy jednak nie mogła spać, co chwilę się przebudzała targana dziwnymi uczuciami. Około 7 rano wstała, zaparzyła mocną herbatę i włączyła radio

 

„ WIADOMOŚCI Z OSTATNIEJ CHWILI..W Portliszowie nad ranem, po awanturze w domu przy Alei Kwitnących Wiśni doszło do tragedii. Pijany Andrzej K. z zimną krwią zamordował swojego pasierba Piotra W. Matka chłopca w ciężkim stanie trafiła do szpitala. Sąsiedzi twierdzą, że nic nie wiedzieli i nie słyszeli … „

Łobuz

- Jaki piękny dzień! – Zakrzyknęła Aniela idąc do pracy. Już dawno nie czuła się tak dobrze.

- I pomyśleć, że tyle lat żyłam w samotności, zamykając się w czterech kątach. Nie pozwalałam nikomu do siebie dotrzeć. Uważałam, że jedyna radość, na jaką mogę sobie pozwolić to odwiedziny grobu najbliższych. Swoją drogą jak bardzo musiałam czuć się samotna skoro tak szybko pozwoliłam na to by ktoś się do mnie zbliżył. Tak nie wiele potrzeba by poczuć się kochanym. – uśmiechnęła się szeroko do swoich myśli. Odmachała grupce dzieciaków, które jeszcze nie tak dawno temu co dzień jej dokuczały. Teraz była ich ulubioną „cioteczką”. Co sobotę zapraszała młodzież do domu i opowiadała historie z młodości. Nie zawsze były to opowiastki wesołe i przyjemne, większość z nich stanowiły jednak wspomnienia głodu, strachu i waleczności. Pewnie dlatego młody Piotrek, na którego wołali Łobuz tak chętnie do niej przychodził. Chociaż czuła w głębi serca, że to nie jedyny powód. Nie raz podpytywała go skąd ma tyle siniaków i dlaczego tak bardzo nie lubi wracać do domu tylko przesiaduje na osiedlu. Starała się jak najczęściej zapraszać go na obiad albo chociaż na ciepłą herbatę. Teraz też miała nadzieję, że spotka go w Sklepiku i uda się jej wcisnąć chłopakowi parę złotych za pomoc. Prosiła go by pomógł jej pozamiatać albo przenieść co cięższe rzeczy z kąta w kąt. Co prawda sama mogła to robić, ale wiedziała, że inaczej Piotrek nie przyjmie od niej pieniędzy.  Czasami gdy robił zakupy dodawała mu do siatki „ gratisy” w postaci batonika czy innej słodkości. Nie raz słyszała plotki na temat jego zachowania, że lubi się bić z chłopakami z innej szkoły i robi to dość regularnie. To niby dlatego ma tyle sińców i poobdzierane spodnie.  W tym wrażliwym inteligentnym chłopcu było za dużo wrażliwości by mógł robić te wszystkie rzeczy z przyjemności zadawania bólu. Musi dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat. Gdzie indziej jest na to lepsze miejsce jak nie w Sklepiku, choć brzydziła się plotkami ten jeden raz postanowiła schować dumę do kieszeni i podpytać starą Wieśkę. Nie bez przyczyny nazywana była Okiem i uchem osiedla. Dopiero pod wieczór udało się Anieli namierzyć wracającą z Kościoła kobietę.

- Wiesiu kochana, mogę ci zająć parę minut?

- A co to się stało, że jaśniepani postanowiła się do mnie odezwać? Czym sobie zasłużyłam na ten zaszczyt?

- Wieśka, przestań. To już 40 lat minęło odkąd Władziu wybrał mnie a nie ciebie na żonę.  A ty dalej nie możesz tego przeżyć? Skoro nie chcesz ze mną poplotkować i napić się mojej naleweczki malinowej, to nie. – odwróciła się ostentacyjnie, poprawiła kapelusz i powoli ruszyła w stronę domu. Dobrze znała Wieśkę i wiedziała, że ta długo prosić się nie da. Wizja darmowej nalewki i możliwość wykazania się swoją wiedzą sąsiedzką wygra z dawną urazą.

- Czekaj, że Anielka. Ja tylko tak się z tobą przekomarzam. Niech już będzie. Napijemy się na zgodę, dasz trochę tego eliksiru do domu i zapominamy o przeszłości. Co ty na to?

- Teraz to ja się muszę zastanowić czy taki układ mi pasuje. – po paru sekundach uśmiechnęła się, wzięła dawną koleżankę pod ramię i poszły do domu.

- Wieśka, powiedz mi, co ty wiesz o tym Piotrusiu, co na niego Łobuz wołają? Ten z takimi ładnymi dużymi czarnymi oczami.

- A co ja tam stara baba wiedzieć mogę? Jedyne co wiem to, to że Młody wieczne problemy z policją ma bo z domu ucieka. Jak wiesz sąsiadką z nim jestem to widzę co to się wyprawia. Matka niby taka szczęśliwa z tym swoim chłopem, ale płaczącą to ją nie raz widziałam. Udaję, że nie słyszę jak się na nią drze i wyzywa. Podobno jej nie bije, za to Piotrkowi się obrywa. Ten nie wiedząc jak sobie poradzić z przemocą w domu, wychodzi i robi dokładnie to samo innym. Ofiarami padają młodsi i niekiedy bezbronni.  Nie wtrącam się bo i po co, co najwyżej chłopakowi koc zanoszę jak do szopki ucieka spać. Żal mi jej i jego, ale co ja mogę?

- Ciężka ta sytuacja. Może jednak pasowałoby coś zrobić? Jakoś tej matce pomóc, szkoda dzieciaka. Serce mi się kraje jak o tym myślę. A jakby tak do psychologa Duśkę wysłać? Co ty o tym sądzisz? Niechby tak z kim pogadała to i na oczy może by przejrzała.

-Nielka, bój się Boga. Do psychologa? Toż to wstyd na całą wieś. Tam psychole tylko chodzą a nie normalni ludzie. Jak na oczy się później pokazać, zaraz od czubków będą wyzywać. My nie tacy postępowi jak ty, myśmy są ludzie starej daty a u takich ciężko niektóre stereotypy przełamać.

- jakżeś taka mądra to sama coś wymyśl. Ja nie mam zamiaru patrzeć jak się Piotruś złą drogę wybiera! Wieśka, on ma oczy jak mój Aaron. – Aniela rozpłakała się rzewnie, nalała po kolejnym kieliszku naleweczki i szlochając popadła w zadumę. Siedziały tak jeszcze parę dobrych chwil. Z odrętwienia wyrwał je dopiero dzwoniący telefon.

- HaAAALOOO, HAAAAALLLLO, nic nie słyszę haaaaalo , no masz i rozłączyła się. Jak ja nie lubię tej nowoczesności. Nie potrafię jeszcze tego ustrojstwa obsługiwać.

- Nielka, tyś to głupia jednak jest jak ja. Chociaż nie, głupsza, bo ja to przynajmniej wiem, że to sms był.

- Ooo faktycznie, widzisz, co ta technologia robi z nami starymi? To córka Dorotki napisała. „ Babciu, dziś nie przyjdę bo mam trening a po treningu muszę odrobić zadanie. Spotkamy się jutro. Śpij dobrze Panna J.”

- Widzę, że po latach samotności dorobiłaś się wnuczki.

- Żebyś wiedziała. jest mi z tym doskonale. Ja mam swoją panienkę a ona Babuszkę, za którą tak bardzo tęskni. A teraz Wieśka polewaj, bo wpadłam na genialny pomysł! Musimy go oblać.

- Dwa razy powtarzać nie musisz. Oczy to ci się tak zaświeciły jakby cie kto do prądu podpiął. Nooo, chluśniem bo uśniem! Mów co wymysliłaś.

- Moja Lusia chodzi na zajęcia samoobrony. A jakby tak Piotrka na nie wysłać? Nauczył by się chłopak bronić przed ojczymem, wyładował całą swoją złość i energię w kontrolowanych warunkach. Z tego co wnusia mówiła, to trener nie z takimi ancymonami sobie radzi. Zresztą dyscypliny i rygoru trochę mu nie zaszkodzi. Jak myślisz, dobry pomysł?

- Anielka wspaniały. Z tym, że skąd na to pieniędzy weźmie? Sama dobrze wiesz, że nie zgodzi się na to byśmy mu za lekcje zapłaciły, a w domu nikt mu nie da.

- Poproszę Dorotkę, by go zatrudniła na dni dostawy. Same nie dajemy sobie rady. To tylko parę godzin w tygodniu, akurat na lekcje zarobi.

- I ty myślisz, że on swoje pierwsze zarobione pieniądze wyda na jakieś treningi? Jak wlać komuś w mordę może za darmo. To trzeba inaczej załatwić sposobem. Jeszcze nie wiem jakim co prawda , a i wypita ilość malinóweczki też mi nie pomaga w myśleniu…

 

( pobawimy się? Jak przekonać Piotrka do treningów? Skąd wziąć na nie pieniądze?  A może masz jakiś inny pomysł na to jak skończyć opowiadanie? Czekam na propozycje :) )